Recenzja filmu Niewidzialny chłopiec (2014)
Gabriele Salvatores
Maria Brzostyńska

Superbohater z kompleksami

W czerpaniu satysfakcji z seansu "Niewidzialnego..." niespecjalnie przeszkadza fakt, że na polskich ekranach oglądamy go ponad trzy lata po światowej premierze. Upływ czasu udaje się zamaskować ...
Filmweb sp. z o.o.
Twórcy "Niewidzialnego chłopca" – wzorem tytułowego bohatera – spróbowali dokonać niemożliwego. Reżyser Gabriele Salvatores i spółka stworzyli dzieło obliczone na to, by spodobało się zarówno entuzjastom braci Grimm, jak i fanom uniwersum Marvela. Nawet jeśli ambitny cel udało się zrealizować tylko do pewnego stopnia, włoski film ostatecznie i tak wydaje się godny uwagi.


W czerpaniu satysfakcji z seansu "Niewidzialnego…" niespecjalnie przeszkadza fakt, że na polskich ekranach oglądamy go ponad trzy lata po światowej premierze. Upływ czasu udaje się zamaskować głównie za sprawą charakteryzującego twórców wyczucia filmowej formy. W "Niewidzialnym…" od pierwszych scen przykuwa uwagę świetnie sfotografowane miasto Triest oraz wpadający w ucho soundtrack, z nieśmiertelnym "Clintem Eastwoodem" w wykonaniu Gorillaz na czele. Realizacyjna staranność przestaje zaskakiwać, gdy tylko spojrzymy na listę płac. Za produkcję "Niewidzialnego…" odpowiada firma Indigo Film, stojąca choćby za sukcesem słynnego "Wielkiego piękna". Wspomniany już Salvatores to fachowiec pełną gębą i autor nagrodzonego Oscarem "Mediterraneo". Jakby tego było, wśród pojawiających się na ekranie aktorów znajdziemy między innymi, znaną w Europie i za oceanem, Valerię Golino.

Grana przez gwiazdę "Cichego chaosu" i "Hot Shots" charyzmatyczna policjantka odgrywa w fabule rolę drugoplanową. W "Niewidzialnym…" liczy się przede wszystkim postać jej syna – nastolatka o wyglądzie pogrążonego w lekkiej depresji cherubina. Michelego poznajemy jako przeciętniaka zmagającego się na naszych oczach z typowymi problemami wieku dojrzewania. Chłopak niespecjalnie dogaduje się z matką, jest narażony na zaczepki szkolnych osiłków, a pomiędzy lekcjami wzdycha bez skutku do uroczej koleżanki. Wszystko zmienia się za sprawą, zasygnalizowanego już w tytule, zwrotu akcji. Obecny w najbardziej klasycznych baśniach motyw niewidzialności zostaje ograny w "Niewidzialnym…" z dużym wdziękiem. Twórcy przekonująco przedstawiają zwłaszcza początkową satysfakcję Michelego, który robi użytek z niespodziewanego daru i postępuje w sposób, na jaki nigdy nie odważyłby się w innych okolicznościach. 

photo.title   photo.title   photo.title

Wzrost pewności siebie ma jednak także ciemną stronę i prowadzi bohatera do egoizmu stającego się ostatecznie źródłem jego kompromitacji. Dokonana pod wpływem tego doświadczenia przemiana Michelego wybrzmiewa mocno dydaktycznie, ale można zrzucić to na karb przyjętej konwencji. Dużo trudniej pogodzić się za to z decyzją Salvatoresa, by mniej więcej w połowie filmu gwałtownie zerwać z jego przyjemnie staroświecką estetyką i zastąpić ją teledyskowym efekciarstwem. Pal licho, że zaplanowane przez reżysera  zwroty akcji okazują się zbyt dynamiczne. Gorzej, że część z nich wypada po prostu absurdalnie. Nie chcąc wchodzić w szczegóły, zdradzę tylko, że na głównych czarnych charakterów namaszczono tu grupę demonicznych Rosjan, którzy wyglądają jak przeszczepieni z jakiejś zimnowojennej propagandówki.

Najbardziej szkoda jednak, że kosztem fabularnego rozmachu na drugi plan osuwają się wątki dotyczące osobistego życia Michelego i jego skomplikowanych relacji rodzinno-uczuciowych. Mimo wszystko, na tle mizernej oferty polskich dystrybutorów dla widzów w wieku 9-12 lat, "Niewidzialny…" i tak wyróżnia się całkiem korzystnie. Jeśli zatem sami należycie do grupy docelowej lub rozważacie wyjście do kina z dzieckiem bądź młodszym rodzeństwem, do poniższej oceny śmiało możecie dorzucić jedną gwiazdkę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły