Recenzja filmu Każdego dnia (2018)
Michael Sucsy

Serce z nieskończonością

"Każdego dnia" można uznać za film udany. Nie jest to dzieło, które na zawsze pozostanie w pamięci. Nie jest również jednym z tych obrazów, których oglądanie wydaje się stratą czasu. To spory ...
Filmweb sp. z o.o.
Melodramat młodzieżowy to gatunek mocno skostniały. Najpierw bohaterowie poznają się. Czasem od razu, czasem dopiero po jakimś czasie jedno z nich dowiaduje się o przeszkodzie, która zablokuje im możliwość życia – wspólnie, długo i szczęśliwie. Zazwyczaj tą przeszkodą jest śmiertelna choroba. Widzowie decydujący się na obejrzenie filmu reprezentującego ten gatunek, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ich wybór nie jest podyktowany chęcią obejrzenia oryginalnej fabuły, lecz poznania ciekawych bohaterów, których losy dostarczą radości, smutków, wzruszeń. Film jest udany, jeśli po seansie ściskamy w garści chusteczki wilgotne od łez.


Przyjmując to za miarę sukcesu, "Każdego dnia" można uznać za film udany. Nie jest to dzieło, które na zawsze pozostanie w pamięci. Nie jest również jednym z tych obrazów, których oglądanie wydaje się stratą czasu. To spory sukces, ponieważ punkt wyjścia "Każdego dnia" jest zdecydowanie bardziej wydumany niż w przypadku standardowego młodzieżowego melodramatu. Bohaterka filmu – Rhiannon (Angourie Rice) – jest co prawda typową filmową nastolatką: ma przyjaciół, jest zakochana, a w domu jej rodzice przechodzą właśnie kryzys małżeński. Obiekt jej Wielkiej Miłości odbiega jednak od normy. To A, który od urodzenia migruje od ciała do ciała. W każdym pozostaje dobę. Nie ma wpływu na to, w kim się znajdzie. Wie tylko, że będzie to ktoś mieszkający w okolicy jego ostatniego ciała o zbliżonym wieku.

Pod kątem "mechaniki" filmu oznacza to tyle, że zamiast pary bohaterów, do których widzowie się emocjonalnie przywiązują, mamy Rice i korowód zmieniających się partnerów. Sukces reżysera, Michaela Sucsy'ego, i scenarzysty, Jesse'ego Andrewsa (autora już zekranizowanej powieści "Earl i ja, i umierająca dziewczyna"), polega na tym, że mimo poliamorycznego charakteru związku głównej bohaterki, potrafili zachować jego spójność i duchową monogamię. Wielość zmienia się w jedność, różni aktorzy stają się jednym bohaterem, a uczucie, jakie rozwija się między A i Rhiannon, mimo wszystko wydaje się wielkie, prawdziwe i piękne.


Na taki efekt duży wpływ miało również to, że większość obsady stanowią młodzi aktorzy dopiero zbierający zawodowe doświadczenie. Nie są więc zmanierowani i przed kamerą wypadają naturalnie. Owszem, czasami braki doświadczenia rzucają się w oczy: grający Justina Justice Smith bywa sztywny w scenach wymagających emocjonalnego wyrafinowania, a Lucasowi Jade'owi Zumannowi zdarza się szarżować w butach Nathana. Ponieważ jednak chemia między nimi a Rice jest zachowana na ekranie, można na te niedociągnięcia przymknąć oko. 

"Każdego dnia" ma zdecydowanie poważniejszy problem. Jest nim fabularna niekonsekwencja, którą z radością przywita bardziej konserwatywna część widowni. Reżyser i scenarzysta oczywiście nie uciekają przed pokazywaniem A w wersji kobiecej. A jednak te postaci odgrywają w filmie inną rolę. Rhiannon z Justinem, Nathanem, Xavierem i Alexandrem spędza najbardziej emocjonalne, intymne momenty. Oni też zajmują większość czasu ekranowego. Żeńskie postacie mają raczej charakter praktyczny. Wyjaśniają zawiłości fabuły albo też pozwalają A odkryć możliwości, które zmienią dalszy ciąg historii.

Nie do końca udało się też wykorzystać wątek rodziców Rhiannon – motyw emblematyczny dla całego filmu. Gdyby tylko postać ojca nie była aż tak ciekawie skonstruowana, być może nie rzucałoby się to w oczy. Ponieważ jednak nieoczekiwanie jego załamanie nerwowe i pozorne wycofanie się z życia intryguje, to przedmiotowe traktowanie go przez twórców musi koniec końców rozczarować. Nie na tyle, by zepsuć całość. Ale wystarczająco, by pozostawić nas z wrażeniem zmarnowanego potencjału. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły