Recenzja filmu Noc Walpurgi (2015)
Marcin Bortkiewicz

Noc pełna wrażeń

Zrealizowana w czerni i bieli, łącząca kameralność z iście operowym rozmachem "Noc Walpurgi" z pewnością zasługuje na miano jednego z najbardziej wyrazistych debiutów ostatnich lat. Gdy patrzy ...
Filmweb sp. z o.o.
Marcin Bortkiewicz przedstawia najbardziej zmysłową noc w polskim kinie. Podczas niezwykłego spotkania leciwej diwy i atrakcyjnego dziennikarza farsa miesza się z horrorem, a erotyczne napięcie pozostaje podszyte bolesną traumą. Pod osłoną mroku Nora i Robert tracą kontrolę nad emocjami i rozpoczynają niebezpieczną grę. Atmosfera z każdą minutą się zagęszcza, a relacja pomiędzy postaciami zyskuje opętańczą dynamikę. Twórca "Nocy Walpurgi" dotrzymuje jednak kroku bohaterom i dba o to, by ekranowy chaos ujawnił w końcu porządkującą go logikę.


Debiutujący reżyser pozostaje jednocześnie zuchwale wyrazisty i ujmująco pokorny wobec ulubionych artystów. W filmie bez trudu wychwycimy na przykład aluzje do twórczości Romana Polańskiego czy Tomasza Manna. Jak przystało na przedstawiciela kina autorskiego, Bortkiewicz przemyślał swą wizję w najdrobniejszych szczegółach i nadał znaczenie nawet pozornie błahym detalom. Nie bez powodu na przykład Nora przyjmuje Roberta akurat po przedstawieniu "Turandot". Schyłkowa opera Pucciniego – podobnie jak "Noc Walpurgi" – opowiada o emocjonalnym pojedynku, w którym pożądanie wpisuje się w układ dominacji i podporządkowania. W wizji słynnego kompozytora uczucie potrafiło przebić się przez cynizm bohaterów i pozwolić im na odkrycie wewnętrznej czystości.

Choć ryzykowny finał można interpretować wieloznacznie, Bortkiewicz wydaje się daleki od optymizmu Pucciniego. Zmarły w 1924 roku Włoch nie zdążył doświadczyć największych okrucieństw XX wieku, których następstwa odgrywają istotną rolę w fabule "Nocy Walpurgi". W filmie szybko wychodzi na jaw, że niszczący wpływ na psychikę Nory wywarł pobyt w obozie koncentracyjnym. Bortkiewicza nie interesuje jednak po prostu rozliczenie z Holocaustem. Temat Zagłady służy mu raczej za pretekst do – utrzymanej w duchu Alaina Resnaisa – refleksji na temat pracy pamięci i funkcjonowania dotkniętego traumą umysłu. Jeszcze bardziej niepokojące niż autodestrukcyjna, zakorzeniona w minionych latach postawa Nory wydaje się zachowanie Roberta. Pozornie nieśmiały chłopak z zaskakującą łatwością odnajduje się w zainscenizowanej przez kobietę psychodramie. Wyznaczona z góry rola oprawcy bardzo szybko zaczyna sprawiać mu perwersyjną satysfakcję. Tytułowa noc Walpurgi – w germańskich wierzeniach traktowana jako czas kontaktu z demonami i duchami – raz jeszcze objawia więc swą mroczną moc. Opowieść Bortkiewicza zostawia nas ze świadomością, że przeszłości nie da się zlekceważyć, a dawne zło w każdej chwili może powrócić w odmienionej postaci.


Zrealizowana w czerni i bieli, łącząca kameralność z iście operowym rozmachem "Noc Walpurgi" z pewnością zasługuje na miano jednego z najbardziej wyrazistych debiutów ostatnich lat. Wraz z "Baby Bump" Jakuba Czekaja czy "Córkami dancingu" Agnieszki Smoczyńskiej stanowi także świadectwo rebelianckiej siły drzemiącej w młodym polskim kinie. Wymienieni twórcy, których więcej dzieli niż łączy, nie pragną rewolucji i nie głoszą wspólnotowych haseł. Za niewielkie pieniądze tworzą jednak kino wymykające się regułom i rozsadzające ramy tworzone przez dawnych buntowników, którzy zatracili kreatywność i zapał. Gdy patrzy się na charakteryzującą film Bortkiewicza werwę i kinofilską radość tworzenia, można być spokojnym, że energii starczy reżyserowi na bardzo długo. Całkiem możliwe, że w noc Walpurgi objawił się jeden z największych talentów polskiego kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 62% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)