Recenzja filmu Zjawa (2015)
Alejandro González Iñárritu

Oryginalny tytuł najnowszego filmu twórcy m.in. "Birdmana", "Babel" czy "Amores Perros" "The Revenant" poprawnie został na polski rynek przetłumaczony jako "zjawa". Jednakże znaczenie tego ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zjawa (2015)
Oryginalny tytuł najnowszego filmu twórcy m.in. "Birdmana", "Babel" czy "Amores Perros" "The Revenant" poprawnie został na polski rynek przetłumaczony jako "zjawa". Jednakże znaczenie tego terminu odnosi się nie tyle do rzeczownika, którym w anglojęzycznych utworach poetyckich zwykło się określać ducha, upiora, co czasownika "powracać", tudzież przymiotnika "powracający", zapożyczonego w XIX wieku z języka francuskiego.

Wyrażenie revenant określa kogoś, kto wraca po długiej nieobecności, albo też kogoś lub coś, co odradza się, wychodząc z zapomnienia. W filmie Iñárritu, opisującym losy trapera, przewodnika i odkrywcy, Hugh Glassa, ten tytułowy powrót wiąże się z chęcią zemsty. Glass raniony w głuszy przez niedźwiedzia grizzly, został porzucony przez towarzyszy. Ci zostawili go na pewną śmierć, uznając, że zadane przez zwierzę rany okażą się śmiertelne. Tak jednak się nie stało. Przez ponad trzy miesiące, przebył ponad 300 kilometrów i dotarł do fortu Kiowa, najbliższej osady, w której wrócił do zdrowia.

Na kanwie tej niesamowitej historii, będącej hołdem dla odkrywców i pionierów Ameryki Północnej, powstało wiele legend i opowieści. Iñárritu, korzystający z powieści Michaela Punkego "Revenant: A Novel Of Revenge" raczej wiernie trzymał się wersji, która ma się najbliżej historycznej prawdy. Reżyser jednak nie popada w szczegółowy opis historycznych uwarunkowań wyprawy Glassa. Skupia się na uniwersalnej opowieści o sile przetrwania i o niezłomności ludzkiej natury zestawionej z majestatem i potęgą przyrody.

Zdobywca Oscara 2015 za najlepszy film tworzy monumentalny i brawurowy obraz, wydawałoby się, niemożliwej walki o życie, o powrót do cywilizacji. W tytułowej roli obsadza Leonarda DiCapria, którego obserwujemy kolejno rozrywanego na strzępy, umierającego, targanego mrozem, nurzającego się w końskich wnętrznościach i spływającego lodowatą rzeką. Z pewnością, jest to rola godna nagrody Akademii. Właściwie Oscar w kategorii aktora drugoplanowego należy się… przyrodzie – z pewnością jednak mocnym kandydatem do kolejnej nagrody będzie operator – nie kto inny jak Emmanuel Lubezki.

Kamera Meksykanina nieustannie wije się i oplata bohaterów, stawiając widza w samym centrum wydarzeń. Niesamowite panoramy raz po raz ustępują miejsca perspektywie znanej z gier typu fps, tps, potęgując wrażenie współuczestnictwa w spektaklu. Zdjęcia i praca kamery to zdecydowanie, obok gry aktorskiej DiCapria, najmocniejszy z argumentów na to, że ten film zasługuje na uwagę i nagrody. Warto zauważyć, że współpraca Lubezkiego z Iñárritu, formalnie zbliża nieco to dzieło do stylistyki i wymowy filmów Terrence’a Malicka, z którym operator pracował między innymi przy: "Podróży do Nowej Ziemi", "Drzewie życia" czy "Wątpliwościach" (tytuł oryginalny "To The Wonder"). W każdym z tych tytułów kamera pełni rolę wnikliwego, ale stojącego z boku "refleksyjnego obserwatora", a długie statyczne ujęcia, liczne plany totalne korespondują z wizją marności człowieka wobec przyrody i tego, kto ją stworzył.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (32 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie