Recenzja serialu Zagubieni (2004)
Daniel Attias
Jack Bender

Ta wyspa oszukuje!

Jeśli wyspa będzie cię potrzebować, znajdzie cię! Być może będziesz mógł nawet się z nią komunikować. Nie pozwoli ci umrzeć albo wręcz przeciwnie - będzie chciała, byś został jej ofiarą. To ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Zagubieni (2004)
Jeśli wyspa będzie cię potrzebować, znajdzie cię! Być może będziesz mógł nawet się z nią komunikować. Nie pozwoli ci umrzeć albo wręcz przeciwnie - będzie chciała, byś został jej ofiarą. To miejsce jest bardziej tajemnicze, niż sobie wyobrażasz.

Nieliczni, którzy nie zapoznali się jeszcze z fabułą "Zagubionych", powinni to jak najszybciej nadrobić. Oceanic 815 w czasie lotu z Australii do Stanów rozbija się, a dla 48 osób domem na najbliższe dni staje się bezludna wyspa. Rozbitkowie mieszkają w szałasach i prowizorycznych chatkach zbudowanych ze szczątków samolotu, a także odżywiają się tym, co na wyspie najlepsze: owocami, dziczyzną i rybami. Na samym już początku pochowali wiele osób, ale do końca serialu zginie jeszcze więcej. Twórców nic nie powstrzymuje przed uśmiercaniem kolejnych bohaterów, co dodaje smaku całej historii. Nie wiemy, kto będzie następny, a kto ocaleje.

Fantastycznym rozwiązaniem, by lepiej poznać rozbitków, są retrospekcje, które jednak nie są pokazywane chronologicznie. Dowiadujemy się z nich o relacjach bohaterów z bliskimi, o ich błędach i zasługach. Na wyspie każdy rozpoczął nowe życie, ale wszystkie działania motywowane są przeszłością. Nie jest to typowe przedstawienie działań i umiejętności, to zagłębienie się w psychikę postaci idealnie odzwierciedlające, jak każda czynność potrafi wpłynąć na człowieka. Mając do dyspozycji samolot pełny ludzi z różnych zakątków świata, twórcy postarali się i przedstawili bardzo różnorodne bagaże doświadczeń. Od zniewolonej koreańskiej żony, przez lekarza obarczonego sławą ojca alkoholika, uzależnionego rockmana, samotnego rodzica, Irakijczyka specjalizującego się w torturach, oszusta, byłej policjantki, księdza, zbiegłego więźnia, zwycięzcy na loterii, czy kochającego się rodzeństwa.

Dla większego urozmaicenia wyspa okazuje się zamieszkała, a tubylców poznajemy pod nazwami "Tamci", "Inni", "Oni". Niektórzy mają ważne i tajemnicze zadania do wykonania i robią wszystko, by nikt im nie przeszkodził. Rozbitkowie, których celem jest wydostanie się z wyspy, mają bardzo utrudnione zadanie. Ocalenie przybliża się i oddala jak fale oceanu, na który są skazani. Na wyspie jest też człowiek, który zawsze ma plan. Również wobec przybyszy, bo w tym miejscu nic nie jest przypadkowe.

Zebranie tak dużej liczby aktorów do odegrania tych szalenie odmiennych głównych charakterów z pewnością było wyzwaniem. I, o dziwo, wszyscy zostali idealnie wpasowani, dzięki czemu łatwo uwierzyć ich bohaterom. Szalonemu Johnowi Lockowi  (Terry O'Quinn), skrywającej prawdę o sobie pięknej Kate Austen (Evangeline Lilly), ukrywającemu swoje prawdziwe emocje Sawyerowi (Josh Holloway), sympatycznemu i przyjaznemu Hurleyowi (Jorge Garcia), odpowiedzialnemu za grupę doktorowi Jackowi Shephardowi (Matthew Fox), a także Benowi (Michael Emerson) i wielu, wielu innym, bo każdy był tu doskonały. Dowodem tego są liczne nominacje i nagrody.

Muzyka, choć nieróżnorodna, jest bardzo klimatyczna i na długo zostaje w pamięci. Myślę, że można nazwać ją jedną z lepszych oryginalnych serialowych ścieżek dźwiękowych. Bardzo pomaga w wejściu w atmosferę i ogólnym odbiorze serii. Michael Giacchino został słusznie doceniony za swoją pracę nagrodą i dwiema nominacjami do Emmy.

Przygodowy thriller akcji? Melodramat science fiction? Twórcy nie dają nam przyzwyczaić się do jednego gatunku, co raz "atakują" nas nowymi rozwiązaniami fabularnymi. Jest to ogromna zaleta, ponieważ 6 sezonowy serial nie może się znudzić. Jednak w pewnym momencie zaczyna irytować brak zakończenia, gdy istnieje już wiele zmiennych, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej.

Choć "Zagubionych" tworzyła bardzo duża grupa ludzi, każdy doskonale wywiązał się ze swojego zadania. Twórcy serialu (Jeffrey Lieber, J.J. Abrams,Damon Lindelof) i pomysłodawcy w jedynym (dodatkowo Javier Grillo-Marxuach) wymyślili coś godnego uwagi i zapamiętania. W dodatku serial, kręcony na hawajskiej wyspie, ma ciekawe i ładnie prezentujące się ujęcia, a także dynamiczny montaż często przenoszący nas od bohatera do bohatera oraz w czasie i miejscu.

Oprócz fragmentów przeszłości bohaterów i elementów wiedzy na temat wyspy układanych przez nas jak puzzle oraz twarzy Michaela Emersona przewijającej się przez cały serial jest coś jeszcze co kojarzy mi się i łączy "Zagubionych" z "Piłą". W obu produkcjach ludzie stawiani są przed trudnymi wyborami i muszą wartościować swoją rodzinę i przyjaciół. Wielokrotnie pada pytanie, do czego są zdolni, by kogoś ocalić i co mogą poświęcić dla innych. A często jest to bardzo wysoka cena.

Spędziłam nad serialem wiele godzin i żadnej minuty nie uważam za straconą. Mimo nieprawdopodobnych rozwiązań mogę zaliczyć go do moich ulubionych. "Zagubieni" to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli amerykańskich seriali. Trzyma bardzo wysoki poziom od początku do końca.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (192 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie