Recenzja filmu Krzyk (1996)
Wes Craven

Porządny pastisz horroru

Wes Craven cieszy się wielkim szacunkiem w świecie filmowców, których specjalizacją są horrory. To on przecież wykreował sztandarową postać tego typu kina w latach 80., śniącego się widzom po ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Krzyk (1996)
Wes Craven cieszy się wielkim szacunkiem w świecie filmowców, których specjalizacją są horrory. To on przecież wykreował sztandarową postać tego typu kina w latach 80., śniącego się widzom po nocach, demonicznego Freddy'ego Kruegera. Ta postać wyraźnie świadczy, z jakim twórcą mamy do czynienia. Lubi, kiedy krew litrami wylewa się z ekranu, kiedy postacie giną po kolei w dość niekonwencjonalny sposób, a zabójcą okazuje się psychopata, mający w dzieciństwie problemy, które wywarły na jego psychice trwały ślad. Tacy byli Jason Voorhees, taki był Michael Myers. Takie z pewnością będą przyszłe postacie seryjnych zabójców, które wkrótce będą pewnie wykreowane. Zabójca z "Krzyku" trochę się różni od tych wzorców.


Po pierwsze, zabójców jest dwóch, mordują na zmianę. Po drugie, mordercy nie mieli żadnych traumatycznych zdarzeń w dzieciństwie, przynajmniej nikt o tym nie wspomina. Po trzecie, zabójcy żyją jak zwykli ludzie, bawią się na dyskotekach, uczęszczają do szkoły, mają dziewczyny i tym podobne. Trudno chyba sobie wyobrazić Freddy'ego, który bawi się na prywatkach i opowiada świńskie dowcipy. Z takim wizerunkiem byłby chyba postacią nieco komiczną. Wes Craven łamie więc schematy i dlatego "Krzyk" wywołał burzę i podzielił na dwa obozy miłośników horrorów. Jedni wychwalali napięcie i niekonwencjonalność, drudzy naśmiewali się z naiwności scenariusza i ze słabych rozwiązań technicznych.


Sidney Prescott (rozpoczynająca karierę, niezła w tej roli Neve Campbell), rok wcześniej zgwałcono i zabito jej matkę. Sidney nadal nie może się pozbierać po tym wydarzeniu i jest bardzo oziębła w stosunku do swojego chłopaka, Billy'ego (Skeet "Johnny" Ulrich). Tymczasem zbliża się rocznica śmierci matki Sidney. Dochodzi do morderstw, których ofiarami są przyjaciele Sidney ze szkoły. Policja podejrzewa ojca dziewczyny. Tymczasem do Woodsboro przybywa żądna sensacji dziennikarka, Gail Weathers. Chce nakręcić reportaż o mordercy. By wyłudzić informacje, rozkochuje w sobie policjanta Deweya, który jest blisko Sidney...


"Krzyk", a raczej jego fabuła, są niezłe, zwroty akcji niespodziewane, a mordercami okazują się zupełnie niespodziewane osoby, co tym bardziej zaskakuje widza. W świecie młodzieży, która występuje w tym filmie, nie ma miejsca na mordercę, więc bohaterowie są coraz bardziej wystraszeni. A sam scenariusz sugeruje, że jeśli chce się przeżyć, należy znać horrory i ich schematy. A sami mordercy nie mają żadnego motywu. Po prostu wzorują się na seryjnych zabójcach z obejrzanych kiedyś filmów. Taką sobie właśnie wymyślają zabawę w zabijanie...


Ten film raczej nie jest horrorem, chociaż krew też leje się pokaźnie. Bliżej mu raczej do bardzo dobrego pastiszu. Albo do thrillera. Mimo to warto go obejrzeć, bo Wes Craven twórcą horrorów jest naprawdę dobrym. A to jeden z jego lepszych obrazów. Mi się podobał.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 14% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)