Recenzja gry Metroid: Samus Returns (2017)

Przebudzenie mocy

 Po latach oczekiwań Nintendo wyciągnęło z kapelusza aż dwie produkcje spod znaku Metroida. O "Prime 4" na Switcha wciąż wiadomo niewiele, jednak 3DS-owa przystawka – "Samus Returns" – właśnie ...
Filmweb sp. z o.o.
"Samus, wróć!" – tak zatytułowałem recenzję wydanego przed rokiem "Metroid Prime: Federation Force". I chociaż wtedy trudno było spodziewać się faktycznej poprawy kondycji serii (tytuł zebrał przeciętne oceny i sprzedał się tragicznie), wszystko zmieniło się po tegorocznych targach E3. Po latach oczekiwań Nintendo wyciągnęło z kapelusza aż dwie produkcje spod znaku Metroida. O "Prime 4" na Switcha wciąż wiadomo niewiele, jednak 3DS-owa przystawka – "Samus Returns" – właśnie wylądowała na półkach sklepowych. Z jakim skutkiem? 

photo.title   photo.title   photo.title

Muszę przyznać, że pierwsze informacje o grze nie napełniały mnie optymizmem. Martwił przede wszystkim dobór dewelopera – MercurySteam – który kilka lat temu zarżnął handheldową odnogę Castlevanii fatalnym "Mirror of Fate". A trzeba wiedzieć, że obie serie mają ze sobą wiele wspólnego. Na domiar złego, nowy "Metroid" to platformówka 2,5D, a te nie mają na 3DS-ie wielu udanych przedstawicieli. Wreszcie – opisywany tytuł to remake "Metroid II: Return of Samus" z Gameboya – gry, która ma już na karku ponad ćwierć wieku. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że gra okaże się rozczarowaniem. Szczęśliwie, moje obawy okazały się chybione i praktycznie każdy z powyższych problemów znalazł w "Samus Returns" swoje rozwiązanie. Bliska współpraca z Nintendo zdecydowanie wyszła deweloperowi na zdrowie.

photo.title   photo.title   photo.title

Zaczynając od oldschoolowego rodowodu gry – twórcy nie zawahali się przy wprowadzaniu zmian, w związku z czym "Samus Returns" w mniejszym stopniu jest odświeżeniem, w większym zaś – zupełnie nową grą. Struktura poziomów zmieniła się znacząco, poszczególnym sektorom, które zwiedzamy, nadano więcej charakteru, a i wachlarz ruchów bohaterki jest oczywiście znacznie szerszy. Wprowadzono choćby tryb swobodnego celowania za pomocą circle-pada czy specjalny radar odkrywający część map i sekretne przejścia. Pojawiła się nawet efektowna opcja parowania wrogich ataków, która skutecznie podnosi dynamikę starć. Trzeba przy tym zaznaczyć, że główny trzon sterowania to w dalszym ciągu stary, dobry Metroid.

Schemat zabawy to chleb powszedni każdego fana serii. Otwarta struktura poziomów pozornie pozwala na dowolną eksplorację, jednak w niektóre rejony plansz dostajemy się dopiero po zdobyciu odpowiedniego power-upa. Nietypowość tej odsłony korytarzowego "Metroida" jest w dużej mierze powodowana przez "pajęcze" usprawnienie morph-ball-a. Możliwość toczenia się po ścianach znacznie zwiększa zakres eksploracji, czego efekty widać w projektach poziomów. "Metroid: Samus Returns" ma jedną z najrozleglejszych map w historii dwuwymiarowych odsłon, zaś niektóre lokacje kompletnie nie przypominają tradycyjnych, klaustrofobicznych mapek do których przyzwyczaiła nas seria. Klimat zagrożenia i wyobcowania towarzyszy nam jednak na każdym kroku.

photo.title   photo.title   photo.title

Oprawa graficzna nowego "Metroida" to kolejna miła niespodzianka. Twórcom udało się wykreować bogate, niezwykle szczegółowe otoczenie, nie tracąc jednocześnie na czytelności planszy. Dużo dzieje się tu i na pierwszym, i na drugim planie, jednak nigdy nie czułem się tym przytłoczony czy zdezorientowany. To ważne osiągnięcie, zważywszy na to, że przesyt to jeden z największych grzechów platformerów 2,5D. Słowo uznania należy się też twórcom za implementację trójwymiaru – "Samus Returns" ma jedno z najlepiej zaprojektowanych 3D na platformie Nintendo. Śmiało można postawić go za wzór, tuż obok "Super Mario 3D Land" czy "Kid Icarus: Uprising. Jedyną słabością grafiki w nowym Metroidzie, bywa płynność animacji. W trakcie gry zdarzały się widoczne odchyły od docelowych 30 klatek i chociaż nie są one gigantyczne, to ich obecność psuje nieco całokształt.

Jednym z najlepszych elementów gry okazała się niespodziewanie oprawa muzyczna. Pieczę nad jej powstawaniem sprawował ojciec dźwiękowego oblicza serii, Kenji Yamamoto, i jego styl słychać tu na każdym kroku. Utwory często skręcają w bardziej ambientowe rejony, perfekcyjnie oddając akustykę oryginału i wprowadzając nowe kompozycje. Muszę przy tym uczulić, że wbudowane głośniczki 3DS-a kompletnie nie oddają grze sprawiedliwości. By wydobyć bogactwo ścieżki dźwiękowej, trzeba uzbroić się w słuchawki. 

photo.title   photo.title   photo.title


"Metroid: Samus Returns" to pierwszy oddech serii po długiej hibernacji. Mimo że jest to remake klasycznego tytułu z Gameboya, gra wypełniona jest po brzegi nowymi rozwiązaniami i pomysłami, a jednocześnie zachowuje wszelkie prawidła serii. "Samus Returns" to także skuteczne odkupienie win studia MercurySteam – mimo mało imponującego handheldowego dorobku, studio zdołało stworzyć odsłonę, którą bez wstydu można stawić obok pierwowzoru. To wreszcie kolejna naprawdę dobra gra dla 3DS-a w tym roku. Okazuje się, że ta platforma mimo podeszłego wieku wciąż potrafi wyciągnąć asa z rękawa.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Jacek Borowski
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna