Recenzja filmu Millennium: Dziewczyna, która igrała z ogniem (2009)
Daniel Alfredson

Nierówne preludium do finału

Powieść "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" jej autor Stieg Larsson podzielił na rozdziały, a te pogrupował w części. Przed każdą częścią zaś dodał wymowne przypisy, będące statystykami ze ...
Filmweb sp. z o.o.
Powieść "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" jej autor Stieg Larsson podzielił na rozdziały, a te pogrupował w części. Przed każdą częścią zaś dodał wymowne przypisy, będące statystykami ze stosowania przemocy wobec szwedzkich kobiet. Dowiadujemy się na przykład, że 46% Szwedek przynajmniej raz doświadczyło przemocy ze strony mężczyzny, a 92% mieszkanek skandynawskiego państwa nigdy nie zgłosiło na policji, że padły ofiarą mobbingu, molestowania seksualnego czy gwałtu. Powiem szczerze, że mocno mnie te liczby zadziwiły, Szwecja słynie bowiem z wysokich standardów w zakresie równouprawnienia. Larsson w odważny, bezkompromisowy sposób przedstawił dramatyczną wizję patologii drążących jego ojczyznę, wstrząsając nie tylko opinią publiczną kraju, z którego pochodził, ale także całego świata. W drugiej części bestsellerowej sagi "Millenium" zmarły autor zajął się problemem traffickingu, czyli handlem ludźmi - w tym przypadku młodymi dziewczynami z Europy Wschodniej, sprowadzanymi do Szwecji i sprzedawanymi do świadczenia usług seksualnych - będącym ni mniej, ni więcej jak współczesną formą niewolnictwa.

Minął rok od poznania Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander i rozwiązania przez nich zagadki zaginięcia Harriet Vanger. Ich drogi rozeszły się - Lisbeth odpoczywała, zwiedzając świat, a Mikael wrócił do redakcji swojej gazety, w której rozpoczął prace nad publikacją książki o handlu nieletnimi dziewczętami z krajów Europy Wschodniej wraz z ambitnym dziennikarzem Dagiem i jego dziewczyną Mią, która napisała pracę doktorancką na ten temat. Okazuje się, że w ten zakrojony na szeroką skalę proceder zamieszanych jest wiele osób postawionych na najwyższych szczeblach władzy w Szwecji. W chwili gdy Dag i Mia zostają brutalnie zamordowani, podejrzenie nieoczekiwanie pada na Lisbeth. Mikael nie wierzy w jej winę i rozpoczyna własne śledztwo.

Pierwotnym pomysłem na ekranizację trylogii Larssona był szwedzki miniserial "Millennium", a pełnometrażowym filmem dedykowanym do dystrybucji kinowej mieli być wyłącznie "Mężczyźni...". Po sukcesie finansowym producenci zdecydowali się na wprowadzenie na srebrne ekrany pozostałych części trylogii, które to siłą rzeczy powstały na podstawie 90-minutowych już nakręconych odcinków miniserii. Niestety, w przypadku "Dziewczyny, która igrała z ogniem" to widać. Film przypomina zlepek scen, brakuje w nim płynności, pewnych łączników między kolejnymi wątkami i scenami. Historia jest dobra, to dość wierna adaptacja książki, ale można to tak naprawdę stwierdzić jedynie po lekturze literackiego pierwowzoru. Wiele jest w filmowej "Dziewczynie..." fabularnych skrótów, przeskoków w akcji, niejasnych decyzji bohaterów, zbędnych scen, kilka wątków - jak choćby śledztwo policji i rola funkcjonariuszy - bardzo mocno okrojono. Są to spore wady filmu.

Daniel Alfredson, który zastąpił Nielsa Ardena Opleva w fotelu reżysera, miał przed sobą trudne zadanie, bo pierwsza część filmowej trylogii była naprawdę niezła. Nie poradził sobie tak dobrze jak poprzednik, ale nie wyszło też tragicznie. Sugestywnie zaprezentował mroczną stronę Sztokholmu, do którego musiał przenieść akcję z prowincji. Prowadzi historię konsekwentnie, ale nieco leniwie i ma problem z budowaniem napięcia, przez co dość liczne zwroty akcji nie robią na widzu wrażenia, a natłok dialogów - skądinąd bardzo dobrych - sprawia, że odnosi się wrażenie, iż film jest przegadany. W ogóle obraz jest nierówny - raz wciąga, raz przynudza, Alfredson nie potrafi jednak zaangażować w sposób jaki zrobił to Oplev.

Swego czasu pojawiły się głosy, że Noomi Rapace za kreację Lisbeth Salander w filmowej adaptacji którejś z książek Larssona może zostać nawet nominowana do Oscara. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w "Dziewczynie..." wypadła znacznie bardziej blado niż w pierwszej części trylogii. Nie oznacza to, że gra źle, powtarza jednak swoją rolę z "Mężczyzn..." nie wzbogacając jej niczym nowym. A miała ku temu okazję, bowiem druga część sagi wydaje się dużo trudniejsza do zagrania - poznajemy wiele wątków z przeszłości Lisbeth, niebezpiecznych osób, z którymi staje w konfrontacji. Rapace poradziła sobie nieźle, ale brakuje jej wiele do wspaniałej kreacji z "Mężczyzn..." i spodziewałem się po niej czegoś więcej. Znacznie lepiej oglądało mi się natomiast Michaela Nyqvista jako Blomkvista. Z resztą cała obsada wywiązuje się z swych obowiązków porządnie i solidnie, ale przecież to od ról pierwszoplanowych wymaga się perfekcji.

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" to film niezły, ale niezachwycający. Fabuła wykrojona z trzech godzin dwóch części miniserialu jest niespójna i potrzebna jest znajomość literackiego pierwowzoru, by się w niej odnaleźć. Reżyseria momentami kuleje, choć zdarzają się chwile, gdy Alfredson wykazuje się niezłym rzemiosłem. Jednakże w ogólnym rozrachunku jest to obraz jedynie nieco więcej niż przeciętny, a jako sequel - rozczarowujący, nieposiadający przy tym śladu wydźwięku mocno zaangażowanej w poważne kwestie społeczne powieści. Do weryfikacji własnej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 74% uznało tę recenzję za pomocną (72 głosy).
_encore_
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)