Recenzja filmu Rocky 2 (1979)
Sylvester Stallone

Powtórka z rozrywki

Kiedy podczas 49. gali wręczenia Oscarów "Rocky" znokautował takie dzieła kinematografii jak "Taksówkarz" i "Wszyscy ludzie prezydenta", Sylvester Stallone postanowił pociągnąć tę historię dalej. ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Rocky 2 (1979)
Kiedy podczas 49. gali wręczenia Oscarów "Rocky" znokautował takie dzieła kinematografii jak "Taksówkarz" i "Wszyscy ludzie prezydenta", Sylvester Stallone postanowił pociągnąć tę historię dalej. "Rocky 2" bardzo przypomina pierwszą część. Wspaniały scenariusz, doskonale dopasowana obsada i niezrównany klimat sprawiają, że "dwójka" utrzymuje wysoki poziom oscarowego hitu.

Po rewelacyjnej ringowej wojnie Apollo Creed (Carl Weathers) i Rocky Balboa (Sylvester Stallone) trafiają do szpitala. Lekarze ostrzegają Balboę, że w kolejnej walce może stracić wzrok. Ten postanawia zakończyć karierę i poświęcić się swojej ukochanej Adrian (Talia Shire). Tymczasem Apollo toczy walkę z mediami, które twierdzą, że pojedynek był ukartowany. Ambitny mistrz nie daje za wygraną i daje Rocky'emu szansę rewanżu. Do powrotu na ring przekonuje pięściarza jego trener Mickey (Burgess Meredith).


Stylistycznie i formalnie ta część jest najbardziej zbliżona do wersji Avildsena z 1976 roku, stanowiąc jej przedłużenie. Poznajemy tutaj Rocky'ego w innej roli, w której musi poradzić sobie ze swoją popularnością i zainteresowaniem ze strony mediów, ale również pogodzenia tego wszystkiego z rolą głowy rodziny. Stallone oprócz napisania scenariusza i zagrania tytułowego bohatera, zabrał się jeszcze za reżyserię, w niczym nie ustępując Avildsenowi.

"Rocky 2" zachwyca nas świetnie zrealizowanymi scenami. Twórcy doskonale potrafią zbilansować historię, świetnie wypadają skromne sceny rozmów na szarych ulicach Filadelfii, ale również emocjonujący finałowy pojedynek, a kultowa sekwencja treningowa zmotywuje nawet największego lenia, żeby podniósł się z kanapy i popracował nad mięśniami.


Kolejną osobą odpowiedzialną za kult serii jest kompozytor Bill Conti. Po raz kolejny dał popis swoim umiejętnościom, tworząc mistrzowski soundtrack, który tak wspaniale ilustruje wydarzenia na ekranie. Gdyby nie jego muzyka to z pewnością seria o Rockym nie byłaby tak dobra. Skandalem jest jednak to, że muzyk za żadną część cyklu nie dostał nawet nominacji do Oscara!

"Rocky 2" choć nie zdobył tylu prestiżowych nagród co film Avildsena, to równie mocno odcisnął swoje piętno na historii amerykańskiego kina. Ta część umocniła też pozycja Sylvestra Stallone'a w branży i otworzyła mu drzwi do wielu równie pamiętnych ról. Największą zaletą filmu pozostaje jednak jego motywujące przesłanie pokazujące widzom, że swoim uporem, zaangażowaniem i walecznym sercem jesteśmy w stanie przenosić szczyty i osiągnąć swoje cele. Nawet te najbardziej spektakularne.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)