Recenzja filmu Płoty (2016)
Denzel Washington

Skok przez płot

"Fences" opowiada prostą jak drut historię pewnej biednej rodziny w latach pięćdziesiątych. Jest subtelny, kameralny i bez tonów łez, ale nie ma w sobie siły przekazu takiej jak genialny ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Płoty (2016)
"Fences" opowiada prostą jak drut historię pewnej biednej rodziny w latach pięćdziesiątych. Jest subtelny, kameralny i bez tonów łez, ale nie ma w sobie siły przekazu takiej jak genialny "Manchester by the sea", czy naturalnego uroku przysłaniającego prostotę scenariusza jak "Moonlight".

Dlatego powiem prosto z mostu - "Fences" to film średni. Całość jest raczej dość szablonowa i stosuje ze znanych klisz - biedni czarnoskórzy, ojciec dręczący syna, zdradzanie małżonki i wiele innych. To nie pozwala nam być zadowolonym z fabuły, a obraz należy raczej do tych "do obejrzenia i zapomnienia". Muszę też napomnieć o fakcie, że film zbyt wiernie adaptuje swój pierwowzór (sztukę teatralną). Nie wszystko, co nadaje się do pokazania na scenie nadaje się do pokazania przed kamerą. Największym chyba błędem popełnionym przez twórców było uśmiercenie jednego z najważniejszych bohaterów poza ekranem co czyni dzieło Denzela Washingtona nieco niespójnym.

photo.title

Do połowy produkcję otoczono swoistym klimatem, a realia, w których film się dzieje przedstawiono bardzo wiarygodnie. Początkowo widz jest oswajany z otoczeniem i powoli poznaje naszych bohaterów. Są oni w większości dobrze zarysowani. Najbardziej wyróżnia się Viola Davis i uważam, że Oscar dla niej jest w pełni zasłużony.Wszystkie emocje, a zwłaszcza te skrajne - smutek i wściekłość oddaje koncertowo. Niewiele gorzej prezentuje się Denzel Washington w roli złego męża i beznadziejnego ojca. Niestety jego bohater nie do końca mnie przekonał. Część wypowiadanych przez niego dialogów brzmi beznadziejnie - zwłaszcza, gdy w scenie wyznawania żonie swej zdrady nagle zaczyna gadać o baseballu. Również jego psychiczna przemiana w drugiej połowie wydaje się być sztuczna i zdrowo przerysowana.

Aktorzy drugoplanowi nie trzymają równego poziomu. O ile więc sympatyczny Bono w wykonaniu Stephena Hendersona to świetny bohater, o tyle Williamson zagrał beznadziejnie - jego bohater był przerysowany do granic możliwości i zwyczajnie sztuczny. Russell Hornsby poszedł w drugą stronę - nie wyraża prawie żadnych emocji, wypada więc blado w porównaniu z chociażby Washingtonem. Całkiem nieźle poradził sobie natomiast Jovan Adepo. Mimo braku aktorskiego doświadczenia w pełni zrozumiał odgrywaną przez siebie postać, a jego mimika twarzy całkowicie pasuje do tego bohatera.

photo.title

Kto szuka oryginalnej opowieści o trudach życia i wzruszającego dramatu z przekonującymi bohaterami, może po seansie poczuć spory niedosyt. Wiele scen donikąd nie prowadzi, część dialogów kompletnie nie pasuje do konwencji, a całość przypomina miejscami bardziej teatr telewizji, aniżeli film kinowy. Jeżeli jednak do pełni szczęścia wystarcza komuś doskonały aktorski duet Davis i Washington to seans zakończy on w pełni zadowolony.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (43 głosy).
piotral_2
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni