Recenzja filmu Mali agenci. Wyścig z czasem 4D (2011)
Robert Rodriguez
Joanna Węgrzynowska-Cybińska

Pan Tic Tac. Złodziej czasu

Trudno zadowolić dzieci, które już dawno dostały wszystko, a wciąż chcą więcej. Jakimi sztuczkami przyciągnąć je do kin? Obiecać więcej akcji? Fajniejsze gadżety? Wymyślniejsze zabawki? Nuda, ...
Filmweb sp. z o.o.
Trudno zadowolić dzieci, które już dawno dostały wszystko, a wciąż chcą więcej. Jakimi sztuczkami przyciągnąć je do kin? Obiecać więcej akcji? Fajniejsze gadżety? Wymyślniejsze zabawki? Nuda, nuda, nuda. A jednak jest nadzieja. Podczas gdy amerykańskie media ogłaszają schyłek ery 3D, przedsiębiorczy producenci postanowili podwyższyć stawkę do czterech wymiarów. 4D mające uatrakcyjnić seans i tak już podrasowanego do granic możliwości filmu to kartonik z zaklętymi na nim zapachami. Wyświetlające się na ekranie numerki informują, które okienko należy potrzeć, by poczuć to, co czują bohaterowie filmu, a są to np.: czekolada, mięta, ser, a nawet brudna pielucha.

W czwartej części "Małych agentów" Jessica Alba w roli młodej i atrakcyjnej matki przekonuje, że kobiety nie muszą rezygnować ze swoich ambicji tylko ze względu na zaawansowaną ciążę i niedaleką perspektywę założenia rodziny. W pierwszej scenie filmu wykonuje masę szalonych akrobacji i puszcza się w pogoń za niebezpiecznym przestępcą mimo skurczów porodowych. Życie w domowych pieleszach będzie dla niej dużo trudniejsze niż misje ratowania świata. A jedynym sposobem na pozyskanie zaufania i sympatii swoich pasierbów będzie udowodnienie im, że jest kimś znacznie bardziej wartościowym niż tylko kurą domową. Ten właśnie wątek został w filmie tak bardzo wyeksponowany, że pozostałe wydarzenia wydają się tylko jego dopełnieniem. Kradnący czas Pan Tic-Tac, mąż Alby tropiący tajniaków i dzieci marzące o karierze małych agentów są raczej na drugim planie.

Oglądając "Małych agentów 4", trudno uwierzyć, że Robert Rodriguez jest ojcem pięciorga dzieci. Ktoś, kto wychowuje tak liczną gromadę potomków, powinien mieć większe pojęcie o potrzebach kilkulatków. Tymczasem jedyne, co znany ze swoich upodobań do kiczu i makabry reżyser oferuje małoletniej widowni, to naszpikowany gadżetami film o niezrozumiałym przesłaniu.   Maluchy nie wyciągną wniosków z morału, że należy szanować czas i każdą wolną chwilę spędzać z rodziną. Szczególnie, że to, co zostało pokazane na ekranie, raczej temu przeczy. Bohaterka Alby nie jest w stanie zdobyć serca swojej pasierbicy, dopóki nie ujawni swojej prawdziwej tożsamości. Okazuje się, że posiadanie macochy-agentki jest dużo atrakcyjniejsze niż posiadanie zwykłej, opiekuńczej macochy.

Czwarty wymiar tylko częściowo odwraca uwagę od słabej fabuły i mało efektownej akcji. Kartonik z zapachami nie nadrobi ewidentnych braków "Małych agentów 4".

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie