Recenzja filmu Trzynaście duchów (2001)
Steve Beck

Pechowa trzynastka

Im większe miałem do tego filmu oczekiwania, tym z każdą minutą coraz większe rozczarowanie mnie ogarniało. Dużo dobrego naczytałem się o tej produkcji. Zachęciło mnie także nazwisko producenta - ...
Filmweb sp. z o.o.
Im większe miałem do tego filmu oczekiwania, tym z każdą minutą coraz większe rozczarowanie mnie ogarniało. Dużo dobrego naczytałem się o tej produkcji. Zachęciło mnie także nazwisko producenta - Roberta Zemeckisa. Co otrzymałem? Ano, bzdurny i w ogóle niestraszny pseudo-horror, który w dodatku kopiuje motywy z innych produkcji, czego nie znoszę.


Wszystko kręci się wokół nawiedzonego domu, do którego wprowadza się typowa amerykańska rodzina. Nowość to fakt, że straszące w nim duchy można zobaczyć tylko dzięki specjalnym goglom.


Zacznijmy od początku. Czy to aby na pewno jest horror? Jest to przecież gatunek filmowy, który ma nas przerazić, ponieważ podczas jego oglądania stajemy oko w ok ze swoimi obawami. W filmie "13 Duchów" tymi obawami mają być tytułowe duchy. Taa... ale nie są. Zjawy, które swoim wyglądem i zachowaniem zamiast przerażać, śmieszą. Ich charakteryzacja jest dobrze wykonana, tyle że jest elementem, na którym twórcy oparli całe przerażenie, a to odciąga uwagę od całości. Nie chowamy się pod stołem, tylko krzywimy się z obrzydzenia. Mnie szczególnie nie przypadł duch nagiej kobiety latającej po domu z nożem. Fuj.


Kolejnym minusem jest miejsce akcji. Czy po zobaczeniu domu Cyrusa nie przyszedł wam na myśl sześcian z "Cube"? No właśnie. Nie lubię jak twórcy filmu perfidnie zapożyczają elementy z innych produkcji i udają, że sami wpadli na taki "genialny" pomysł. Od strony technicznej filmowi nic nie można zarzucić, bo jest dobrze nakręcony. Brakowało mi specyficznej muzyki, która podgrzewałaby atmosferę napięcia. Aktorsko jest słabo. Żaden z aktorów nie pokazał czegoś, co odróżniłoby go od reszty ekipy. Największe zarzuty kieruję w stronę scenariusza. Historia jest banalna i im bliżej finału, tym akcja traci swoje tempo. Kiedy zobaczyłem tę całą maszynerię, muszę się przyznać, nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Takie rzeczy nie pasują do takiego filmu. Autorzy mogli oprzeć fabułę na samych duchach, lecz postanowili dodać nutkę fantazji, co sprawiło, że film stał się komiczny i stracił tym samym na wartości.


Widziałem wiele filmów, w których duchy grały pierwsze skrzypce. W nich nawet jeden duch potrafił mnie przerazić. Trzeba mieć jednak w tej kwestii trochę filmowego kunsztu. W obrazie Becka mamy trzynaście duchów, które wyglądają jak stado niedorozwiniętych klaunów. Wystarczyło dodać element zaskoczenia czy filmować tak, abyśmy nie wiedzieli, z czym mamy do czynienia. Praca ze światłem i kamerą, panie reżyserze, się kłania. Niestety wszystko w tym aspekcie leży.


Przeczytałem w jednej z tutejszych recenzji, że jest to jeden z lepszych horrorów ostatnich lat. Przykro mi, ale to jest fatalna rekomendacja tego filmu. Obraz, który jest horrorem, a nie straszy. Film, który zrzyna pomysły od innych. Scenariusz pisany na kolanie bez nutki przerażenia i zaskoczenia. Od dzisiaj uważam go za horror klasy B. "Kacper" lepszy i nawet straszniejszy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)