Recenzja filmu Kod da Vinci (2006)
Ron Howard

Robert Langdon i ostatnia krucjata

Historyczne łamigłówki były jedną z największych atrakcji powieści Dana Browna i tak pozostało również w filmie. Jednak to, co sprawdzało się w literaturze, nie do końca sprawdza się na ekranie. ...
Filmweb sp. z o.o.
Historyczne łamigłówki były jedną z największych atrakcji powieści Dana Browna i tak pozostało również w filmie. Jednak to, co sprawdzało się w literaturze, nie do końca sprawdza się na ekranie. Zrealizowana za 125 milionów dolarów ekranizacja światowego bestselleru ujawnia naiwność fabuły utkanej przez amerykańskiego autora. Co z tego, skoro i tak film skazany jest na sukces.



O "Kodzie Leonarda Da Vinci" słyszeli wszyscy. Wydana w 2003 roku sensacyjna powieść dana Browna została przetłumaczona na 44 języki, sprzedana w nakładzie ponad 60 milionów egzemplarzy i mimo upływu czasu wzbudza emocje na całym świecie.

Amerykańskiemu autorowi udało się dokonać rzeczy niebywałej. W oparciu o sprawdzony schemat (osoby, które czytały "Anioły i demony" wiedzą o czym mówię), umiejętnie przeplatając ze sobą fikcję i fakty oraz wykorzystując ludzką słabość do teorii spiskowych, stworzył powieść, na tyle wiarygodną, że wielu czytelników przestało traktować ją jako dzieło wyobraźni autora, a zaczęło uznawać jako dowód na fałszowanie przez Kościół historii chrześcijaństwa.

"Kod Leonarda Da Vinci" od dnia premiery był więc atakowany przez organizacje chrześcijańskie, ale i historyków, którzy zarzucali Brownowi, iż w wielu miejscach rozmija się z prawdą, zapominając - podobnie jak część czytelników - że mają do czynienia nie z rozprawą naukową, ale sprawnie napisaną powieścią sensacyjną.

Książką Dana Drowna od razu zainteresowali się filmowcy. Prawa do ekranizacji kupiła ostatecznie wytwórnia Columbia Pictures, płacąc za nie aż 6 milionów dolarów! Oczywiście informacja o planowanym filmie nie przeszła bez echa. Na całym świecie podniosły się głosy protestu, a ekipa nie otrzymała pozwolenia na realizację zdjęć w opisanych w powieści opactwie Westminsterskim oraz słynnym paryskim kościele Saint-Sulpice.

Na kilka miesięcy przed premierą negatywnie opisana przez Browna organizacja Opus Dei wystosowała do producentów pismo, w których prosiła ich o rozważenie możliwości zmiany zakończenia filmu, które - ich zdaniem - obraża uczucia katolików. 28 kwietnia 2006 roku sekretarz papieskiej Kongregacji Doktryny Wiary arcybiskup Angelo Amato oficjalnie wezwał do bojkotu ekranizacji. W sukurs przyszedł mu kardynał Francis Arinze, który zasugerował wiernym, by składali do prokuratury doniesienia o przestępstwie, gdyż - jego zdaniem - film obraża uczucia katolików co jest podstawą do wszczęcia śledztwa przeciw reżyserowi i producentowi.

Emocje wokół "Kodu Da Vinci" sięgnęły zenitu. Nawet w Polsce do bojkotu filmu wzywał biskup tarnowski Wiktor Skworc, co - jak można wnioskować po ilości komentujących jego wypowiedź internautów - jedynie wzmogło zainteresowanie produkcją.

Oczekiwania wobec filmu są ogromne, zarówno ze strony widzów, którzy liczą na niezapomniane wrażenia w kinie, jak i producentów mających nadzieję na pomnożenie zainwestowanych w realizację 125 milionów dolarów. Ci ostatni nie powinni mieć powodów do narzekań. "Kod Da Vinci" wydaje się być obrazem skazanym na sukces. Sarkać mogą jednak widzowie, gdyż dopiero na ekranie wyraźnie widać wszelkie niedoskonałości i naiwność powieści Dana Browna.

Bohaterem "Kodu Da Vinci" jest historyk i badacz symboli Robert Langdon. Kiedy w Luwrze zostaje zamordowany kustosz Jacques Sauniere, a jego przyozdobione dziwnymi znakami ciało zostaje odnalezione przez policję, paryski inspektor Bezu Fache zwraca się o pomoc do Langdona. Amerykański naukowiec nieświadomie wplątuje się w rozwiązanie zagadki, której korzenie sięgają początków chrześcijaństwa, a jej ujawnienie może zatrząść fundamentami współczesnego świata.

