Recenzja filmu Enklawa (2015)
Goran Radovanovic

O Bałkanach bez klisz

"Enklawa" to druga pełnometrażowa fabuła uznanego serbskiego dokumentalisty, Gorana Radovanovica – znanego z serii ostro polemicznych dokumentów z lat 90., atakujących propagandę i ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Enklawa (2015)
"Nie mam najlepszego przyjaciela, bo w mojej wiosce nie ma dzieci" – mówi w pierwszej scenie "Enklawy" dziesięcioletni Nenad, czytając nauczycielce szkolne wypracowanie. Dzieci nie ma nie tylko w rodzinnej wiosce Nenada, ale i w całej klasie – chłopiec jest jej jedynym uczniem. 

Akcja filmu toczy się bowiem w 2004 roku w serbskiej enklawie w Kosowie. Kraj jest zrujnowany przez wojnę, Serbowie nie czują się bezpiecznie w albańskim państwie kosowskim – kto może, porzuca rodzinne strony i ucieka do Serbii. Neneda do szkoły wozi opancerzony transporter mających utrzymywać pokój w regionie sił KFOR, w który albańskie dzieci codziennie rzucają kamieniami. Chłopca i jego ojca na miejscu trzyma tylko senior rodu – zbyt wiekowy i schorowany, by mógł się gdziekolwiek przeprowadzić. 


"Enklawa" to druga pełnometrażowa fabuła uznanego serbskiego dokumentalisty, Gorana Radovanovica – znanego z serii ostro polemicznych dokumentów z lat 90., atakujących propagandę i nacjonalistyczną politykę reżimu Miloševića. Zdolność do uważnej, dokumentalnej obserwacji jest największą siłą "Enklawy". Przez pierwsze trzy kwadranse otrzymujemy bardzo wycieniowany obraz życia kosowskich Serbów; ludzi, którzy po końcu wojny zostali po "złej" stronie granicy. Radovanovic pokazuje wszystkie niedole życia w bałkańskim kotle, bez popadania w znane z obrazów Bałkanów klisze. W przeciwieństwie do filmów Emira Kusturicy w "Enklawie" najnowsza historia byłej Jugosławii nie zmienia się w egzotyczną feerię obrazów, pełnych seksu, przemocy i wszelkich emocji (oraz dziadków rżnących skoczne melodie na harmoszce), przykrojonych pod potrzeby znudzonego swoim dobrobytem zachodniego widza. 

Trochę gorzej Radovanovic radzi sobie, gdy w ten tak celnie przedstawiony w ekspozycji świat przedstawiony próbuje wprowadzić konflikt. Druga połowa filmu kuleje dramaturgicznie, kilka kluczowych scen wydaje się "puszczonych" przez reżysera, powstaje wrażenie niepotrzebnego i nieplanowanego chaosu. W dodatku całe sekwencje psuje fatalna muzyka – przesadnie pompatyczna, sentymentalna, palcem wskazująca widzowi, jakie ma teraz odczuwać emocje. Taki, a nie inny dobór ścieżki dźwiękowej nakazuje obniżyć ogólną ocenę filmu co najmniej o jedną gwiazdkę. "Enklawa" odzyskuje jednak formę w pięknym zakończeniu, łączącym kunsztowną narracyjną konstrukcję z emocjonalną siłą i głębokim humanizmem. 


Już w 2000 roku Radovanovic nakręcił dokument zatytułowany "Model House", przedstawiający losy serbskich uchodźców, zmuszonych po rozpadzie Jugosławii do opuszczenia w połowie lat 90. terenów Bośni, Kosowa oraz Chorwacji. W dokumencie tym reżyserowi udało się połączyć lojalność i empatię wobec serbskich uchodźców ze skrajnym krytycyzmem wobec wielkoserbskiego nacjonalizmu oraz polityką władz w Belgradzie odpowiadającą za eskalację konfliktu na Bałkanach.

"Enklawa"
idzie tym samym tropem. Jest to dzieło przedstawiające dramat kosowskich Serbów; kręcone z punktu widzenia serbskiej społeczności, a przy tym zupełnie wolne od toksycznej, nacjonalistycznej propagandy. Radovanovic jest zbyt utalentowanym obserwatorem, by nie wiedzieć, że w bałkańskich konfliktach krzywdy i winy rozkładają się po wszystkich stronach. Zamiast wskazywania winnych i robienia rachunków wzajemnych urazów reżyser pokazuje, że wśród uśpionych, ale wciąż grożących wybuchem konfliktów mogą pojawić się momenty przekraczające etniczne i religijne podziały solidarności, przyjaźni, człowieczeństwa. Nawet jeśli nie są one w stanie wygrać z logiką wielkiej polityki i podziałów, jakie ta wprowadza, to dla twórców "Enklawy" są one ważniejsze niż rojenia o Wielkiej Serbii, Wielkim Kosowie czy jakimkolwiek innym wielkim państwie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły