Recenzja filmu Piekło (2005)
Danis Tanović

Po śladach do piekła

Nie wiemy tak naprawdę, ile w tym filmie jest Krzysztofa Kieślowskiego. Na pewno jest wiele Piesiewicza. Jest też spora doza wysiłku, podjęta przez Danisa Tanovicia, aby film zachował jak ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Piekło (2005)
Nie wiemy tak naprawdę, ile w tym filmie jest Krzysztofa Kieślowskiego. Na pewno jest wiele Piesiewicza. Jest też spora doza wysiłku, podjęta przez Danisa Tanovicia, aby film zachował jak najwięcej z klimatu dokonań nieżyjącego mistrza. Świadczy o tym nie tylko końcowa dedykacja, ale także przemyślane, symboliczne użycie koloru czy charakter ilustracji muzycznej. W sumie jednak – nic oryginalnego, wszystko już było, a czy naśladownictwo może stanowić powód do dumy? I tu jest moja wątpliwość pierwotna, choć bardziej natury systemowej: kto wie, czy od początku nie należało pójść inną ścieżką, jeśli chodzi o dobór reżyserów...

Gdyby np. każdy fragment tryptyku wyreżyserował twórca z innego obszaru kulturowego? Niech będzie – "Piekło" realizuje Europejczyk, ale dlaczego nie powierzono pozostałych części artystom np. z Ameryki Płd. i Azji? Czy to nie byłoby ciekawe, warte uwagi, odświeżające? "Niebo" widziane oczami Kim Ki-duka lub Wong Kar Waia, spacer przez "Czyściec" w towarzystwie Waltera Sallesa, Alejandro Iñárritu czy Alfonso Cuaróna? Było-minęło, czas wrócić do filmowej nierzeczywistości.

Otóż, niespodziewanie – przyznaję, "Piekło" to dla mnie jednak film udany, chyba lepszy od "Nieba". I to właśnie dzięki swemu obrazonaśladowczemu formalizmowi. Dzieło Tykwera było dziwnie rozdarte między potrzebą wierności stylistyce Kieślowskiego a odmiennym stylem prowadzenia filmowej narracji. Tu jest inaczej, widać, że Bośniak stara się niemal kopiować charakter obrazów polskiego reżysera, ale filmowi wychodzi to na dobre. Bez wątpienia jest to kino do szpiku europejskie, chciałoby się nawet dodać, że typowo po francusku zagmatwane i pretensjonalne. Cóż z tego jednak, skoro wciąga sieć psychologicznych powiązań między bohaterami, a aktorzy spisują się wyśmienicie. Bardzo dobry okazał się choćby przewrotny pomysł obsadzenia zmysłowej Emmanuelle Béart w roli zdradzanej i oszukiwanej Sophie, choć i jej partnerki, Karin Viard (Céline) i Marie Gillain (Anne), pamiętna z filmu "Przynęta", spisują się znakomicie.

Mamy tu zresztą, tak charakterystyczny dla kina Kieślowskiego, niezwykle uważny, a zarazem życzliwy sposób przypatrywania się postaciom kobiet. Pozornie zwyczajnym, uwikłanym w normalne ludzkie dylematy braku uczuć i samotności – przez co łatwo nam się z nimi utożsamić, które zazwyczaj okazują się ciekawsze, głębsze, a wreszcie silniejsze od otaczających je mężczyzn.

Problemem "Piekła" może być nieco nachalna i banalna przy tym symbolika (ach, te kręgi piekielne utkane ze spirali schodów...). To może być argument przeciw temu filmowi. Gdzieś po drodze wyparowała też liryczna metafizyka Kieślowskiego, czemu jednak nie sposób się dziwić. Wszak to już dzieło Tanovicia, może jeszcze Piesiewicza, zatem i charakter filmowego pisma już odmienny.

Wolałbym, żeby to był film wybitny, ale tak nie jest. Niestety, znajduję w nim jakiś niedosyt, mam wrażenie, że coś istotnego zostało zagubione. Jednak dla fanów Kieślowskiego i kina europejskiego, a jeszcze bardziej dla zwolenników gadanego kina francuskiego – to pozycja obowiązkowa. Czekam spokojnie na "Czyściec" – oby był ukoronowaniem obecnej trylogii na poziomie "Czerwonego".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
J__van_den_V_
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)