Recenzja gry Stardew Valley (2016)
Eric Barone

Symulator dobrego życia

Jak często powtarzamy sobie oklepane hasełko: "A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?". W normalnym życiu rzadko kiedy zrealizowanie takiego planu jest proste, ale za pomocą naszego ...
Filmweb sp. z o.o.
Jak często powtarzamy sobie oklepane hasełko: "A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?". W normalnym życiu rzadko kiedy zrealizowanie takiego planu jest proste, ale za pomocą naszego alter ego możemy go ziścić: rzucić pracę w korporacji i ruszyć do sennego Stardew Valley. Tam nie zderzymy się z "brifami", "asapami", "dedlajnami". Czekać na nas będzie jednak ciężka praca – ale bez obaw, da nam dużo satysfakcji.


"Stardew Valley" jest duchowym spadkobiercą farmerskich tytułów pokroju "Harvest Moon". Trafiamy na prowincję, do zapuszczonej i nadszarpniętej zębem czasu farmy naszego dziadka, a głównym zadaniem, jakie przed nami stoi, jest przywrócenie blasku porzuconemu miejscu.

Startujemy praktycznie od zera. Oczyszczamy skrawek ziemi, przygotowujemy grządki, sadzimy pierwsze nasiona. Potem musimy dbać o sadzonki, codziennie je podlewając. No i czekać. Tutaj nic nie dzieje się szybko. Ale to nie znaczy, że nie mamy nic do roboty. Na początku zajmujemy się porządkowaniem przyległego do domu obszaru: ścinamy drzewa, pozbywamy się chwastów, kilofem rozbijamy zalegające kamienie. Z drewna (bądź kamienia) kładziemy ścieżki, stawiamy ogrodzenia. Jeśli mamy wolną chwilę, możemy skoczyć nad jezioro lub morze i połowić ryby. W pobliżu znajduje się też stara kopalnia, która staje się dla nas źródłem surowców. Po kilku tygodniach i rozszerzeniu upraw okazuje się, że zarządzanie czasem staje się kluczem do sukcesu. Trzeba też bacznie zwracać uwagę na poziom energii naszego protegowanego. Każda czynność uszczupla lekko jego siły witalne, które możemy zregenerować snem lub jedzeniem.


Z czasem nasza farma zaczyna być coraz bardziej absorbująca. Pobudka o szóstej rano, dojenie krów, zbieranie jajek. Potem musimy nastawić maszyny do przetwórstwa (np. z jajek można robić majonez, a z mleka sery) i popodlewać grządki. Po takim maratonie nie ma jednak czasu, aby w cieniu gruszy podziwiać baranki utworzone z chmur. Na przetopienie czekają przecież zebrane surowce, warto skoczyć też do pobliskiej wioski, żeby zrobić zakupy bądź zamówić coś u kowala.

W "Stardew Valley" szybko popadamy w rutynę. Wbrew pozorom to jednak nic złego. Nawet wręcz odwrotnie – gra pozwala nam odetchnąć, wyhamować. Nie walczymy tutaj z nikim (wyjątkiem są "przeszkadzajki" w kopalni), nie ratujemy świata. Mamy za to możliwość wniknąć w lokalną społeczność. Na początku jesteśmy oczywiście wielką atrakcją, jednak z czasem stajemy się po prostu kolejnym mieszkańcem okolicy. Z każdą napotkaną osobą możemy chwilę porozmawiać, a także raz na jakiś czas wykonać drobną przysługę. Jeśli tylko mamy taką ochotę, możemy zacząć zaprzyjaźniać się z autochtonami. To proces wymagający przebicia się przez początkową nieufność, zapewniam jednak, że warto. Każdy mieszkaniec ma swój własny charakter i przeszłość. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w Stardew Valley znaleźć też miłość i założyć rodzinę.


To, co daje największą satysfakcję w "Stardew Valley", to możliwość obserwowania, jak dzięki naszej pracy rozrasta się farma. Zaczynając ze skrawkiem obrobionej ziemi, sukcesywnie zwiększamy areał upraw. Wydobyte surowce możemy przeznaczać na ulepszanie naszego sprzętu – konewka będzie mogła za jednym zamachem podlać więcej pól, siekierą szybciej zetniemy drzewo, a kilofem poradzimy sobie z wielkimi głazami. Wyprodukowanie nawadniaczy zdejmie z nas obowiązek codziennego podlewania, ale szybko okaże się, że na to miejsce wskoczą inne obowiązki. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.


Pierwotnie "Stardew Valley" wyszło na komputery osobiste, jednak sukcesywnie twórca przenosi swoje dzieło na kolejne platformy. Urokami wiejskiego życia mogą się cieszyć właściciele Xboksów i Playstation 4, a ostatnio także posiadacze Nintendo Switch. I jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że to najlepsza maszynka dla tej produkcji.

Pikselartowa grafika świetnie prezentuje się na mniejszym ekranie konsolki, a możliwość zabrania "Stardew Valley" wszędzie ze sobą szybko staje się przyczynkiem do uzależnienia. Sterowanie zostało całkiem dobrze przemyślane i po chwili przyzwyczajenia jest bardzo intuicyjne i wystarczająco precyzyjne. Jedynym mankamentem względem wersji komputerowej jest dość długi czas ładowania pomiędzy kolejnymi dniami.


Osobiście obawiałem się, że po wielu godzinach spędzonych przy pecetowej edycji "Stardew Valley" nie będzie mi się chciało zaczynać wszystkiego od zera. Teraz mogę uderzyć się w pierś i wykrzyknąć: Jak bardzo się myliłem! W grę wsiąkłem prawie od pierwszych minut i dosłownie każdą chwilę poświęcam na pielęgnowanie grządek. Snuję też plany rozbudowy. Cztery wesołe kurki hasają po farmie w towarzystwie szczęśliwych krów, a ja już myślę o tym, aby poszerzyć swój inwentarz o owce. Z niecierpliwością wyczekuję też kolejnej zimy, gdy będę mógł bardziej poświęcić się pracy w kopalni, dzięki czemu na wiosnę przygotuję więcej urządzeń wspomagających mój codzienny trud. Jeśli Wy też odczuwacie zmęczenie codziennym ratowaniem świata i mordowaniem kolejnych hord wrogów, to posłuchajcie mojej rady: rzućcie wszystko i wyjedźcie do Stardew Valley.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Paweł Kozierkiewicz
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna