Recenzja filmu Kingsman: Złoty krąg (2017)
Matthew Vaughn

Powrót taty

"Kingsman 2" to wciąż orzeźwiający koktajl przerysowanej, komiksowej akcji oraz absurdalnego, podszytego makabrą humoru. Inscenizacyjna brawura Vaughna daje o sobie znać już w otwierającej film ...
Filmweb sp. z o.o.
W jednej ze scen "Złotego kręgu" pada zdanie, że amerykańska whiskey nieźle daje w czapkę. Słysząc je, pomyślałem o pierwszym "Kingsmanie". Film Matthew Vaughna, choć momentami drażnił mnie szczeniacką celebracją przemocy, uderzał do głowy niczym dobry alkohol. Był zabawny, energetyczny i z polotem odświeżał przykurzone klisze kina szpiegowskiego. Zrealizowana blisko trzy lata później kontynuacja nadal dostarcza sporo frajdy, ale nie ma już takiego "woltażu". Jej scenariusz bazuje bowiem w dużej mierze na recyklingu pomysłów zaczerpniętych z oryginału.

photo.title

Główny bohater "Eggsy" (Taron Egerton) raz jeszcze będzie musiał pomieszać szyki szalonemu kapitaliście (świetna Julianne Moore) planującemu podbój świata za cenę milionów ludzkich żyć. Młodemu asowi wywiadu na drodze stanie kolejny pomagier złoczyńcy uzbrojony w zabójczą sztuczną kończynę. W trakcie misji chłopak ponownie zamieni smoking na dres, a oksfordzką angielszczyznę na plebejski cockney, aby zawrócić w głowie blond piękności. Będzie też świadkiem efektownej barowej bójki, a także odbierze parę życiowych lekcji od swojego mentora Harry'ego Harta. Nic to, że w poprzednim filmie Harry z kulą w głowie powędrował do krainy wiecznych łowów.

Zmartwychwstanie postaci granej przez Colina Firtha paradoksalnie wydaje się zarazem najlepszym i najgorszym pomysłem scenarzystów. Flegmatyczny, dystyngowany szpieg fantastycznie sprawdza się jako nieszablonowy heros kina akcji oraz przybrany ojciec Eggsy'ego. W scenach, w których przyjaciele  ucinają sobie pogawędkę nad kieliszkiem martini albo ramię w ramię łoją skórę zbirom, bije serce filmu. Nie sposób jednak pozbyć się wrażenia, że ponowne pojawienie się Harta nie tylko obniża  emocjonalną stawkę opowieści, ale też wydaje się odrobinę nie fair w stosunku do widza. Skoro twórcy mogą bez konsekwencji uśmiercać i ożywiać bohaterów, nie opłaca się ronić łez nad zwłokami poległych. Możliwe, że w cudowny sposób powrócą oni w części trzeciej.


photo.title

Mimo wszystkich tych uchybień "Kingsman 2" to wciąż orzeźwiający koktajl przerysowanej, komiksowej akcji oraz absurdalnego, podszytego makabrą humoru. Inscenizacyjna brawura Vaughna daje o sobie znać już w otwierającej film scenie pościgu samochodowego, w trakcie której kamera wykonuje dziki taniec we wnętrzu taksówki. Przez następne dwie godziny nie odczujecie raczej palącej potrzeby zerknięcia na zegarek. Intryga skacze bowiem między Londynem, Kentucky, Alpami a Kambodżą, w ruch idą kuloodporne parasolki i elektryczne lasso, a czarny charakter będący skrzyżowaniem Marty Stewart z Pablem Escobarem spuszcza ze smyczy krwiożercze psy-roboty. Całkiem nieźle wypada również wątek spotkania Kingsmanów z ich amerykańskimi kuzynami z organizacji Statesman. Dostarcza on Vaughnowi paliwa do żartów na temat ekonomicznych i kulturowych różnic między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi.

Feminizujący widzowie będą pewnie drzeć szaty nad uwłaczającym wizerunkiem kobiet w filmie, zaś fani Channinga Tatuma i Jeffa Bridgesa słusznie oburzą się, że reżyser nie wykorzystuje potencjału obu aktorów. Dzieło Vaughna ma w sobie jednak tyle bezpretensjonalności i dystansu, że trudno się na nie boczyć. "Złoty krąg" to solidna angielska robota.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (99 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry