Recenzja filmu Pitbull. Niebezpieczne kobiety (2016)
Patryk Vega

Policyjna opowieść

Andrzej Wajda powiedział kiedyś o Władysławie Pasikowskim, że ten wie o polskim widzu coś, o czym on nie ma pojęcia. Sądząc po monstrualnym wyniku otwarcia "Niebezpiecznych kobiet", Patryk ...
Filmweb sp. z o.o.
Po tym, jak ostatni "Pitbull" rozszarpał box office w Polsce i Wielkiej Brytanii, Patryk Vega zakasał rękawy i w ciągu niecałych dziesięciu miesięcy dostarczył kontynuację. Ekspresowe tempo realizacji filmu budzi szacunek, zwłaszcza w polskich warunkach, gdzie reżyserzy latami czekają na możliwość nakręcenia wymarzonego dzieła. Z drugiej strony trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby Vega z pomocą doświadczonego spin doctora popracował dłużej nad fabułą, nowy film byłby po prostu znacznie lepszy. Scenariusz przypomina tymczasem barmański shaker, do którego reżyser na chybił trafił powrzucał wszystkie mięsiste anegdoty zasłyszane od znajomych policjantów. Podlał to szokującą brutalnością, rubasznym humorem i… Voilà! "Niebezpieczne kobiety" ruszają na podbój ekranów.

photo.title   photo.title   photo.title

Zgoda, poprzednie części "Pitbulla" również nie mogły się pochwalić spójną fabułą oraz wzorcową dramaturgią. W przypadku "Niebezpiecznych kobiet" scenariuszowe mankamenty dają się jednak we znaki szczególnie mocno. Zgodnie ze złotą zasadą kręcenia sequeli wszystkiego jest tu więcej: postaci, wątków, zdarzeń. Konia z rzędem temu, kto zdoła się połapać w niejasnych motywacjach bohaterów, przedziwnych zwrotach akcji i kulisach wielkiego przekrętu paliwowego. Znani z poprzednich odsłon cyklu Majami, Gebels, Olka i Strachu nie mają tu za wiele do roboty – nie odgrywają istotnej roli w kryminalnej intrydze, a ich obecność na ekranie wydaje się podyktowana wyłącznie względami marketingowymi. W efekcie na głównego bohatera - wbrew "kobiecemu" podtytułowi - wyrasta niespodziewanie Cukier (Sebastian Fabijański) – chorujący na cukrzycę strażak-socjopata z Żyrardowa, który po godzinach pracuje dla niemieckiego gangu motocyklowego. Facet hoduje pytona, sypie aforyzmami z Schopenhauera, a osiedlowych "karków" uczy moresu przy pomocy piły mechanicznej. I choć w rozmowach z zakochanymi w nim dziewczynami posługuje się chłoszczącą uszy frazą rodem z powieści Paulo Coelho, Cukier wydaje się jednym z bardziej wyrazistych czarnych charakterów w polskim kinie.

Mógłbym tu w zasadzie powtórzyć to, co napisałem w recenzji "Nowych porządków". Vedze nie chodzi o nic więcej niż efektowne odmalowanie realiów świata policjantów i gangsterów. Jak ma być przemoc, to po całości: podrzynane gardła, wylewające się wnętrzności i trup noworodka. Jak pojawiają się wielkie pieniądze, to ma być ich tyle, że łatwiej będzie je zważyć, niż policzyć. Jak kręcimy kino akcji, to inspirujemy się najlepszymi – nakręcona w jednym ujęciu scena policyjnego nalotu na melinę ewidentnie została zainspirowana pamiętnym mastershotem z pierwszego sezonu "Detektywa". Granica między dobrą zabawą i żenadą bywa jednak cienka – scena, w której Strachu piskliwym głosikiem przemawia do  niedowidzącej babci swojej dziewczyny, więcej ma wspólnego z "Ciachem" niż "Pitbullem".

photo.title   photo.title   photo.title

Andrzej Wajda powiedział kiedyś o Władysławie Pasikowskim, że ten wie o polskim widzu coś, o czym on nie ma pojęcia. Sądząc po monstrualnym wyniku otwarcia "Niebezpiecznych kobiet", Patryk Vega został duchowym następcą twórcy "Psów". Nie tylko zatrudnia przed kamerą gwiazdy Pasikowskiego ("Nowe porządki" urządzał Bogusław Linda, tutaj mamy Artura Żmijewskiego wracającego po latach do roli złoczyńcy). Jego kino emanuje również podobnym dresiarskim wdziękiem, który w równym stopniu działa na miłośników siłki, jak i ułożonych studentów kulturoznawstwa. O takich filmach jak "Pitbull" Amerykanie mówią  "guilty pleasure". Niby obciach, a jednak trudno oderwać wzrok od ekranu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (260 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)