"Kod Da Vinci" jest, obok "Opowieści z Narnii", najwierniejszą ekranizacją, jaka w tym roku trafiła na ekrany kin. W scenariuszu autorstwa laureata Oscara Akivy Goldsmana znalazły się praktycznie wszystkie opisanie przez Dana Browna wydarzenia poddane niewielkim, w większości kosmetycznym zmianom. Sęk w tym, że tak wierne trzymanie się kart powieści nie wyszło filmowi na dobre. "Kod Da Vinci" trwa ponad dwie godziny i rezygnacja z kilku mniej znaczących wątków oraz dynamiczniejsza narracja na pewno zostałyby docenione przez widzów.

Jedną z największych atrakcji powieści Dana Browna była przekonująco wyłożona alternatywna historia chrześcijaństwa - element, który w głównej mierze przyniósł książce rozgłos oraz stał się powodem licznych protestów. Oczywiście nie zabrakło go również w filmie. Niestety, po raz kolejny, to co sprawdzało się w literaturze nie do końca sprawdza się na ekranie. Mimo, iż rozbudowane, pełne odniesień do historii i symboliki dialogi zostały przez Rona Howarda zilustrowane pokazywanymi w tle kostiumowymi scenami, nie udało ich się urozmaicić na tyle, by uniknąć wrażenia "przegadania" filmu.

Najbardziej jednak razi naiwność historii serwowanej nam na ekranie. W sprawnie napisanej i złożonej z krótkich, pełnych zaskakujących zwrotów akcji rozdziałów powieści niespecjalnie zwracało się na to uwagę. Książka Dana Browna pochłaniała do tego stopnia, że nie zauważało się jej niedociągnięć i mankamentów. W filmie nie udało się tego powtórzyć. Wyjaśnienie przez Langdona kilku istotnych faktów jest przyjmowane przez publiczność nerwowym chichotem, wbrew - jak sądzę - intencjom reżysera.

Film Rona Howarda boleśnie udowadnia również, że Dan Brown, aczkolwiek potrafi zafascynować czytelnika niesamowitymi zagadkami i teoriami sięgającymi kilka tysięcy lat wstecz, to nie radzi sobie z tworzeniem ciekawych bohaterów. Kody i łamigłówki są dużo ciekawsze od postaci, które się z nimi zmagają.

Duet Hanks-Tautou, niestety, nie rzuca na kolana. Akiva Goldsman zrezygnował w scenariuszu z obecnego w powieści wątku wzajemnego zauroczenia bohaterów, zatem ich rozmowy dotyczą głównie Graala. W rezultacie uznani aktorzy zostali pozbawieni pola do pokazania pełni swojego talentu, tworząc poprawne, ale nie zachwycające kreacje. Na szczęście ta uwaga nie dotyczy niezwykle istotnej w całej historii postaci kalekiego historyka Leigh Teabinga. Wcielający się w tę postać Ian McKellen nawet nie kryje, że doskonale bawił się na planie z przekonaniem dowodząc, że życie Chrystusa nie wyglądało tak, jak nas uczono na lekcjach religii.

Największą atrakcją filmu, podobnie jak i książki, pozostają historyczne zagadki i tajemnice. Dla widzów, którzy nie zetknęli się wcześniej z powieścią Browna a mają słabość do teorii spiskowych, historia Graala okaże się równie fascynująca co mistrzowski kryminał, pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, fałszywych tropów i zwieńczony zaskakującym finałem.

Od strony technicznej i wizualnej "Kod Da Vinci" to już solidna hollywoodzka superprodukcja. Zdjęcia do filmu realizowano między innymi w Luwrze, w londyńskim kościele Temple, Francji i Niemczech. Niesamowite, odtworzone również w słynnym londyńskim studiu Pinewood lokacje zostały brawurowo sfilmowane przez Salvatore Totino, operatora, z którym Ron Howard pracował już przy "Człowieku ringu" i "Zaginionych".

"Kod Da Vinci", podobnie jak powieść Dana Browna, na pewno podzieli publiczność. Ci, którzy wcześniej z wypiekami na twarzy śledzili książkowe przygody Roberta Langdona z przyjemnością zobaczą je na dużym ekranie i przeżyją raz jeszcze. Jednak osoby sceptycznie nastawione do twórczości amerykańskiego pisarza odnajdą w filmie wiele argumentów jedynie umacniających ich w tym przekonaniu. Jedno jest pewne, zobaczyć trzeba. W końcu nie codziennie wchodzi na ekrany film będący ekranizacją książki, która rozeszła się w nakładzie ponad 60 milionów egzemplarzy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (108 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie