Recenzja filmu Zwierzęta nocy (2016)
Tom Ford

Samotna kobieta

"Zwierzęta nocy" to brawurowa mieszanka melodramatu, dreszczowca i kina zemsty. Film, w którym czuć inspirację największymi: Almodóvarem, Hitchcockiem, Lynchem i Peckinpahem.
Filmweb sp. z o.o.
Trudno nie czuć się puchem marnym przy Tomie Fordzie. Facet uczynił potęgą dom mody Gucci, rozkręcił warty miliony dolarów własny biznes, stał się ulubionym projektantem hollywoodzkich gwiazd oraz Jamesa Bonda i - jakby tego było mało - okazał się świetnym reżyserem. "Zwierzęta nocy" to brawurowa mieszanka melodramatu, dreszczowca i kina zemsty. Film, w którym czuć inspirację największymi: Almodóvarem, Hitchcockiem, Lynchem i Peckinpahem.

"Nasz świat jest mniej bolesny od prawdziwego" - słyszy z ust znajomego grana przez Amy Adams marszandka Susan Morrows. Pozornie wiedzie ona życie jak z magazynu lifestyle'owego: prowadzi renomowaną galerię, ma bogatego i przystojnego partnera (Armie Hammer), obraca się w kręgach elit. Za wypolerowaną fasadą spełnienia i stabilizacji kryje się jednak rozczarowanie. Małżeństwo funkcjonuje już tylko na papierze, rodzinne gniazdo stoi opustoszałe po wyjeździe córki, zaś sukcesy zawodowe przestały przynosić satysfakcję. Kobietę z emocjonalnego letargu wytrąca dopiero przesyłka od byłego męża Edwarda (Jake Gyllenhaal). W paczce znajduje się dedykowana Susan książka - pulpowa opowieść o zbrodni i karze skrywająca liczne odniesienia do zakończonego w burzliwych okolicznościach związku bohaterów.

Z chwilą, gdy kobieta zagłębia się w lekturze, narracja filmu ulega rozwarstwieniu. Ford cofa się w czasie, by zdać nam relację z małżeństwa Susan i Edwarda. Jednocześnie ujawnia szokującą zawartość powieści i bada zależności między literacką fikcją a rzeczywistością. Makabryczna historia rodem z policyjnej kroniki okazuje się metaforą cierpień, jakie w prawdziwym życiu może zadać człowiekowi ukochana osoba. Już w zrealizowanym siedem lat wcześniej "Samotnym mężczyźnie" reżyser udowodnił, że jest subtelnym portrecistą nieszczęśliwych ludzi z wyższych sfer. Tutaj wychodzi jednak w pewnym momencie poza swoje naturalne środowisko i przenosi się z kamerą do krainy bezprawia, przemocy i gwałtu. I tak jak kiedyś z wyczuciem odmalował samotność uniwersyteckiego profesora, tak teraz nakręcił szarpiącą nerwy i jeżącą włos na głowie nocną gehennę na teksańskiej autostradzie. Choć nie ma tu za wiele przemocy fizycznej, to i tak jedna z mocniejszych scen, jakie zobaczycie w tym roku w kinie. Jej okrucieństwo i groza polegają na tym, że w sytuacji rodem z hollywoodzkiego filmu sensacyjnego zostaje postawiony ktoś przeciętny, pasywny, pozbawiony genu bohatera. 

Ford kolejny raz udowadnia, że potrafi nie tylko gustownie odziać aktorów, ale i pewną ręką poprowadzić ich przed kamerą. W "Zwierzętach nocy" klasę potwierdzają zarówno nadekspresyjny Gyllenhaal , jak i skupiona, wygrywająca półtony Adams. Jeszcze lepsi są Michael Shannon oraz Aaron Taylor Johnson. Pierwszy bawi się postacią zmęczonego kowboja z odznaką. Drugi jako psychopatyczny redneck zalicza chyba występ życia. Nawet epizodyczne role są majstersztykiem. Wcielający się w pozbawione złudzeń małżeństwo z bohemy Michael Sheen i Andrea Riseborough na kilka minut zagarniają dla siebie ekran. Aktorską delicją jest też scena z udziałem Laury Linney, która z cierpkim uśmiechem konstatuje: "Wszyscy w końcu zamieniamy się w nasze matki".

Temat nieodwracalnych przemian wydaje się leitmotivem filmu. Raz powraca on pod postacią złośliwego żartu (w trakcie wymiany zdań między Susan a napompowaną botoksem współpracownicą), kiedy indziej jako gorzka refleksja ("Twoje życie zamienia się w coś, czego nigdy nie chciałaś"). Czas nie uczy bohaterów pogody: odbiera ich ciałom powab i zdrowie, zabija miłość, nie goi ran na sercu. Co najwyżej uczy, jak robić dobrą minę do złej gry. "Zwierzęta nocy" tak jak "Samotny mężczyzna" uwodzą stylem: elegancką, niezwykle sensualną fotografią dwukrotnie nominowanego do Oscara Seamusa Mcgarveya, rytmicznym montażem, kolejnym świetnym soundtrackiem Abla Korzeniowskiego. Jednak pod tą wytworną zasłoną pulsuje wyłącznie cierpienie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (665 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie