Recenzja filmu Senność (2008)
Magdalena Piekorz

Uśpione emocje

Co urzekło kinową publiczność w tym niezwykle literackim filmie? Może przez szelest papieru usłyszeli autentyczne emocje.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Senność (2008)
Czekano na porażkę drugiego filmu Magdaleny Piekorz, czy się doczekano? Na ostatnim festiwalu w Gdyni "Senność" została schlastana przez krytyków, równocześnie będąc najdłużej oklaskiwanym filmem imprezy. Co urzekło kinową publiczność w tym niezwykle literackim filmie? Może przez szelest papieru usłyszeli autentyczne emocje.

Piekorz postanowiła przemienić słabość w siłę. Nakręciła film o kryzysie i jego wielorakich odmianach: twórczej, miłosnej, generalnie życiowej. Piekorz opowiada o egzystencjalnej senności na przykładzie trzech równoległych wątków. Młody lekarz z prowincji odkrywa swój homoseksualizm, zakochując się w drobnym złodziejaszku. Cierpiąca na narkolepsję (mimowolne zapadanie w letarg) aktorka (Małgorzata Kożuchowska) zmaga się z wizją zdrady męża biznesmena ( jak zwykle nadekspresyjny Michał Żebrowski). Krakowski pisarz (Krzysztof Zawadzki, dyżurny romantyk polskiego kina) od lat nie może napisać nowej książki, twórczy wysiłek udaremnia żona histeryczka oraz obskurancki teść, lokalny polityk w typie radiomaryjnej samoobrony. Dochodzi do tego jeszcze  pewien "nieistotny detal" zdrowotny.

Piekorz porwała się na tę Altmanowską konstrukcję i trzeba jej oddać, że formalnie film jest bez zarzutu. Każda z trzech historii przedstawiona jest w odmiennej stylistyce: od brutalnego weryzmu (wątek lekarza), przez quasi teatralne studium wzajemnej obcości "w pięknych dekoracjach" (zdradzana aktorka), po tragiczno-groteskowe ujęcie dramatu niespełnionego artysty. Każdy detal jest tu przemyślany, każda opowieść znajduje różny estetyczny ekwiwalent (świetne zdjęcia Marcina Koszałki). Reżyserka grubą kreską nakreśla granice między wypaleniem głównych bohaterów, a światem w, jakim przyszło im żyć. Ten jest tylko umowną dekoracją, zlepkiem stereotypowych wyobrażeń (ułańskie szabelki, tradycjonalizm prowincji). Zarzuca się Piekorz operowanie szablonami, a jednak to gest świadomy. Próbą stworzenia mentalnej granicy między intymnym światem bohaterów, a rzeczywistością będącą dla nich li tylko opresyjną konwencją.

Sztuczność jest zamierzona. W tym, być może przesadnie, przemyślanym świecie, w tej zbyt dopieszczonej konstrukcji tli się prawdziwa emocja. Osobność bohaterów, ich emocjonalna ospałość staje się udziałem widza. W ich egzaltowanych, często teatralnych gestach odkrywamy coś sobie bliskiego. Próbując wyrwać się z jednej życiowej konwencji, zaraz popadamy w inną. Tragedia staje się melodramatem, groteska przechodzi w autentyczny dramat. Piekorz zarzucono, że jej film ociera się o telenowelę. Ale czy w realnym życiu nie żyjemy czasem właśnie według jej reguł?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (99 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)