Recenzja filmu Pracownik miesiąca (2006)
Greg Coolidge

Towar z Tesco

No pain, no fun. Co w tym konkretnym przypadku oznacza, że aby przetrwać półtorej godziny seansu, nie mówiąc już o wykrzesaniu z siebie choćby cienia uśmiechu, należałoby się wcześniej poddać ...
Filmweb sp. z o.o.
No pain, no fun. Co w tym konkretnym przypadku oznacza, że aby przetrwać półtorej godziny seansu, nie mówiąc już o wykrzesaniu z siebie choćby cienia uśmiechu, należałoby się wcześniej poddać lobotomii.

Przepis na sukces, czyli szałową komedię według debiutującego w roli reżysera Grega Coolidge'a wygląda tak: bierzemy popularnego komika (Dane Cook), dodajemy mu gwiazdeczkę pop, znaną z tak spektakularnych i wiele mówiących hitów jak "Sweet kisses", czy "I Wanna Love You Forever" i każemy udawać, że robią w tesco, czy innej biedronce, tyle, że w amerykańskiej wersji exclusiv. I to by było na tyle, jeśli chodzi o inwencję twórczą.

Szkoda, bo sama fabuła - rywalizacja pracowników hipermarketu o tytuł pracownika miesiąca - kryje w sobie niezgorszy satyryczny potencjał. Ale oczywiście jak się bardzo chce, nawet samograja można zarżnąć, co tutaj ochoczo uczyniono, topiąc go w nieznośnej pulpie głupawych gagów, dosłowności i ckliwości.

I tak oto zamiast farsy o korporacji mamy pasztet o poczciwym Zacku i zblazowanym Vince plus przecukrzony wątek miłosny. Vince jest ambitny ambicją kasjera i po raz siedemnasty z rzędu pragnie sięgnąć po tytuł pracownika miesiąca, Zack jest wyluzowany i ma za sobą załogę oraz przeszłość. Nowa kasjerka Jessica jest długonogą i długowłosą blondyną i jak głosi plotka, sypia tylko z najlepszymi. Zack i Vince stają więc w szranki wśród sklepowych półek, żeby zgarnąć samochód - nagrodę dla pracownika miesiąca - i dziewczę. Co będzie dalej pisać nie muszę, bo doprawdy nie trzeba Einsteina, żeby rozgryźć intryżkę. Mdłe, ugrzecznione i przewidywalne do bólu kości.

W amerykańskich, niegrzeszących finezją komediach infantylizm jest rzeczą zwyczajną, lecz tu prezentuje się w swojej najbardziej rozpasanej i bezwstydnej wersji. Prostackim żartom, przy których fekalne dowcipasy uwodzą wyrafinowaniem, wtórują puenty i morały dla przedszkolaków. Film przekonuje na przykład, że liczy się przede wszystkim przyjaźń, a najważniejsze to być sobą, wtedy kariera, pieniądze i popularność przyjdą same. Takich wplecionych w supermarketową wersję american dream i serwowanych z grubej rury mądrości jest zresztą więcej. Ostrze humoru tępi się z minuty na minutę odsłaniając grube nici, jakimi szyte są przyciężkie skecze. Akcja rozgrywa się w ogromnych przestrzeniach supermarketu, który sprawia wrażenie ludzkiego kosmosu w skali mikro i to chyba jedyny plus tego filmu, niestety, również nie do końca wykorzystany.

Reasumując, "Pracownik..." nie dość, że obraża przeciętną inteligencję, to jeszcze zwyczajnie przynudza. Ale mam pomysł dla dystrybutora - warto twórczo wykorzystać doświadczenia sprzed prawie pół wieku i dać widzom uciechę w postaci gratyfikacji za uczestnictwo w spektaklu, na przykład można po projekcji rozdawać kupony do Geanta najbardziej wytrwałym, którzy a) nie wyjdą przed końcem, b) nie zasną c) nie zwrócą. Biletu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 27% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)