Recenzja filmu Do zakochania jeden krok (2017)
Richard Loncraine

Loncraine postarał się, by całość robiła, przynajmniej na pierwszy rzut oka, dobre wrażenie. W "Do zakochania jeden krok" mamy wyłącznie sympatycznych bohaterów. Dwie główne postacie – siostry, ...
Filmweb sp. z o.o.
Krok pierwszy: wyrób sobie opinię. Spraw, by odbiorca był pod wrażeniem twoich działań. Czyń to tak często, aż w końcu uzna za oczywiste, że wszystko, co robisz, jest co najmniej bardzo dobre. Krok drugi: osiądź na laurach. Wykonuj absolutne minimum, a ponieważ wszyscy i tak uważają, że robisz wspaniałe rzeczy, to cały czas będą oceniać twoje osiągnięcia pozytywnie. Tak w wielkim skrócie wygląda stary jak szkoła przepis na sukces wielu prymusów. Jak się okazuje, sprawdza się on równie dobrze w kinie.


Twórcy "Do zakochania jeden krok" wyraźnie wspierają się na opinii, jaką na świecie cieszą się brytyjskie komedie romantyczne i obyczajowe. Widzowie kochają je za humor i ciepło. Za to, że wzruszają, śmieszą, a jednocześnie w sposób inteligentny i taktowny poruszają ważne społecznie tematy. Reżyser Richard Loncraine oraz para scenarzystów Meg Leonard i Nick Moorcroft postarali się, by ich obraz od pierwszej minuty przypominał widzom, że mają do czynienia z brytyjską komedią, którą "domyślnie" kochają. Mamy więc znanych i cenionych aktorów w obsadzie, często kojarzonych właśnie z komediami: Imeldę Staunton ("Dumni i wściekli"), Celię Imrie ("Dziewczyny z kalendarza"), Joannę Lumley (serial "Absolutnie fantastyczne"). Fabuła związana jest zaś z modnym ostatnio w brytyjskim kinie tematem starości, która okazuje się czasem aktywności, radości, drugich szans na miłość. Skojarzenia z dwiema częściami popularnego cyklu "Hotel Marigold" są jak najbardziej na miejscu.

Oczywiście Loncraine postarał się, by całość robiła, przynajmniej na pierwszy rzut oka, dobre wrażenie. W "Do zakochania jeden krok" mamy wyłącznie sympatycznych bohaterów. Dwie główne postacie – siostry, które dawno nie miały ze sobą kontaktu – skonstruowane zostały na zasadzie przeciwieństw, co najpierw prowadzi do starć, a potem do wzruszającego pojednania. Grany przez Timothy'ego Spalla obiekt uczuć jednej z sióstr jest człowiekiem mocno dotkniętym przez los, co budzi w widzach troskę i naturalne pragnienie, by zaznał trochę szczęścia. Garść strategicznie ulokowanych żartów sprawia zaś, że film robi wrażenie lekkiej i przyjemnej komedii.


Dopiero po wyjściu z kina, kiedy można zastanowić się nad filmem na chłodno, pojawia się refleksja, że "Do zakochania jeden krok" wcale nie jest tak dobre, jak "Dumni i wściekli", "Dziewczyny z kalendarza" czy "Drugi Hotel Marigold". Okaże się, że większość pozytywnych reakcji to odruch bezwarunkowy na mechanicznie powtarzane przez twórców schematy. Bohaterowie pobawieni są wyrazistości, przez co łatwo będą mylić się z podobnymi postaciami z popularniejszych filmów. A niektóre sceny, które wydawały się urocze, po czasie okazują się moralnie wątpliwe (na przykład końcówka).

Owszem, "Do zakochania jeden krok" pozostaje filmem, na którym widzowie spędzą przyjemnie czas. Nie ma on w sobie jednak nic, co czyniłoby go godnym członkiem klubu mistrzowskich brytyjskich komedii. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 20% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni