Recenzja gry Monster Hunter Stories (2016)

Nieznośny urok potworków

Komu mało jest łowienia Pokemonów, może zabrać się teraz za nieco inne potworki w grze Capcom "Monster Hunter Stories". To lekkostrawna historyjka w urokliwej oprawie, która zapewni kilkadziesiąt ...
Filmweb sp. z o.o.
Komu mało jest łowienia Pokemonów, może zabrać się teraz za nieco inne potworki w grze Capcom "Monster Hunter Stories". To lekkostrawna historyjka w urokliwej oprawie, która zapewni kilkadziesiąt godzin zabawy.

photo.title

"Monster Hunter Stories" to tak naprawdę nie pełnoprawna odsłona znanej serii, ale spin-off, przeznaczony zresztą dla mniej wymagających graczy, by nie powiedzieć: dla nieco młodszej części zbioru fanów gry. Niech jednak nikogo nie zwiedzie słodka i czasem infantylna oprawa, bowiem pod tym lukrem kryje się rozbudowane i całkiem długie RPG. Z 3DS-em w ręku spędzimy nieco czasu. Oczywiście historia nie ma takiego kalibru ani ciężaru co w głównej serii, jest to raczej opowiastka na dobranoc, prosta historyjka, w której pojawia się sporo zabawnych postaci (szczególnie pomagający nam kotek Navirou), zaś wszelkie co bardziej przykre wydarzenia przykryte są odrobiną humoru dla rozładowania atmosfery.

photo.title

Podstawowa różnica pomiędzy "Monster Hunter Stories" a jej starszymi siostrami to oczywiście walka. O ile w pełnoprawnych grach z serii "Monster Hunter" walczyliśmy w czasie rzeczywistym, tutaj dostajemy do rąk typowo turową rozgrywkę rodem ze starych "Final Fantasy" czy – może nieco bliżej – wszelakich "Pokemonów". Turowa walka jest całkiem rozbudowana. Początkowo mamy tylko jednego stworka i walczymy na trojaki sposób. Możemy bowiem zaplanować atak typu mocnego, technicznego albo szybkiego. W zależności od tego, jak zareaguje wróg, zadamy mu dodatkowe obrażenia albo nie poradzimy sobie najlepiej z ofensywą. Kluczem w walce staje się wykrycie tego, jakie schematy atakowania mają wrogowie tak, by jak najlepiej wykorzystać swoje stworki. Co więcej, podczas walki ładuje się tzw. Kinship Gauge, który zasila umiejętności specjalne, a przede wszystkim pozwala nam na ujeżdżanie naszego stworka, co oczywiście znacząco podnosi naszą efektywność w walce. Do tego dochodzą różne bronie, które naturalnie oferują zróżnicowane umiejętności. Wraz z postępami w grze walki staną się coraz bardziej rozbudowane i długie, choć na szczęście można przyspieszyć nieco animacje uderzeń. Podobnie jak w innych grach z serii "Monster Hunter", i tutaj niebagatelną rolę odgrywa nasz ekwipunek oraz zarządzanie wszelkimi zielskami, kamyczkami czy miksturami. Mamy swój pasek dziesięciu przedmiotów, które możemy zabrać w bój, zaś reszta klamotów służy nam do ulepszania naszego ekwipunku. 

photo.title

Wspomniane wyżej skojarzenie z Pokemonami jest zresztą nieprzypadkowe, gdyż w grze zamiast siekać potwory na kawałki, będziemy je także łapać i pozyskiwać z różnorakich jajek. Co więcej, sporo czasu spędzimy na szukaniu jaskiń, w których znajdują się właśnie jaja składane przez potwory. Jajka musimy zdobyć, czasem obronić się przed jakimś większym niemiluchem, a następnie zanieść do wylęgarni, gdzie wyklują się w nowe stworki, które możemy wykorzystać w walce. Poza tym gra jest dość podobna do głównej serii. Dużą część czasu pochłoną też podróże po rozległych okolicach naszej wioski i polowania na przedmioty (a także potwory). Oczywiście cała siła leży w zdobywanych przez nas potworkach. Mają one różne statystyki, a przede wszystkim zróżnicowane umiejętności, które wykorzystujemy w walce. Możemy nawet zabawić się w genetyka i pomieszać nieco w kodzie naszych potencjalnych podopiecznych. 

photo.title

Wizualnie "Monster Hunter Stories" odstaje mocno od głównej serii. Capcom postanowił uderzyć w dzwon zwany "chibi", czyli stworzyć grę, która wizualnie jest urocza i słodka, a więc siłą rzeczy przemawia do nieco młodszych graczy. Oczywiście nie oznacza to, że za nieznacznym infantylizmem formalnym idzie taka też treść. Wręcz przeciwnie, ale trzeba się przebić przez kolorowe i wrzaskliwe pokrycie tej gry, by dobrać się do porządnego, erpegowego mięsa. Na pewno przypadnie ona do gustu fanom wszelakich Pokemonów, gdyż poza oczywistymi nawiązaniami w systemie rozwoju stworków, jest to podobny przypadek rozbudowanej gry ukrytej pod urokliwym i infantylnym pozłotkiem.

photo.title

Co więcej, gra wyciska ostatnie soki z 3DS-a. Widać, że jest zrealizowana z prawdziwym rozmachem. Tereny do odwiedzenia są ogromne, a jak na możliwości małej, kieszonkowej konsolki, zaprezentowano je dość szczegółowo. Nie oznacza to, że "Monster Hunter Stories" nie ustrzegło się pewnych błędów technicznych. Największe problemy są oczywiście z liczbą klatek na sekundę. Grze zdarzają się momenty czkawki i spadki płynności. Co więcej, rozmach gry wymógł niestety obcięcie tekstur w plenerach. Oznacza to, że o ile postacie zrobione są fantastycznie, o tyle już rozległe połacie równin i lasów – niekoniecznie. 

photo.title

Nie da się ukryć, że "Monster Hunter Stories" to miła odskocznia od ciężkich i potężnych erpegów. Gra jest zdecydowanie przeznaczona dla niedzielnych użytkowników 3DS-a, choć mimo to oferuje kilkadziesiąt godzin porządnego grania. Jest to także jedna z ładniejszych gier na 3DS, choć zdarzają jej się pewne problemy techniczne. Kto posiada konsole Nintendo, ten powinien zainteresować się tym spin-offem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra