Recenzja filmu Uwodziciel (2017)
Milad Alami

Serce emigranta nie sługa

Oglądając "Uwodziciela", prawie nie czuje się tego, że jest to pierwszy pełnometrażowy film reżysera. Alami wykazuje się dużą zręcznością w tworzeniu interesujących bohaterów. Świetnie radzi ...
Filmweb sp. z o.o.
Emigranci to gorący i mocno polaryzujący temat w Europie. Dla filmowców natomiast to prawdziwa żyła złota – otwiera bowiem nowe pola narracyjnej eksploracji. "Uwodziciel" idealnie wpisuje się w ten trend, opowiadając historię Esmaila, młodego Irańczyka, który bardzo chce stać się pełnoprawnym obywatelem Danii.

Dla debiutującego w pełnym metrażu reżysera Milada Alamiego emigracja wcale nie stanowi głównego problemu filmu. Wykorzystuje ją jedynie do zbudowania sceny, na której rozgrywa się osobisty dramat jednostki. "Uwodziciel" jest bowiem przede wszystkim opowieścią o wewnętrznych zmaganiach bohatera. Z jednej strony Esmail stara się postępować zgodnie ze złotą zasadą Machiavelliego, że cel uświęca środki. Z drugiej – mężczyzna jest na tyle szlachetny, że mniej lub bardziej świadomie sam rzuca sobie pod nogi kłody. Bohater bardzo chciałby być drapieżnikiem, który w duńskich barach poluje na samotne, sfrustrowane kobiety. Jak można domyślić się po tytule, jego celem jest rozkochanie w sobie ofiary i wzięcie z nią ślubu – wszystko po to, by uzyskać obywatelstwo. A jednak jego próby raz za razem spalają na panewce. Esmail mimo regularnych wizyt w barach, gdzie nie ma większych problemów z oczarowaniem podchmielonych kobiet, wciąż jest sam, a jego czas w Danii szybkimi krokami zbliża się do nieuchronnego końca...

Oglądając "Uwodziciela", prawie nie czuje się tego, że jest to pierwszy pełnometrażowy film reżysera. Alami wykazuje się dużą zręcznością w tworzeniu interesujących bohaterów. Świetnie radzi sobie również z uchwyceniem emocjonalnych niuansów, dzięki czemu sceny wśród członków diaspory irańskiej pełne są nostalgii, ale też odrobiny cynicznego dystansu do życia na emigracji i hołdowania pamięci o ojczyźnie. Reżyser ma też smykałkę do prowadzenia aktorów, dlatego też najlepiej wypadają w "Uwodzicielu" te sceny, w których bohater wchodzi w emocjonalne interakcje z innymi postaciami. Wątek rodzącego się uczucia Esmaila do Sary zaprezentowany został ze sprawnością rasowego twórcy filmowych romansów. Ardalan Esmaili i Soho Rezanejad tworzą ładną parę, a ich ekranowa więź jest na tyle wyrazista, że łatwo można ulec iluzji, że naprawdę tę dwójkę łączy głębsze uczucie. Podobnie udało się reżyserowi zbudować intrygującą w swej niejednoznacznej wieloaspektowości relację między Esmailem a Larsem, starszym mężczyzną, którego bohater poznaje w jednym z barów.

To, co gubi Alamiego, to skłonność do nadmiernego komplikowania fabuły. Jest to dość częsty grzech młodych autorów, którzy obawiają się, że prostota może prowadzić do nudy. W "Uwodzicielu" jest jednak tyle ciekawych wątków, że spokojnie można było nimi obdarować dwa lub trzy filmy fabularne. Przesadą jest chociażby ostatni twist, który z łopatologią wyjaśnia, dlaczego w swoich donżuańskich działaniach Esmail był tak mało skuteczny. Te dodatkowe komplikacje podważają wiarygodność wykreowanych postaci, co niestety odbija się na odbiorze całego filmu. Okazuje się więc, że reżyserowi jest całkiem blisko do bohatera "Uwodziciela" i pozostaje swoim największym wrogiem. Jeśli jednak opanuje skłonność do nadmiernego komplikowania fabuły, może go czekać świetlana przyszłość w kinie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły