Recenzja filmu Lot (2012)
Robert Zemeckis

Pijackie story w przestworzach od Roberta Zemeckisa

Alkoholizm dla przemysłu filmowego od zawsze stanowił źródło licznych dramatów, które interpretowane przy pomocy scenariuszy, skrótowo na dużym ekranie mają być przestrogą dla każdego widza. Co ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Lot (2012)
Alkoholizm dla przemysłu filmowego od zawsze stanowił źródło licznych dramatów, które interpretowane przy pomocy scenariuszy, skrótowo na dużym ekranie mają być przestrogą dla każdego widza. Co jakiś czas twórcy z ambicjami dobierają się do jądra alkoholowej choroby, która zawsze jest przyczyną upadku psychicznego i fizycznego. Na rejs po tych zdradzieckich wodach pozwolił sobie Robert Zemeckis, który pod przykrywką genialnego lądowania samolotu jeszcze raz zastanawia się, ile człowieka w człowieku, kiedy pije?

Zanim staniemy się świadkami niemal półgodzinnej walki o ocalenie załogi i pasażerów feralnego lotu, otrzymujemy pełny obraz sytuacji pilota Whipa Whitakera. Swojego niekończącego się kaca leczy kokainą, wódką i aspiryną - mieszanką, która stawia go na nogi przed odpaleniem silników maszyny. Jego balansowanie na krawędzi pewnie trwałoby w najlepsze, ale wtedy kapitan bohatersko ratuje przed pewną śmiercią swoich pasażerów i wykonuje niemożliwe manewry w powietrzu. Depczące mu po piętach komisje badające przyczyny wypadku oraz wyrzuty sumienia wkrótce zmuszą Whipa do pojedynku z własnymi słabościami.

Brnąc coraz głębiej w destrukcję, niesamowity pilot traci całkowicie kontrolę nad sobą. Sterowanie skomplikowanego samolotu okazuje się dziecinnie proste w porównaniu z konfrontacją z samym sobą. Reżyser Robert Zemeckis - mistrz prostych, wyrazistych historii - i tym razem stawia na kilka banałów. Być może to jest powodem lekkiej zadyszki "Lotu", którą daje się odczuć mniej więcej po godzinie seansu. Zemeckis nie wymyślił nic, czego byśmy już nie widzieli, i nawet znakomity w roli głównej Denzel Washington czasami musiał "walczyć" ze scenariuszem.

Wiarygodnie i wzruszająco znowu robi się w kluczowych końcowych scenach. Wtedy poziom frustracji oraz poczucia winy osiąga szczytowy poziom dla Whipa Whitakera i nie pozostaje mu nic innego jak stawić czoła rzeczywistości. Stojąc po jego stronie, przez cały film ulegałam zamierzonej manipulacji twórców, którzy na finiszu dają lekcję pokory. Jego sytuacje obracają o 180 stopni, demonstrując, jak ważne są konsekwencje, nawet jeśli okrutne, ciut niesprawiedliwe. Konsekwencje dają szansę na odrodzenie i wolność od uzależnień, w przypadku bohatera "Lotu" alkoholowych i narkotykowych.

Dla Roberta Zemeckisa to film ważny, bo też problem nigdy nie traci na aktualności. Podniósł rzucone rękawice i nie zawiódł. W perspektywie kolejnych lat jego najnowszy film "Flight" raczej nie będzie brylował w rankingach obok "Zostawić Las Vegas" czy "Kto się boi Virginii Woolf?", ale z czystym sumieniem przyznaję, że zostaje ta opowieść w głowie. Zostają te ostatnie sceny, świetnie zrealizowane i rozpisane, kiedy oglądałam obnażonego alkoholika, który wreszcie przestał się oszukiwać.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (111 głosów).
Madame_Rose
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)