Recenzja gry South Park: The Fractured but Whole (2017)
Trey Parker

Nieznośna lekkość odbytu

O ile na pierwszy "South Park" czekaliśmy dość długo, o tyle wielokrotnie odwlekana premiera drugiej części to już był prawdziwy test na cierpliwość. 
Filmweb sp. z o.o.
O ile na pierwszy "South Park" czekaliśmy dość długo, o tyle wielokrotnie odwlekana premiera drugiej części to już był prawdziwy test na cierpliwość. Wreszcie "South Park: Fractured but Whole" trafił na komputery osobiste i konsole. Jest z czego chichotać?

photo.title

W miasteczku South Park źle się dzieje. Z ulic giną koty, a za jednego z takich zaginionych zwierzątek wyznaczono nawet nagrodę o wysokości stu dolarów. Trudno o lepszy argument dla Szopa i Przyjaciół, grupy superbohaterów, którzy chcieliby wystartować z serią filmów i seriali na Netfliksie. Szop, czyli Eryk Teodor Cartman, przenosi się więc w przeszłość, gdy chłopcy z South Parku wraz z bohaterem pierwszej części wciąż bawią się w elfy i czarodziejów. Czas jednak na zmianę zabawy – teraz motorem napędowym stanie się śledztwo w sprawie kotów oraz Wojna Bohaterów rodem z Marvela. Szop i Przyjaciele są bowiem skłóceni z Kumplami Wolności, inną grupą superbohaterów, którzy mają własny pomysł na serię filmów i zarobienie kupy pieniędzy.

photo.title

Pierwszy "South Park" był brawurową jazdą bez trzymanki. W ciągu kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu godzin spędzonych z grą można było walczyć z Obcymi, napierdzieć na nazistowski abortowany płód, odbyć podróż przez odbytnicę seksualnego niewolnika oraz wykonać aborcję na Randym Marshu. Czy dwójka trzyma wyznaczony przez poprzedniczkę wysoki poziom obrazoburczości? Dość powiedzieć, że już w ciągu pierwszego kwadransa gry możemy walczyć z księżmi, którzy biczują się wyciągniętymi z odbytu różańcami. Każda toaleta w grze to natomiast osobna minigierka, podczas której stawiamy potężną kupę. Co prawda nie jest ona przedmiotem jak w pierwszej części (można było rzucać kałem w przeciwników), ale za ogarnięcie wszystkich kibelków w mieście dostajemy specjalne trofeum. Ba, nasza postać zwana Buttlordem (Dupogrom?) z czasem uzyskuje także specjalne moce płynące z okolic zwieraczy. Nasze pierdnięcia zakrzywiają czas, pozwalają bezkarnie okładać przez kilka sekund przeciwników, a po odpowiednim treningu u Morgana Freemana rozrywają poszycie czasu i przestrzeni, pozwalając przenosić się w przyszłość.

photo.title

"South Park" wpisuje się także w najnowsze trendy. Nie mamy tu już facebookowej ściany, ale Szopstagrama, czyli aplikację wzorowaną na Instagramie. Cykamy sobie selfiaki z różnymi osobami, a one dołączają do naszych obserwujących. Trzeba ich oczywiście zebrać jak najwięcej, a żeby dostać niektóre selfie, trzeba będzie zrobić komuś przysługę. Nie zbieramy już też Chinpokomonów, ale jagódki-wspominki, Memberberries. Stanowią one część wyzwań, którymi wypełniona jest gra. Za wykonanie każdego wyzwania dostajemy punkty doświadczenia, a czasami – jakieś fanty. 

photo.title

Największa zmiana w "Fractured but Whole" dotyczy oczywiście walki. O ile pierwsza część była mocno inspirowana japońskimi erpegami, o tyle dwójka przypomina bardziej taktyczne produkcje pokroju "Fire Emblem" czy "Heroes of Might&Magic". Ekran walki podzielony jest na kwadraty. Każda postać może przejść kilka pól i odpalić jeden z trzech różnych ataków, który dotyczy jednego pola bądź np. całej kolumny czy rzędu. Oprócz tego każdy z bohaterów ma swoją supermoc, którą odpala, gdy naładuje się odpowiedni pasek. Wyjątkiem jest oczywiście nasz protagonista, który wraz z postępami w grze uzyskuje dostęp do kolejnych klas postaci. Maksymalnie możemy korzystać z czterech klas, przy czym liczba aktywnych zdolności zawsze pozostanie taka sama. Trzeba więc wybrać odpowiednie ataki. Do tego dochodzi używanie różnych przedmiotów, w tym wzywanie potężnych sprzymierzeńców. Striptizerka Classi przejedzie niemiluchów samochodem, Ned i Jimbo wystrzelają ich jak kaczki, a wezwany na pole walki Mojżesz uleczy całą naszą drużynę.

photo.title

"South Park" nie byłby sobą, gdyby nie zahaczał także o najnowsze społeczne animozje i problemy, które zostały potraktowane ostrą satyrą. Warto odnotować, że w porównaniu do pierwszej części twórcy nieco łagodniej obchodzą się z graczem i mniej tu typowo koszarowo-kloacznego humoru. Nie zmienia to jednak faktu, że w "South Park" znajdziemy sporo momentów, które zjeżą włos na głowie i jednocześnie rozbawią do łez. Wspomnieni wcześniej księża to tylko początek. Całkiem spora część gry poświęcona jest tożsamości płciowej. Gwarantuję, takich opcji płciowych nie ma w żadnym innym erpegu na rynku gier. Szkoda tylko, że już przed premierą gry pewne grupy ludzi nie wyczuły dowcipu i "South Park" znalazł się pod obstrzałem za naśmiewanie się z np. osób transpłciowych. Nie trzeba być jednak tytanem intelektu, by zauważyć, że dywagacje Mr Mackeya nad naszą tożsamością płciową są krzywym zwierciadłem rozpasanych, tumblrowych dyskusji na temat dynamicznej płci oraz odklejonej od rzeczywistości postępowej, amerykańskiej lewicy. Podobnie zresztą oberwało się politycznej poprawności. Gra idzie ręka w rękę z najnowszymi sezonami kreskówki, więc szkoła kierowana jest przez PP Dyrektora. Ten uczy nas rozpoznawać mikroagresję (np. "jak na Azjatę nieźle prowadzisz samochód") i dyskryminację. A jak z tym walczyć? Zwyczajnie – strzelić komuś piąchą w twarz.

Wizualnie "South Park" nie różni się za specjalnie od części pierwszej, co akurat jest pożądane, gdyż gra zachowuje swój minimalistyczny styl znany z kreskówki. Oczywiście do tego wszystkiego dołożono nieco efektów specjalnych i różnych błyskotek zwłaszcza podczas używania superzdolności, ale w ogólnym rozrachunku "Fractured But Whole" jest dość tradycyjne. 

photo.title

Głównym grzechem "South Park: Fractured But Whole", o ile w ogóle można o takim mówić, jest to, że mamy do czynienia z sequelem. Kto grał w pierwszą część, ten wie, że trudno dorównać jej pomysłom. Nowej grze udało się to całkiem nieźle, choć widać, że nie jest to ten sam poziom świeżości i instrumentarium ordynarnego humoru, który pojawił się w jedynce. To jednak nadal spora petarda i jedna z najciekawszych gier komediowych ostatnich miesięcy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna