Recenzja filmu Infiltracja (2006)
Martin Scorsese

Specjalista od arcydzieł powraca!

Niewątpliwie najlepsze filmy Martin Scorsese nakręcił przy współpracy z Robertem De Niro. Tymczasem, zrealizowana bez udziału ulubieńca reżysera, "Infiltracja" zwiastuje powrót Scorsese do ...
Filmweb sp. z o.o.
Niewątpliwie najlepsze filmy Martin Scorsese nakręcił przy współpracy z Robertem De Niro. Tymczasem, zrealizowana bez udziału ulubieńca reżysera, "Infiltracja" zwiastuje powrót Scorsese do naprawdę świetnej formy. Nie jest to kolejna wysokobudżetowa produkcja mająca na celu podlizanie się Akademii Filmowej, lecz film zrealizowany z myślą o wymagającym widzu, który oczekuje inteligentnej rozrywki, a "Infiltracja" taką porcję dobrej zabawy potrafi zapewnić. Realizując "Infiltrację",  Scorsese tchnął w gatunek kina akcji trochę życia i chwała mu za to! Nie jest to również pierwszy remake w jego karierze. Nakręcony w 1991 roku "Przylądek strachu" - powtórka klasyka z 1962 - był jednym z największych sukcesów kasowych w dorobku reżysera, nic więc dziwnego, iż ponownie zdecydował się nakręcić coś od nowa.

Początkowe sceny, za sprawą szybkiego montażu, wprowadzają spory chaos do opowiadanej historii, tak więc dopiero po jakimś czasie widz porządkuje sobie wszystko w całość. Grany przez Leonardo DiCaprio Billy Costigan to świeżo upieczony gliniarz, który zmuszony jest wniknąć w struktury mafii, by rozpracować do cna i doprowadzić do schwytania jej bossa - Franka Costello (Jack Nicholson). Cała operacja jest supertajna i wie o niej tylko dwóch zwierzchników Costigana granych przez Martina Sheena i Marka Wahlberga. Z kolei nasz drugi bohater - Colin Sullivan (Matt Damon) - na polecenie Costello wstąpił do szkoły policyjnej, aby następnie sabotować jej akcje i informować o wszystkim swojego prawdziwego szefa. Po pewnym czasie obie strony orientują się, że mają w najbliższym otoczeniu kreta; tak więc DiCaprio próbuje wytropić Damona, a ten nie pozostaje mu dłużny.

Ale oprócz starcia głównych bohaterów czeka nas pojedynek aktorskich indywidualności, z którego zwycięsko wychodzą... aktorzy drugiego planu, w szczególności Jack Nicholson i Mark Wahlberg. Ale po kolei... Leonardo DiCaprio stanął na wysokości zadania i swoją rolą w "Infiltracji" dał jeden z najlepszych popisów w karierze. Wcielając się w postać tajniaka rozpracowującego świat przestępczy, swoją grą przypomina momentami Johnny'ego Deppa w "Donnie Brasco". Wyczuwa się w nim wrażliwość, wątpliwości, frustrację, gniew czy wreszcie strach przed zdemaskowaniem. Co prawda podobnych emocji nie wzbudza Matt Damon, ale być może to tylko moje odczucie, gdyż niezależnie od tego, czy oglądam go w roli pozytywnego bohatera ("Tożsamość Bourne'a", "Ocean's 11"), czy też "negatywa" ("Infiltracja"), to jest on tak samo niezdarny i nijaki. Aktorski pojedynek wygrywa tutaj DiCaprio, ale i tak przegrywa w konfrontacji z Jackiem Nicholsonem, który zagrał diabelsko dobrze (dosłownie i w przenośni), gdyż przemycił do roli Costello sporo swych starych trików, tak więc bardzo często - ku uciesze widzów - obecny jest na jego twarzy demoniczny rys obłędu rodem z "Lśnienia", czy też "Wilka". Ale tylko czasem, gdyż z jednej strony bohater Nicholsona nie ma żadnych skrupułów i żadnych ludzkich odruchów, a z drugiej przypomina nieco stukniętego psychiatrę ze swojej słabszej komedii "Dwóch gniewnych ludzi" - postać w równym stopniu zabawą, co groźną. A wszystkich i tak przyćmiewa zaskakująco dobry Mark Wahlberg, który wciela się w rolę aroganckiego, pewnego siebie sierżanta o bardzo ciętym dowcipie (dialogi aż kipią od one-linerów). W filmie pojawia się on, co prawda, w niewielu scenach, ale gdy tylko jest obecny na ekranie, wówczas cała uwaga widza zostaje skierowana na niego. Na pochwałę zasługują również Martin SheenAlec Baldwin i młoda aktorka Vera Farmiga grająca jedyną istotną rolę kobiecą łączącą naszego bohatera pozytywnego i złoczyńcę w ciekawie rozegranym wątku.

W "Infiltracji" cieszą oko również pewne charakterystyczne elementy stylu  Scorsese, powracające w wielu jego filmach, takie jak: ukazywanie "ciemnej strony" amerykańskich realiów (z tą musi się stykać bohater grany przez Leo, gdyż niebezpieczna praca wymaga od niego przebywania w mrocznych i niebezpiecznych zaułkach), czy też dosadne przedstawianie scen przemocy, a tej nie brakuje - zwłaszcza w końcowych sekwencjach. Z kolei brutalna scena, w której  DiCaprio rozprawia się z dwoma gangsterami, "demolując" jednemu z nich twarz wieszakiem, nasuwa skojarzenia z "Taksówkarzem", w którym Travis grany przez Roberta De Niro daje krwawy wycisk bandzie sutenerów.

Martin Scorsese zawsze realizował dzieła z wielką dbałością o szczegóły. Co prawda "Infiltracja" nie jest filmem idealnym (na co jednak wskazywać mają przyznane nagrody), ale ma niezłe tempo, sporo napięcia i mocne teksty, a jako całość stanowi zgrabne połączenie akcji, dramatu, a nawet pewnej dawki humoru. Również dobrze dobrana muzyka płynnie wprowadza w klimat. Zdecydowanie najlepszy film Scorsese bez udziału Robert De Niro!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 45% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Bruce84
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie