Recenzja filmu Morgan (2016)
Luke Scott

Trzymaj to w zamknięciu

Czego mogliśmy się spodziewać po obejrzeniu zwiastuna filmu? Trzymającej w napięciu historii z dreszczem emocji. Albo wciągającej, ale inspirującej opowieści o tym, czym kończy się tworzenie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Morgan (2016)
Czego mogliśmy się spodziewać po obejrzeniu zwiastuna filmu? Trzymającej w napięciu historii z dreszczem emocji. Albo wciągającej, ale inspirującej opowieści o tym, czym kończy się tworzenie życia przez ludzi wbrew naturze. Niektórych z nas skusiło nazwisko Scott - reżysera Luke'a Scotta i jego ojca, tutaj w roli producenta, ale Ridley'a Scotta nie musimy chyba nikomu przedstawiać. Znany jest z między innymi takich dzieł jak kultowy "Obcy - ósmy pasażer Nostromo" czy przełomowy "Gladiator". Oglądając, możemy jednak odnieść wrażenie, że poza pewnymi elementami, znanymi nam z filmów Ridleya Scotta, jak chociażby silna postać kobieca - tutaj doktor Lee Weathers - film nie ma nam nic ciekawego do zaoferowania, poza dziewięćdziesięcioma minutami znośnej rozrywki. Luke Scott nie tylko nie przerósł ojca, ale pod żadnym względem mu nie dorównał.

Akcja filmu rozpoczyna się od "incydentu" który ma miejsce w placówce badawczej z udziałem najnowszego wynalazku naukowców - Morgan, inteligentnej, przypominającej człowieka istoty. Po tym, jak nagle zaatakowała jedną ze swoich opiekunek, Morgan jest trzymana w zamknięciu, a doktor Lee jest jedną z osób, które mają zdecydować, czy należy kontynuować projekt, który powołał ją do życia.

Fabuła filmu, mimo niewielu zaskoczeń i nagłych zwrotów akcji, poprowadzona jest składnie. Muzyka Maxa Richtera dodaje scenom napięcia i podsyca atmosferę. Łatwo możemy zauważyć, że w filmie nie brakuje scen walki, które jednak są nakręcone w taki sposób, że czasem widzowie mają problemy z połapaniem się, kto obrywa, a kto, kogo bije.

"Morgan" ogląda się bez większych zgrzytów aż do momentu rozwiązania fabuły. Choć nie jest ono źle pomyślane, nie zawiera w sobie elementu zaskoczenia. Twórcy bowiem podają nam je na tacy chyba dwadzieścia razy podczas trwania akcji, co sprawia, że nawet najbardziej niedomyślni na koniec już wiedzą, co usłyszą.

Najlepszym, kulminacyjnym momentem filmu jest scena rozmowy Morgan z psychiatrą. Po raz kolejny uwydatnia się w niej jeden z głównych atutów filmu -  scenariusz Setha Owena. Jednak nawet ta sekwencja, mimo wyczuwalnego napięcia, ma w sobie cechę całego dzieła - jest przewidywalna, co nieco podcina jej skrzydła.

Historia o laboratoryjnej istocie nosi w sobie duży potencjał. Czym grozi to, że ludzie stają się "stwórcami" wbrew prawom natury? Kim jest taki "człowiek" jak Morgan i co może czuć? W filmie Luke'a Scotta nie znajdujemy odpowiedzi na te pytania, bo wyraźnie nie one są dla jego wizji najważniejsze. Co więc jest? Nie otrzymujemy dawki prawdziwych emocji i wrażeń po wyjściu z sali, ani nie gonimy wzrokiem i umysłem zawrotnej fabuły, pełnej zwrotów akcji. Muszę więc przyznać, że na pierwszy plan nie wybija się nic, co mogłoby podnieść choć trochę rangę filmu. Nie ma ani jednego elementu, który mógłby przykuć naszą uwagę na dłużej i zapaść nam w pamięć.

Ze strony wizualnej film też wypada słabo. Poza paroma malowniczymi ujęciami w plenerach nie zobaczymy ani ciekawej scenografii, ani powalającej charakteryzacji, ani zaskakujących ujęć. Forma, tak samo jak i treść filmu, niczym nie wybija się ponad przeciętność.

Podsumowując – "Morgan" nie jest udanym eksperymentem twórców. Być może jednak, po dopracowaniu pewnych cech, za parę lat będziemy mogli obejrzeć szybką, pełną napięcia historię autorstwa Luke'a Scotta w lepszym wydaniu i mieć satysfakcję po powrocie do domu z seansu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
_MrNobody
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)