Recenzja filmu Malowany welon (2006)
John Curran

Spłowiałe emocje

Osiemdziesiąt lat temu W. Somerset Maugham napisał powieść "Malowany welon". Już dziesięć lat później książka została przeniesiona na duży ekran za sprawą polskiego reżysera Ryszarda ...
Filmweb sp. z o.o.
Osiemdziesiąt lat temu W. Somerset Maugham napisał powieść "Malowany welon". Już dziesięć lat później książka została przeniesiona na duży ekran za sprawą polskiego reżysera Ryszarda Bolesławskiego, w której główną rolę zagrała Greta Garbo. Była to przeciętna adaptacja przeciętnego melodramatu, którą tylko obecność Garbo obroniła przed całkowitą porażką. Po latach z książką zmierzyli się John Curran, Naomi Watts i Edward Norton z tym samym rozczarowującym rezultatem.

Bohaterką "Malowanego welonu" jest egocentryczna Kitty, która lubi się bawić, lecz za grosz nie ma poczucia odpowiedzialności. Jakimś cudem po uszy zakochuje się w niej Walter Fane. Zapewne dlatego, że jest jedyną kobietą, którą widział, gdyż całe życie spędza w laboratorium w Szanghaju na badaniu bakterii. Kiedy Walter niespodziewanie się jej oświadcza, Kitty, choć wcale go nie kocha, przyjmuje oświadczyny. Jest to dla niej okazja uwolnienia się od krytykanckiej matki.

Cóż jednak może począć atrakcyjna kobieta w domu naukowca, z którym poza przysięgą małżeńską nic jej nie łączy? Oczywiście wdać się w romans z kimś żywszym i ciekawszym. Niestety Walterowi może i brakuje ogłady towarzyskiej, nie jest jednak idiotą i szybko orientuje się, że Kitty przyprawia mu rogi. Stawia ją w sytuacji bez wyjścia: albo wyjedzie z nim w odludny rejon Chin, gdzie panuje cholera, albo też rozwiedzie się z nią, wywołując skandal. Kitty decyduje się na wyjazd.

Pozbawiona pokus Kitty ma w końcu szansę spojrzeć na swoje życie i na Waltera. Czy tego chcą czy nie, zaczynają się poznawać. Wraz z wiedzą, niepostrzeżenie rodzi się uczucie, tym razem prawdziwe i obustronne. Za te zaskakujące chwile szczęścia przyjdzie im słono zapłacić.

Brzmi to jak opowiastka z Harlequina, nieprawdaż? I taka rzeczywiście jest: łzawo, sztampowo i przewidywalnie do bólu. Pochwała miłości dojrzałej, świadomej jest wielce chwalebnym przedsięwzięciem, jednak autorowi literackiego pierwowzoru nie starczyło sił, by rzeczywiście rozprawić się z wszechobecnym mitem Romea i Julii. Taki materiał wymaga niezwykle sprawnego reżysera, który będzie wiedział, jak przezwyciężyć niedociągnięcia i naiwność historii miłosnej.

Niestety Curran jest tylko dobrym wyrobnikiem, który zrobił poprawną adaptację pozbawioną jednak ikry i pasji. Zabrakło również aktorki z prawdziwą ekranową charyzmą. Do tak efemerycznej roli potrzebna jest bowiem prawdziwa gwiazda, jaką 70 lat temu była Garbo. Tylko wtedy postać Kitty może nabrać rumieńców. Naomi Watts gra dobrze, lecz jest za mało wyrazistą osobą, by nie polec pod tak trudną rolą. Nie pomaga również obecność Nortona. Curran przydzielił mu równorzędną z Watts pozycję, co okazało się strategicznym błędem, ponieważ jeszcze bardziej rozwodniło i tak bladziutką postać głównej bohaterki.

Tam gdzie padają pod naporem literackiego bzdetu reżyser i aktorzy, zwyciężają inni. Przede wszystkim kompozytor Alexandre Desplat, który stworzył cudownie kojącą, szokująco uwodzicielską i fascynująco hipnotyczną ścieżkę dźwiękową. Całkiem słusznie Desplat otrzymał za nią Złotego Globa. Piękne są również zdjęcia. Wysmakowane, sterylnie estetyczne, zachwycają kompozycją oraz grą światła i cienia. Nie jestem pewien, czy dobrze to robi filmowi jako całości, jednak same w sobie zasługują w pełni na pochwałę.

Trzecia ekranizacja "Malowanego welonu" nie zrobiła nic, by zmienić moją opinię o książce Maughama. Może i warto przerobić ją na telenowelę, lecz dla aktorów kalibru Watts i Norton jest jedynie niepotrzebnym trwonieniem sił i talentu.

Co do DVD, to fanatyków kina domowego może zniechęcić format obrazu polskiego wydania, które zostało "przycięte" do 1.78:1. W wersji kinowej format obrazu wynosił 2.35:1. Dla zwykłych zjadaczy chleba zmiana ta jest jednak bez większego znaczenia, a niektórym wręcz może się spodobać fakt, że ich panoramiczne telewizory są w pełni wypełnione obrazem.

Ścieżka dźwiękowa, zarówno oryginalna jak i z polskim lektorem, została przygotowana w standardzie Dolby Digital 5.1. Dodatków niestety niezbyt wiele: wypowiedzi twórców, notki filmograficzne i zwiastuny filmowe. Zanim jednak ktoś zacznie marudzić na to ubóstwo, śpieszę powiadomić, że to i tak więcej niż otrzymali Amerykanie - ich wydanie jest całkowicie dodatków pozbawione.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 15% uznało tę recenzję za pomocną (201 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie