Recenzja filmu Skazani na Shawshank (1994)
Frank Darabont

Skazani na sukces

Jeżeli jakiś film może czuć się pokrzywdzony brakiem Oscara na swoim koncie, to właśnie jest to obraz Franka Darabonta pt. "Skazani na Shawshank". Obok tego filmu nie można przejść obojętnie. ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeżeli jakiś film może czuć się pokrzywdzony brakiem Oscara na swoim koncie, to właśnie jest to obraz Franka Darabonta pt. "Skazani na Shawshank". Obok tego filmu nie można przejść obojętnie.

Praktycznie przez cały czas trwania akcja (z wyjątkiem jej początku i końca) toczy się w murach więzienia Shawshank. Wydawać by się mogło, że fabuła filmu, w którym główny bohater spędza czas wyłącznie w zakładzie karnym, nie może być ciekawa. Nic bardziej błędnego. Więzienie to dla Andy'ego miejsce, w którym odbywa się jego walka ze wszystkimi przeciwnościami. Począwszy od nieprzychylnych mu więźniów, poprzez jego psychikę, a kończąc na naczelniku wykorzystującym jego zdolności i wykształcenie.
On jednak, mimo iż sprawia wrażenie posłusznego i nieszkodliwego, szykuje plan doskonały, aż w końcu wdraża go w życie ze znakomitym skutkiem. Nie był w stanie pogodzić się ze spędzeniem reszty życia w celi, zwłaszcza że był niewinny. 

Zupełnie inna sytuacja miała się z Redem, który popełnił przestępstwo najgorsze z możliwych. On jednak, w przeciwieństwie do Andy'ego widział siebie tylko w więzieniu, bowiem aklimatyzacja w świecie zewnętrznym po tak długim pobycie w zamknięciu, nie mogła przebiec pomyślnie. Zapewne gdyby nie Dufresne, Red skończyłby tak jak Brooks Hatlen, popełniając samobójstwo. Andy pomógł mu, bo wiedział, że jest to dobry człowiek żałujący swojej winy i którego nie należy skreślać. Red zresztą, jako jedyny z więźniów, dobrze zrozumiał co dokładnie stary kierownik biblioteki czuł wychodząc, po całym życiu spędzonym w więzieniu, na wolność.

Widz ma szansę obejrzeć świetny duet aktorów - Tim Robbins jako niezapomniany Andy Dufresne oraz Morgan Freeman jako Red. Pozostała reszta obsady, na czele z Bobem Guntonem (jako naczelnik Samuel Norton) zasługuje również na słowa pochwały. Świetna muzyka Thomasa Newmana, podkreślająca dramaturgię i emocje w kilku scenach. Jest dobrze dopasowana i na pewno można ją uznać za jedną z wielu zalet filmu, który praktycznie pozbawiony jest słabych punktów.

Frank Darabont wygrał, przedstawiając inaczej postać Reda, niż ma to miejsce w książce Stephena Kinga o tym samym tytule co film. Coś bowiem we Freemanie jest, że sprawiał wrażenie człowieka idealnie pasującego do tej roli - i tak samo z Robbinsem. Wyraźnie wkomponowali się w te role, czyniąc postacie Reda i Andy'ego bardzo atrakcyjnymi, wyrazistymi, ale momentami nieodgadnionymi. To wszystko dodaje filmowi dodatkowych atutów w postaci bezbłędnie wykreowanych głównych postaci. Oczywiste jest przecież, że lepiej ogląda się film, w którym aktorzy robią wszystko, aby dopasować się idealnie do roli im nadanej.

Pozycja absolutnie obligatoryjna dla wszystkich kinomanów, bo o coś bardziej wzruszającego i przepełnionego emocjami po prostu trudno, szczególnie dzisiaj, gdy większość filmów to super produkcje robione za ogromne pieniądze. Chyba że Stephen King napisze następną (po "Skazanych na Shawshank" i "Zielonej Mili") genialną do zekranizowania powieść. Na pewno go na to stać. No i oczywiście Frank Darabont zajmie się jej reżyserowaniem, bo chyba inaczej sobie tego nie sposób wyobrazić.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (100 głosów).
Grzegorz88
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie