Recenzja filmu Bella i Sebastian 3 (2017)
Clovis Cornillac

Sebastian vs. Człowiek w Czerni

Jeśli nie widzieliście poprzednich części (czym prędzej to nadróbcie!) i nie orientujecie się, kto tu właściwie jest kim – bez obaw, znajomość całego cyklu nie jest konieczna. To w końcu nie jest ...
Filmweb sp. z o.o.
Po obejrzeniu dwóch części cyklu "Bella i Sebastian" z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że trudno w kinie ostatnich lat o bardziej uroczych bohaterów niż tytułowi roztropny chłopiec i jego mądra psia przyjaciółka. W trzeciej części – za sprawą szczeniąt Belli – słodycz na ekranie osiąga rekordowy poziom. Czekolada dla każdego, kto po seansie nie będzie miał ochoty przytulić pieska! 


Obrazki rozrabiających albo tulących się do siebie futrzastych kulek to jednak nie wszystko – powodów do emocjonalnych uniesień jest w "Belli i Sebastianie 3" więcej. Sebastian staje bowiem twarzą w twarz z dorosłością. Jego prawdziwy ojciec, którego poznał w poprzedniej części, planuje ślub z Angeliną. A ślub – jak wiadomo – zwykle oznacza zmiany. I faktycznie: okazuje się, że państwo młodzi chcą przenieść się razem z Sebastianem do Kanady. Dla chłopca wychowującego się w całkowitej wolności, w zapierających dech górskich sielankowych sceneriach, wyjazd do wielkiego miasta jest równoznaczny z utratą bezpieczeństwa. Zanim jednak do tego dojdzie, 12-letni bohater raz jeszcze stawi czoła nieoczekiwanemu wyzwaniu i po raz kolejny udowodni swoją nadzwyczajną dojrzałość. A stawka tym razem będzie wyjątkowo wysoka – oto bowiem o Bellę i jej dzieci upomina się ich rzekomy właściciel.

To, że ten "rzekomy właściciel" nie może być bohaterem pozytywnym, widać od razu. Swoją stylizacją przypomina Człowieka w Czerni z "Mrocznej wieży", jego opancerzony samochód sam w sobie budzi grozę, a trefne kości, którymi się posługuje, zwiastują, że nie ma w zwyczaju grać uczciwie. Postać ta (mistrzowsko zagrana przez Clovisa Cornillaca skrywającego pod kapeluszem złowieszczą łysinę) wprowadza do filmu elementy rodem z horroru; snując się po okolicy niczym zjawa i rzucając chmurne spojrzenia, sieje autentyczny strach. A widzów – wbija w fotel. 


Nie zdradzę zbyt dużo, pisząc, że tak jak w poprzednich częściach, miłość okaże się jednak silniejsza. Nie sposób nie wzruszyć się, oglądając zaangażowanie małoletniego chłopca (ponownie przeuroczy w swojej roli Félix Bossuet), który, by obronić swoją przyjaciółkę, gotowy jest walczyć z całym światem. W całej serii o Belli nie mówi się zresztą inaczej niż jak o wyjątkowej osobie. Kiedy więc i Cezar – przybrany dziadek chłopca – nie zawaha się przed poświęceniem wszystkiego, co ma, by Bella pozostała w rodzinie, serce rośnie z zachwytu. I znów chciałoby się potarmosić pieska. 


Jeśli nie widzieliście poprzednich części (czym prędzej to nadróbcie!) i nie orientujecie się, kto tu właściwie jest kim – bez obaw, znajomość całego cyklu nie jest konieczna. To w końcu nie jest opowieść o skomplikowanych relacjach między bohaterami, tylko uniwersalna historia dziecka witającego się z dorosłością i portret bezwarunkowej miłości do czworonożnego przyjaciela. A jeśli dodać do tego przepiękne górskie krajobrazy i pierwszorzędne kadry, w których dominują biele, błękity i czerwienie, daje to film dla każdego, kto po prostu ma serce. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry