Recenzja filmu Dusza i ciało (2017)
Ildikó Enyedi

Sezon na jelenie

Połączenie baśniowego uroku świata Jean-Pierre'a Jeuneta ze słabością do fabularnych dziwactw Yorgosa Lanthimosa (wydającego się również mieć słabość do jeleni) – pozbawionych jednak ...
Filmweb sp. z o.o.
"Dusza i ciałoIldikó Enyedi zaczyna się jak standardowy film przyrodniczy: na pierwszym planie – najwyraźniej mający się ku sobie – samiec i samica jelenia, piękny leśny krajobraz w tle. Kiedy już czujemy, że za chwilę przywita nas kojący głos Krystyny Czubówny, przenosimy się do miejsca, które raczej niewiele ma wspólnego z miłością do zwierząt – rzeźni.

Poznajemy jej dyrektora, Endre oraz nowo przyjętą pracownicę kontroli jakości - Márię (łączącej w sobie urok tytułowej Amelii Jeuneta i Christine z "Ty i ja i wszyscy, których znamy"). Kobieta wydaje się mocno zagubiona w nowym otoczeniu. Współpracownicy raczej nie pomagają w zaaklimatyzowaniu, wyśmiewając jej dziwaczne – według nich – zachowanie. Szydzenie z odmienności z pewnością nie jest obce także Endremu (sam ma sparaliżowaną rękę), który próbuje ośmielić podwładną, zapraszając ją do rozmowy podczas przerwy obiadowej. Po pewnym czasie w firmie dochodzi do incydentu. Dzięki niemu obydwoje odkrywają, że śnią ten sam sen, w którym są... jeleniami.

Pomysł na film wydawał się tak szalony, że teoretycznie nie miał prawa się udać. A jednak... Reżyserka nie tylko upolowała Złotego Niedźwiedzia na zeszłorocznym Berlinale, ale także rozkochała nim widzów. Połączenie baśniowego uroku świata Jean-Pierre'a Jeuneta ze słabością do fabularnych dziwactw Yorgosa Lanthimosa (wydającego się również mieć słabość do jeleni) - pozbawionych jednak specyficznego dla jego twórczości, cynicznego dystansu - sprawdziło się tu doskonale. Film niejednokrotnie i dość niespodziewanie uderza też w poważne tony. Reżyserka nie oszczędza nam drastycznie naturalistycznych scen uboju krów, eksponuje smutek oraz skrajną samotność bohaterów. Balansowanie na krawędzi absurdu, manipulowanie nastrojem widza, łączenie elementów groteskowych z gorzką diagnozą osamotnienia, ani na moment nie powodują zachwiania całej fabularnej konstrukcji. Przemyślany scenariusz dodatkowo idzie w parze ze sprawną pracą reżyserską i operatorską (Złota Żaba na festiwalu Camerimage). Opowiadanie obrazem, skupianie się na detalach, zestawianie elementów snu i jawy to kolejne bezapelacyjne zalety filmu.

Konsekwencja w realizowaniu oryginalnego pomysłu, inteligencja w budowaniu analogii, a jednocześnie niezwykle szczere oddanie rodzącego się uczucia i ucieczki przed samotnością, z której bohaterowie nie zdają sobie nawet sprawy, czyni "Duszę i ciało" jednym z najbardziej wartościowych portretów miłosnych ostatnich lat. Opowieść, o dojrzewaniu do gotowości na wyrażenie uczuć, która dzięki zgrabnej metaforze uzmysławia nam, jak bardzo pragniemy prostych, naturalnych rzeczy - bliskości, dotyku, czułości drugiej istoty, choć często niestety sami wszystko komplikujemy.

Realizacja pomysłu Ildikó Enyedi może niektórym wydać się karkołomna i mało przekonująca. Z pewnością jednak wielu widzów dostrzeże w nim większy potencjał melodramatyczny niż w filmach pełnych miłosnych deklaracji oraz zrozumie, że czasem warto zapomnieć o kompleksach, podjąć ryzyko otworzenia się na drugiego człowieka i po prostu wziąć jelenia za rogi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
porker1987
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)