Recenzja filmu Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki (2017)
Ben Brand

Spokojnie, to tylko internet

Diagnoza stawiana przez reżysera w "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki" nie jest szczególnie odkrywcza. Brand opowiada historię bohaterów, posiłkując się kliszami tak stereotypowymi, ...
Filmweb sp. z o.o.
Amerykański polityk, którego kariera legła w gruzach, kiedy ujawniono, że wysyłał zdjęcia swojego członka różnym kobietom. Grupa nastolatków oskarżona o pobicie po opublikowaniu filmiku rejestrującego to, jak biją niewinną osobę. Piłkarze pewnego południowoamerykańskiego klubu wyrzuceni z zespołu po tym, jak do sieci trafiło nagranie, na którym widać, jak w żartach udają, że uprawiają ze sobą seks pod prysznicem. Amerykański raper ścigany przez urząd podatkowy po tym, jak ogłosił bankructwo, a w sieci publikował zdjęcia, na których szasta kasą. Za każdym razem, kiedy w przestrzeni publicznej pojawią się podobne informacje, jak echo powtarzane jest jedno pytanie: Dlaczego ci ludzie to nagrali i upublicznili? Pytanie to zadaje również Ben Brand w swoim pełnometrażowym debiucie "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki".

Inspiracją dla jego filmu było prawdziwe wydarzenie, do którego doszło w 2010 roku. To wtedy w sieci pojawiło się nagranie wideo, na którym młoda dziewczyna wrzuca do rzeki żywe szczeniaki. Reakcja internautów była łatwa do przewidzenia. Na forach i portalach społecznościowych zawrzało. Sam tytuł filmu to treść jednego z komentarzy. I to bardzo łagodnego. Skoro reakcje były do przewidzenia, to dlaczego ktoś w ogóle zdecydował się, by najpierw nagrać wideo, a potem jeszcze pokazać go całemu światu? Odpowiedź Branda jest banalnie prosta: bo nikt nie myśli o konsekwencjach, w końcu to tylko internet.

Autorem filmiku jest 15-letni Remco (świetna rola Nino den Brave'a). Wśród licznych biznesów prowadzonych przez jego ojca, jest też handel rasowymi szczeniakami. Dostaje je w ilościach hurtowych i sprzedaje za grube pieniądze. Jeśli jednak trafią mu się młode, które są chore, zamiast je leczyć, po prostu je likwiduje. W tym procederze pomagają mu Remco oraz jego młodsza o dwa lata siostra Lizzy. I to właśnie ją chłopak nagrał, jak pozbywała się chorych zwierząt.

Remco jest typowym dzieckiem swojej epoki. Może ma w sobie potencjał do rozpoznawania dobra i zła, ale nie został on u niego wykształcony. Chłopak działa więc, nie myśląc o konsekwencjach. Pod wpływem impulsu decyduje się przekłuć sobie uszy i nie zawraca sobie głowy dbaniem o to, by nie wdała się infekcja. Razem z kumplami zajada leki, jakby to były M&Msy, bo to fajna rozrywka. Wideo z siostrą wrzucił z nadzieją na dużą oglądalność. Dla niego liczy się chwytanie chwili obecnej. Bez względu na to, co będzie dalej.
Brand nie demonizuje bohatera. Jego zachowanie uważa za normalne. Jest w końcu młody, musi się wyszaleć. Problem widzi w samym internecie, który blokuje możliwość nauki odpowiedzialności. Sieć jest kolebką niedojrzałości, karmi się ekstremalnymi popędami, potrzebą natychmiastowej gratyfikacji. Dlatego też Holender nie widzi różnicy między postępowaniem Remco a reakcją internautów na opublikowany przez niego klip. Są w swoich zachowaniach równie bezmyślni i ekstremalni. Działają pod wpływem chwili, wzajemnie nakręcają się, przekraczając kolejne granice ekstremalności. I jak Remco, w swoim postępowaniu nie widzą nic nadzwyczajnego. W końcu to tylko internet, nawet jeśli konsekwencje mają miejsce w realnym świecie.

Diagnoza stawiana przez reżysera w "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki" nie jest szczególnie odkrywcza. Brand opowiada historię bohaterów, posiłkując się kliszami tak stereotypowymi, że miejscami trudno uwierzyć, iż film opiera się na faktach. Za dużo tu oczywistych rozwiązań, jak nieobecna matka (która nie żyje), nieprzewidywalny ojciec (który bywa brutalem) i destrukcyjne wpływy grupy rówieśniczej. Jednak jeśli nawet bohaterowie są wycięci z popularnego szablonu, to Brand okazał się na tyle umiejętnym twórcą, że jego opowieść wciąga. Reżyser ma też smykałkę do prowadzenia aktorów. Widać to szczególnie po odtwórcy głównej roli. Młodziutki Nino den Brave mógłby swoją grą zawstydzić niejednego doświadczonego aktora. Chłopak jest wyrazisty, ale nie popada w skrajność. Umiejętnie lawiruje w strefie szarości, przez co jego bohatera nie można łatwo zaszufladkować, a przyspieszony kurs odpowiedzialności wypada sugestywnie i wiarygodnie. Dzięki niemu film nabiera osobistego charakteru, a wtórność konstrukcji fabularnej przestaje być problemem. Sprawia też, że "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki" angażuje emocjonalnie i stanowi idealny pretekst do dyskusji na temat wpływu internetu na rozwój psychiczny jednostki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły