Recenzja filmu Podarować życie (2016)
Katell Quillévéré

Prezent z odzysku

W "Podarować życie" dochodzi do wypadku łączącego losy obcych sobie ludzi. Rozwój ukazanych na ekranie perypetii ani przez chwilę nie może zresztą wydać się zaskakujący. Gdy w pierwszej scenie ...
Filmweb sp. z o.o.
Istnieją reżyserzy, którzy nawet w temacie rodem z telenoweli potrafią dostrzec materiał na wielopoziomowe arcydzieło. Ostatnimi czasy sztuka ta regularnie udaje się Hirokazu Koreedzie. W swoich najnowszych filmach Japończyk zamienił opowieści o podmienionych w szpitalu dzieciach i odnalezionej po latach siostrze w traktaty na temat kondycji współczesnej rodziny. Niestety, reżyserka Katell Quillévéré nie wykorzystuje szansy, by dorównać osiągnięciom bardziej utytułowanego kolegi. "Podarować życie" bardziej niż choćby "Naszą młodszą siostrą" przypomina przepełnione łże-metafizyką wczesne dokonania Alejandro Gonzaleza Inarritu.


Do "21 gramów" i "Babel" zbliża dzieło Quillévéré przede wszystkim konstrukcja fabuły. Zupełnie jak w tamtych filmach, w "Podarować życie" dochodzi do wypadku łączącego losy obcych sobie ludzi. Rozwój ukazanych na ekranie perypetii ani przez chwilę nie może zresztą wydać się zaskakujący. Gdy w pierwszej scenie obserwujemy, filmowane w estetyce reklamy napoju chłodzącego, ujęcia surfujących beztrosko młodzieńców, wiemy, że to wszystko ułuda, a w pobliżu czai się emocjonalne tsunami. Dalsze wydarzenia dają Quillévéré pretekst, by przemycić do fabuły wątek przeszczepu organów i związanych z tym procesem wątpliwości natury etycznej. Zapewne wbrew intencjom reżyserki, "Podarować życie" nie okazuje się jednak niczym więcej niż zrealizowaną w dobrej wierze agitką. Choć poproszeni o zgodę na wykonanie przeszczepu bohaterowie teoretycznie biją się z myślami, rezultat tej konfrontacji sprawia wrażenie dawno przesądzonego.


Przewidywalnej fabule nie pomagają nawet próby jej zdynamizowania. Quillévéré chętnie podkreśla, że akcja filmu obejmuje zaledwie kilkanaście godzin, a wszystkie istotne decyzje muszą zostać podjęte w atmosferze rosnącego pośpiechu i nerwowości. Na ekranie nie znajdziemy jednak ani śladu napięcia rodem z thrillera, co można by pewnie zrzucić na karb braku doświadczenia reżyserki na polu kina gatunkowego. Znacznie trudniej pogodzić się z faktem, że Quillévéré każe nam przejmować się losem bohaterów, których wizerunki wydają się płaskie i naszkicowane w pośpiechu. Szczególnie duży potencjał krył się w postaci Marianne – matki zmuszonej do konfrontacji z nagłą śmiercią syna. Francuska twórczyni – dotychczas znana jako autorka obsesyjnie zainteresowana ludźmi naznaczonymi piętnem straty – tym razem nie ma pomysłu na to, jak zwizualizować na ekranie proces żałoby. Zamiast tego, Quillévéré realizuje dzieło, dosłownie i w przenośni, ku pokrzepieniu serc. Niestety pomysł przedstawienia przeszczepu jako próby metaforycznego ocalenia cząstki drugiego człowieka wielokrotnie przekracza dopuszczalne stężenie kiczu.

Łatwo o poczucie, że w niespełnionym "Podarować życie" jedyną wygraną okazała się Emmanuelle Seigner. Dzięki zagraniu roli Marianne aktorka udowadnia, że jej emploi nie ogranicza się wyłącznie do postaci seksownych kokietek z "Gorzkich godów" czy "Wenus w futrze". Nawet wcielając się w szablonową bohaterkę, francuska gwiazda robi wszystko, by uczynić ją jak najbardziej interesującą dla widza. Przy okazji Seigner potrafi jednocześnie uniknąć ostentacji i zagrać przeżywającą trudne chwile kobietę w sposób możliwie powściągliwy. Wypada mieć nadzieję, że wysiłek włożony w rolę Marianne nie pójdzie na marne, a występ w "Podarować życie" okaże się dla aktorki przepustką do kolejnych ról dramatycznych. Oby tylko zostały one napisane przez twórców dysponujących większym talentem niż Katell Quillévéré.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni