Recenzja filmu Pitbull. Nowe porządki (2016)
Patryk Vega

Przechowalnia złych psów

Czy patrząc na plakat filmu, widziałeś napis: "Przechowalnia złych psów"? A wiesz, czemu nie widziałeś? Bo to nie jest przechowalnia złych psów!  
Filmweb sp. z o.o.
Parafraza kultowego już cytatu, wypowiadanego w "Pulp Fiction" przez Quentina Tarantino idealnie podsumowuje moje odczucia po obejrzeniu filmu Patryka Vegi "Pitbull. Nowe porządki". Najnowsza produkcja znanego reżysera jest właściwie ekranizacją wywiadów z bohaterami książek "Złe psy". Vega w wielu scenach nawet nie silił się na zmianę cytatów zawartych w przeprowadzanych przez siebie wywiadach, jak w historii o Panu (świetny epizod Wojciecha Machnickiego) który przed laty miał orientację seksualną "promęską". Nie jest to więc artyzm w czerpaniu inspiracji typowych dla produkcji Tarantino, a raczej dokładne przepisywanie innych tekstów, przez co filmowi bliżej do "artyzmu" Wojciecha Sumlińskiego.

Nakręcenie filmu na podstawie książek nie jest niczym nagannym ani nowym w kinematografii, jest jednak wielkim błędem wyrywanie z nich co brutalniejszych lub śmieszniejszych fragmentów i "klejenie" tego w jeden scenariusz. 

W filmie Vegi brak poszczególnych rozdziałów czy części, które - jak w dziełach reżysera "Pulp Fiction"- składają się w jedną,logiczną i spójną całość.
Widz, oglądając "Nowe porządki", przypomina sobie sytuacje sprzed lat, gdy w przerwie MegaHitu telewizji Polsat przysnął w trakcie losowania Lotto. Ma wrażenie, że rozumie dalszy ciąg obrazu, jednak nie może pozbyć się wrażenia że pewną część filmu przegapił. Fabuła jest rwana i niewyraźna, wydaje się jakby z co najmniej trzygodzinnego filmu wycięto na chybił-trafił kilkadziesiąt minut taśmy.
Drogi Czytelniku, należy to napisać wprost - "Pitbull. Nowe porządki" nie jest Pitbullem.

Główni bohaterowie słynnego już serialu - poza Gebelsem (Andrzej Grabowski) - jeśli już się pojawiają, to w rolach epizodycznych. Postać komendanta Barszczyka (Michał Kula) sprowadzona jest do kilku zdań i bardzo topornie wklejonej wiązanki bluzgów, zaś obecność w plakacie promującym film Pawła Królikowskiego (Igora) to niezgodność produktu z umową. Aktor ten obecny jest na ekranie przez niecałą minutę, wnosi do filmu mniej więcej tyle co Zdzisław Kręcina w "Poranku kojota".

Drugą kwestią jest zupełnie inny krajobraz policyjnej Warszawy. Główny bohater, Majami (Piotr Stramowski) nie liczy - jak bohaterowie serialu - zaległych alimentów ani nie jeździ nocami bez celu komunikacją miejską, a jego koledzy nie piją na umór w godzinach pracy. 
Maja OstaszewskaMaja Ostaszewska i Agnieszka Dygant mogłyby się podobać, gdyby aktorki zamieniły się rolami. Ta pierwsza mimo świetnych zdań i charakteryzacji nie potrafi przestać być Mają Ostaszewską, zaś Dygant w roli prostytutki "Kury" wypada bardzo nienaturalnie. 
  
Niezaprzeczalnym plusem produkcji są niektóre postaci, jakby stworzone dla wybranych aktorów. Bogusław Linda, jako gangster o wielu twarzach wypada świetnie, wspomniany wcześniej Piotr Stramowski notuje bardzo udany debiut na dużym ekranie, a rola Tomasza Oświecińskiego przejdzie do klasyki polskiego kina. Jestem pewien że ten ostatni, jako filmowy "Strach", wzbudził jedną rolą więcej śmiechu wśród widowni niż Tomasz Karolak przez całą swoją aktorską karierę. Oczywiście, jest to humor prosty i prymitywny, ale zarówno widz pełnometrażowego filmu jak i fan serialu raczej nie zachwyca się subtelnym żartem Kabaretu Starszych Panów, czy absurdalnym poczuciem humoru Monty Pythona. 
  
Powierzenie jednej z kluczowych drugoplanowych ról Oświecińskiemu było kluczowe również z innego powodu. Patryk Vega bardzo skutecznie odbrązowił polskiego gangstera. Nie jest to biznesmen Radosław Wolf ani pozujący na Marlona Brando ojciec tytułowej bohaterki filmu "Sara". Reżyser bardzo dobitnie stworzył rolę "Stracha", jako przerysowanie stereotypowego bywalca osiedlowej siłowni, który osobiście ściąga kilkusetzłotowe haracze z bazaru, oraz nie wie czy Zbigniew i Zbyszek to ta sama osoba.

"Pitbull. Nowe porządki" miał szansę zostać filmem kultowym, a stał się jedynie masowym. Majami zostanie idolem nastolatek jako przystojny i dobrze zbudowany pogromca bandytów. "Strach" zaś będzie niespełnionym snem młodych chłopców w rurkach, którzy nigdy nie wyrośli z oglądania ekranizacji komiksów Marvela. W ich oczach postać grana przez Tomasz OświecińskiOświecińskiego to symbol troglodyty, który całe życie spędza w siłowni i wzbudza postrach postronnych osób. A oni? Będą cytować zdania tego śmiesznego, głupiego "koksa", na którego miejscu wcale nie chcą być, bo w końcu oni są mądrzejsi, przecież wiedzą, że migdały nie są robione z brzoskwiń...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (47 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie