Recenzja filmu Miasto 44 (2014)
Jan Komasa

Powstanie w rytmie dubstepu

Brak interesujących postaci to niewybaczalny błąd twórcy, gdyż prowadzi on do tego, że los powstańców jest nam całkowicie obojętny, a śledzenie ich zmagań - jałowe.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Miasto 44 (2014)
Ostatnimi czasy Polacy mają problem z nakręceniem dobrego filmu wojennego. „Miasto 44” to kolejna próba opowiedzenia o powstaniu warszawskim, znacznie bardziej ambitna niż zeszłoroczne  „Sierpniowe Niebo. 63 dni chwały”, posiadająca sensowny (jak na polskie warunki) budżet i reżysera z wizją. Film zrealizowany przez Jana Komasę (twórcę głośnej „Sali samobójców”), stawia na nowoczesność i atrakcyjność wizualną, jednakże posiada też poważne, wręcz niedopuszczalne wady. 
   
Historia rozpoczyna się dość obiecująco - poznajemy Stefana (Józef Pawłowski) i jego relacje z rodziną (sceny Stefana z matką i bratem to chyba jedne z najlepszych momentów filmu); spotykamy także jego dziewczynę Kamę (Anna Próchniak) i znajomych (spotykamy to dobre określenie, gdyż nigdy tak naprawdę nie możemy ich lepiej poznać). Wszystko zaczyna się jednak sypać, gdy wybucha powstanie- w tym momencie wprowadzony zostaje niezwykle płytki trójkąt miłosny i kolejne, nijakie postacie, a choć bohaterowie wrzucani są w dobrze zrealizowane sceny akcji, widz nie może się w nie emocjonalnie zaangażować. 
   
Jest to niemożliwe, gdyż po dwudziestu minutach trwania filmu Komasa zapomniał o rozwoju bohaterów (czy jakimkolwiek ich nakreśleniu). Brak interesujących postaci to niewybaczalny błąd twórcy, gdyż prowadzi on do tego, że los powstańców jest nam całkowicie obojętny, a śledzenie ich zmagań - jałowe. Wspomniany wcześniej, fatalnie napisany wątek trójkąta miłosnego to kolejny efekt ubogiego scenariusza. Relacje Stefana z "Biedronką" (Zofia Wichłacz) i Kamą są tak kiepsko nakreślone, że można się zastanawiać, po co ten motyw pojawił się w filmie. Mimo niedostatków scenariuszowych nie można jednak zbyt wiele zarzucić grze aktorskiej młodej obsady. 
  
W "Mieście 44"  trudno w ogóle mówić o fabule, gdyż cały film składa się ze scen walk i przerw między nimi, więc ostatecznie najlepszym elementem tworu Komasy pozostaje strona wizualna.  Wiele scen wygląda fantastycznie; efekty jak na polskie warunki wypadają bardzo dobrze i w wielu przypadkach nowoczesne podejście do tematu zdaje egzamin (warto wspomnieć dość interesujący motyw przejścia przez kanały). W niektórych momentach reżyser zabrnął jednak za daleko w kierunku uatrakcyjnienia dzieła - nawtykał zbyt wiele efektów slow motion, które często sprawiają, że poważne sceny popadają w śmieszność i burzą nastrój filmu. Szczególnie pamiętny jest kiczowaty pocałunek wśród świstu kul, lecz nagrodę dla najgłupszej sekwencji zgarnęłaby zapewne scena erotyczna przy "dźwiękach" dubstepu, w której aktorzy w zwolnionym tempie wiją się w dziwacznych, nienaturalnych wręcz pozach. 
   
Jan Komasa ma dość ciekawe podejście do tematu i w filmie znajdzie się sporo dobrze zrealizowanych sekwencji, lecz trudno się w nie zaangażować emocjonalnie z powodu słabo nakreślonych bohaterów i scen, które zostawiają po sobie jedynie niesmak i zażenowanie. Na pochwałę na pewno zasługuje niejednoznaczne ukazanie powstania, ale ostatecznie nie mam pojęcia, co twórca chciał przekazać poprzez losy głównych bohaterów- możliwe, że chodzi o dekonstrukcję powstańczego mitu, ale niełatwo wywnioskować coś z tak chaotycznego scenariusza. Pod względem technicznym jest naprawdę dobrze, ale to jedyna prawdziwa zaleta "Miasta 44". Naprawdę szkoda, bo film Komasy dawał nadzieję na przełamanie złej passy tego gatunku w polskim kinie.    
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (268 głosów).
KrissC
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)