Recenzja serialu Sherlock (2010)
Coky Giedroyc
Paul McGuigan

Recenzja sentymentalna

Alan Barnes, autor książki "Sherlock Holmes on Screen. The Complete Film and TV History" (Londyn 2011) podaje, że do 2010 roku Holmes pojawił się w 153 filmach i serialach. Po raz pierwszy w 1900 ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Sherlock (2010)
Alan Barnes, autor książki "Sherlock Holmes on Screen. The Complete Film and TV History" (Londyn 2011) podaje, że do 2010 roku Holmes pojawił się w 153 filmach i serialach. Po raz pierwszy w 1900 roku w 35 sekundowej zabawnej scence "Sherlock Holmes Baffled". Potem grało go 77 aktorów - za najlepszych uznaje się Basila Rathbone'a i Jeremy'ego Bretta. Jednak jak wiadomo, liczby nie przekładają się na jakość.

Jestem sentymentalnie przywiązany do postaci Sherlocka Holmesa. Pierwszą książką, jaką w życiu przeczytałem, był "Pies Baskerville'ów". Do tej pory czuję dreszczyk strachu, gdy pomyślę o tamtej nocy - burza, deszcz zacinający w okna, ja (bodajże wtedy 8-latek) sam w pokoju, w łóżku, przy małej migoczącej lampce czytam historię o przerażającym psie (w wersji oryginalnej przepięknie brzmiące słowo "hound" - nie "dog") nawiedzającym i mordującym kolejnych spadkobierców posiadłości na moczarach hrabstwa Devon. Bałem się jak cholera!

Kiedy w końcu rzuciłem się na ekranizację przygód najsłynniejszego detektywa w historii, poczułem niemały zawód. Niby to brytyjskie (w latach 50. "Psa Baskerville'ów" zekranizowało nawet Hammer Films), ale konwencja wyraźnie kuleje. Holmes jakiś nie taki, historia jakoś kiepsko zaadaptowana na potrzeby innego medium, męczy, nudzi, dialogi (które przecież są niemal znakiem rozpoznawczym serii) rażą sztucznością. Zraziłem się mocno. Wolałem po raz n-ty łapać za książkę.

W 2009 roku za Holmesa wziął się Guy Ritchie. "Jest szansa!" pomyślałem. W końcu to reżyser świetnego "Przekrętu" czy "Porachunków". W jego filmach roi się od typowego anglosaskiego humoru i brytyjskości w ogóle. I co? I kupa. Nie trawię tych filmów. Londyn wygląda jak jakieś włoskie miasto, Sherlock (pomimo że grany przez Downeya Jr.) nie jest nim w ogóle. Próba "odświeżenia" okazała się kompletnie dla mnie niejadalna. Taki stary cukierek. Ładne opakowanie, ale zajeżdża stęchlizną.

Już myślałem, że nie ma bata by ktoś zrobił z Holmesa coś sensownego. Aż w końcu trafiłem na brytyjski serial BBC "Sherlock", który w tym przydługim poście chcę polecić. Nie dość, że Holmes to Holmes, dr Watson to dr Watson, to jeszcze przeniesienie w czasy współczesne zadziałało fantastycznie! Ogląda się to z autentycznymi wypiekami na policzkach. Dialogi ostre jak brzytwa, humor tryska pomysłowością i brytyjskością w najlepszym wydaniu, nakręcone jest to z rytmem i pomysłem a wszystko razem polane sosem aktorstwa najwyższej próby. Jest to niczym nie skrępowana rozrywka, nie ujmująca (co niestety rzadko spotykane) inteligencji widza a dająca pełną satysfakcję z oglądania.

Serial składa się z trzech sezonów po trzy 90-minutowe odcinki w każdym. Pomimo, że znam przygody Holmesa, są tu one w taki sposób odświeżone i uwspółcześnione, że o żadnej nudzie nie ma mowy. Co więcej, jeśli ktoś zna książkowe oryginały, będzie miał frajdę z wyłapywania co fajniejszych smaczków (nie raz twórcy puszczają nam oczko). Były momenty, gdzie musiałem zatrzymać odcinek by skończyć się śmiać.

Sherlock zganiłby mnie za ten wpis. Po pierwszych kilku słowach przerwałby mi i rozkazał przejść "w końcu" do sedna, dodając, że "jeśli miałby ochotę na poezję, poczytał by Whitmana". Kończę więc, gorąco polecając serial wszystkim - nie tylko miłośnikom Holmesa, ale też osobom szukającym na prawdę świetnej rozrywki. I nie martwcie się, że "nie macie czasu na seriale". Każdy odcinek to zamknięta historia, a że trwają 90 min, można spokojnie podchodzić do odcinka jak po prostu do wieczornego filmu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (73 głosy).
KetRaab
ocenia ten serial na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)