Recenzja filmu Chłopcy z ferajny (1990)
Martin Scorsese

Recenzja jest dobra na wszystko

Cóż takiego można robić podczas długiej, bezsennej, a w dodatku parnej i burzowej nocy? Pewnie wiele rzeczy, ale mi właśnie przyszedł do głowy pomysł napisania jakiejś recenzji. Hmm… Sytuacja ...
Filmweb sp. z o.o.
Cóż takiego można robić podczas długiej, bezsennej, a w dodatku parnej i burzowej nocy? Pewnie wiele rzeczy, ale mi właśnie przyszedł do głowy pomysł napisania jakiejś recenzji. Hmm… Sytuacja wydaje się być nietypowa – najpierw recenzja, potem film. Wypadałoby więc wybrać jakieś niezapomniane dzieło sztuki filmowej, o którym można byłoby napisać kilka słów nawet o trzeciej w nocy. Dla mnie takim obrazem są "Chłopcy z ferajny" Martina Scorsese. Na pewno nie jedynym, ale wskutek niedawnego, powtórnego seansu tego filmu, jaki sobie zafundowałem, oraz lektury książki pod tym samym tytułem, tym właśnie, o którym chciałbym wyrazić swoje zdanie, a jest ono ze wszech miar pozytywne.

Prawdziwa historia życia gangstera Henry'ego Hilla została przedstawiona w zachwycający sposób, najpierw w książce przez Nicholasa Pileggego, a później w filmie przez Martina Scorsese. Amerykański reżyser zaprezentował nam niejako świat równoległy do naszego, na pozór bardzo podobny, bo niby cóż nieprawdopodobnego mogło się dziać w Stanach Zjednoczonych w II połowie XX wieku, a jednak tak całkowicie odmienny. Świat, w którym do cnót zalicza się zdrady, kradzieże czy zabójstwa, natomiast ciężka, uczciwa praca jest jednym z grzechów głównych. Pomimo tak odwróconej hierarchii wartości jest coś wciągającego i intrygującego w tym świecie i jego bohaterach, coś, co sprawia, że możemy sympatyzować z niektórymi gangsterami, którzy, gdybyśmy stanęli na ich drodze, nie wahaliby się posunąć do ostateczności, aby nas zlikwidować. Taką postacią, która może wzbudzać sympatię widza, jest bez wątpienia Henry Hill. Mimo iż nie skończył żadnej szkoły, wykazywał się nieprzeciętną inteligencją. Dzięki temu nie został "sprzątnięty" przez najbliższego przyjaciela, co stało się udziałem wielu "chłopców z ferajny". Nawet gdy trafił do więzienia, potrafił zarobić tam większe pieniądze, niż wielu ludzi jest w stanie zarobić na wolności.

W tę rolę wcielił się Ray Liotta, który stworzył wspaniałą kreację aktorską. Robert De Niro, urodzony wręcz do ról gangsterów, wyśmienicie zagrał Jimmy’ego, człowieka, który raz rozdaje niemal obcym ludziom pieniądze, aby innym razem zabić z zimną krwią człowieka, który domaga się należnej mu części ze zdobytego łupu. Jeszcze bardziej nieobliczalnym człowiekiem był Tommy w rewelacyjnej kreacji Joe'ego Pesci, który za tą rolę został nagrodzony jak najbardziej zasłużonym Oscarem. Sam film nie dostał jednak głównego wyróżnienia Amerykańskiej Akademii Filmowej. Niestety przegrał, ale dla wielu ludzi to właśnie on powinien był zdobyć głównego Oscara zamiast "Tańczącego z wilkami".

Nie będę już się rozwodził na temat wspaniałej ścieżki dźwiękowej, znakomitych zdjęć, umiejętnego montażu i wszystkich pozostałych rzeczy, które wpływają na niesamowity, aczkolwiek przerażający, w kontekście jego realności, klimat filmu. Tak więc na tym poprzestanę, gdyż już za oknem widnieje, a mnie zaczyna w końcu morzyć sen…
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 15% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
jjarek
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)