Recenzja filmu Jurassic World: Upadłe królestwo (2018)
J.A. Bayona

Po jednej nutce

Klimat Kina Nowej Przygody jest momentami wyczuwalny, lecz jak go podtrzymać, skoro już w prologu po ekranie szaleją największe gwiazdy paleolitu i kredy. Widać, że Bayonę ciągnie w stronę nieco ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie mogło być inaczej. Hiszpan Juan Antonio Bayona, człowiek, którego wielokrotnie podejrzewaliśmy o artystyczne pokrewieństwo ze Stevenem Spielbergiem, otwiera własny Park Jurajski. Niestety, "Upadłe Królestwo" – choć pełne szalonej akcji oraz ukłonów w stronę kina grozy – jest raczej pokazem czołobitnej wierności założeniom planu marketingowego niż manifestacją autorskiej wrażliwości.   

photo.title   photo.title

Pretekstem do spotkania z T-Rexem i spółką jest tym razem erupcja wulkanu, który zagraża pozostałym przy życiu dinozaurom z wyspy Nublar. Rząd, po płomiennej mowie doktora Malcolma (Jeff Goldblum, popkulturowe sumienie Ameryki, nie przestaje ostrzegać nas przed niebezpieczeństwami), umywa wprawdzie ręce, lecz od czego jest Claire (Bryce Dallas Howard) – dziewczyna, która zamieniła zgrzebne garsonki i szpilki na t-shirty i trapery, a z korporacyjnej harpii ewoluowała w twardą aktywistkę. Z głową pełną ideałów, kontem zasilonym przez zatroskanego bogacza oraz zaklinaczem rapto… sorry, "zwierzęcym behawiorystą", Owenem (Chris Pratt) u boku wyrusza na życiową misję. Jednak kiedy na scenę wkracza wojskowy z twarzą jak zaciśnięta pięść i barytonem kruszącym mury (Ted Levine), domyślamy się, że nikt tu nie przyjechał bawić się w Doktora Dolittle'a.

Jeśli schemat fabularny, w którym misja ratunkowa okazuje się tak naprawdę wielkim safari, kojarzy Wam się z "Zaginionym światem", wiedzcie, że to dopiero początek zabawy w "Jaka to melodia". Bayona korzysta z dorobku poprzednich scenarzystów i reżyserów tak, jakby ktoś przystawił mu pistolet do skroni: są tu spielbergowskie z ducha sceny niemego zachwytu nad majestatem dinozaurów oraz komediowe nuty, które doskonale wygrał Colin Trevorrow. Jest scena pościgu będąca kalką z pierwszego filmu oraz rozbudowana sekwencja na statku kojarząca się z drugą częścią. Superdinozaura zastępuje ultradinozaur, nieodżałowanego Johna Hammonda  – jego partner biznesowy, zaś parę wścibskich dzieciaków – rezolutna dziewczynka. Pozszywany ze zbyt wielu znajomych elementów film rusza się jak triceratops – reżyser ma problemy z tempem, z kolei scenarzysta – z konstrukcją tekstu. Ekspozycja jest szkicowa, finał wypełnia prawie jedną trzecią filmu, trudno też o większy narracyjny anachronizm niż podsumowanie przeszłych wydarzeń w formie serwisu informacyjnego. 


Wydaje się, że w montażowni nie było również zgody co do tonu produkcji: horrorowe interludia wypadają świetnie od strony reżyserskiej, tyle że zupełnie nie kleją się z pobrzmiewającym w tle traktatem ekologicznym. Klimat Kina Nowej Przygody jest momentami wyczuwalny, lecz jak go podtrzymać, skoro już w prologu po ekranie szaleją największe gwiazdy paleolitu i kredy. Widać, że Bayonę ciągnie w stronę nieco subtelniejszych form niż przeładowane wybuchami kino akcji, lecz ostatecznie kończy na blockbusterowych mieliznach. Gubią się w tym wszystkim bohaterowie – jednowymiarowi, bezbarwni, kiepsko umocowani w scenariuszu. Najbardziej zaś szkoda niewygranej relacji Owena i Blue – empatycznego welociraptora, który ponownie zagarnia ekran dla siebie. 

To, że oglądamy kilka filmów sklejonych na dobre słowo w całość, nie zmienia oczywiście faktu, iż wiele scen wybija się ponad średnią krajową. Bayona konsekwentnie trzyma się mrocznej tonacji kolorystycznej, swoich bohaterów pakuje w świetnie zainscenizowane sytuacje z pogranicza życia i śmierci, z kolei fachowcy od efektów specjalnych zacierają granice pomiędzy cudami z komputera a animatroniką. Kiedy odwieczny spór o miejsce w łańcuchu pokarmowym przenosi się do gotyckiej posiadłości, a reżyserskim priorytetem staje się zabawa światłem i przestrzenią, "Upadłe Królestwo" wreszcie łapie oddech. Pytanie, czy będzie on na tyle głęboki, by producenci nie skazali filmowych dinozaurów na wyginięcie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 49% uznało tę recenzję za pomocną (92 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni