Recenzja filmu Skazany (2017)
Ric Roman Waugh

Od zera do gangstera

Waugh całkiem dobrze odnalazł się w tej konwencji. Skupia swoją uwagę na głównym bohaterze i bez efekciarskiego pośpiechu odsłania przed nami jego biografię. Owszem, od czasu do czasu wrzuca ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Skazany (2017)
Miał wszystko: dom, rodzinę, karierę. Chwila nieuwagi i... to stracił. Alkohol – wypadek – śmierć przyjaciela. Trafił do więzienia. Tam musiał dokonać prostego wyboru: zostać wojownikiem czy ofiarą. Decyzja wyznaczy jego los nie tylko w więzieniu, ale również po (ewentualnym) wyjściu na wolność. Wybrał drogę wojownika...


Na papierze fabuła "Skazanego" nie przykuwa uwagi. Filmów sensacyjnych o podobnej tematyce rocznie powstają dziesiątki. W końcu czymś trzeba zapełnić ofertę Netfliksa, Amazonu, Hulu i potężnej armii stacji telewizyjnych. Sam reżyser – Ric Roman Waugh – to specjalista od historii o normalnych facetach, którzy zmuszeni są przeniknąć do przestępczego świata ("Infiltrator"), i o brutalnym życiu za kratami ("Skazaniec"). Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Wystarczy zaledwie kilka minut seansu, by przekonać się, że "Skazany" nie jest kolejnym tanim, nastawionym na zaspokajanie najprostszych instynktów widzów, sensacyjniakiem. Tym razem Waugh miał ambicje stworzyć dzieło poważne, w którym krwawe wydarzenia sąsiadują ze spokojną, kontemplacyjną narracją. Widać, że reżyser czerpał inspiracje z kina francuskiego. "Skazany" należy do tego samego nurtu co "Prorok", "Wróg publiczny numer jeden", "Biała noc".

Waugh całkiem dobrze odnalazł się w tej konwencji. Skupia swoją uwagę na głównym bohaterze i bez efekciarskiego pośpiechu odsłania przed nami jego biografię. Owszem, od czasu do czasu wrzuca sceny przemocy. Są one brutalne, pokazane w sposób surowy, tak że nigdy nie stanowią one głównego elementu filmu. W centrum pozostaje sam bohater. A dokładniej: podejmowane przez niego decyzje oraz cena, jaką musi płacić. "Skazany" to w gruncie rzeczy kino egzystencjalne, a więzienie i świat gangsterów stanowią tylko dekorację.


Jednak reżyser nadmiernie skomplikował sobie zadanie, przez co film nie zrealizował w pełni swojego potencjału. Problematyczna jest decyzja Waugha, by historię opowiadać równolegle na dwóch płaszczyznach czasowych. W ten sposób najpierw poznajemy efekt wyborów bohatera, a dopiero później okoliczności, w jakich ich dokonał. Ponieważ emocjonalna i duchowa podróż jest głównym tematem filmu, takie podejście buduje niepotrzebny dystans. Widz nie ma możliwości niepostrzeżenie wciągnąć się w świat, w jakim przyszło egzystować protagoniście. Nie służy to odbiorowi.

Nie do końca udało się też reżyserowi uzasadnić rozbudowanie postaci Kutchera, policjanta przydzielonego do sprawy głównego bohatera. Do pewnego stopnia usprawiedliwia Waugha to, że Omari Hardwick gra go perfekcyjnie. Można więc zrozumieć rozterki reżysera, który nie chciał kastrować kreacji aktora. Jednak w kontekście tego, co jest naprawdę istotne w filmie, tak rozbudowana postać Kutchera nie ma sensu. Nie stanowi on ani postaci opozycyjnej, ani komplementarnej do głównego bohatera. Nie nadaje też ciężaru korespondencyjnej relacji, jaka między gangsterem a policjantem się rozwija. Rozwleka jedynie historię, która i tak do najbardziej skondensowanych nie należy.


Pochwały należą się za to odtwórcy głównej roli. Nikolaj Coster-Waldau, który niedawno męczył się straszliwie w "Drobnych zbrodniach", gdzie wcielił się w podobną postać, tym razem stanął na wysokości zadania. Dokonywane przez jego bohatera wybory czasami wydają się naprawdę wątpliwe. Widz jest w stanie w nie uwierzyć wyłącznie dlatego, że w grze Costera-Waldau nie wyczuwa się fałszu. Radzi sobie zarówno w klasycznych scenach z kina sensacyjnego, w których objawia się jako rasowy twardziel, jak również w tych momentach, w których musi ujawnić słabość i egzystencjalne cierpienie. Okazał się doskonałym sojusznikiem reżysera. Wspólnymi siłami stworzyli solidny film, który oferuje widzom więcej niż tylko strzelaniny, bijatyki i pościgi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły