Recenzja filmu Czerwony pająk (2015)
Marcin Koszałka

Ukryte pragnienia

Koszałka bierze się za bary z thrillerem, ale nie daje się zepchnąć do defensywy. Łamie zasady, odrzuca schematy i opowiada po swojemu. W "Czerwonym pająku"źródłem napięcia nie są konfrontacje ...
Filmweb sp. z o.o.
W znakomitym fabularnym debiucie Marcin Koszałka opowiada o namiętności zbrodni. Nie psychologizuje, nie stawia pytań o naturę, pochodzenie i celowość zła, ale beznamiętnie je portretuje. W "Czerwonym pająku" zbrodnia nie ma wymiaru moralnego ani estetycznego. Koszałka nie zmusza bohatera do wyborów między dobrem i złem, ani też nie upaja się ekranową przemocą. Akt zabijania jest u niego źródłem upojenia, drogą do spełnienia, głęboko skrytą namiętnością.  

Koszałka bierze się za bary z thrillerem, ale nie daje się zepchnąć do defensywy. Łamie zasady, odrzuca schematy i opowiada po swojemu. W "Czerwonym pająku" źródłem napięcia nie są konfrontacje bohaterów ze światem zewnętrznym, ale ich własne, wewnętrzne wybory. Jak daleko można się posunąć, by zaspokoić ciekawość? Gdzie przebiega granica między fantazją a rzeczywistością? Na ile można otworzyć się na zło? 

photo.title

U Koszałki wszystkie te pytania wybrzmiewają bardzo wyraźnie, choć nigdy nie zostają zadane wprost. Reżyser "Istnienia" opowiada historię seryjnego zabójcy i zafascynowanego nim młodego chłopaka językiem psychologicznego dramatu, a nie policyjnego thrillera. Nie ma w jego filmie żadnych pojedynków śledczego i zbrodniarza, żadnych pościgów ani zbierania dowodów, które prowadziłyby po nitce do kłębka. Koszałkę nie interesuje sensacja ani kryminalistyka, ale opowieść o tłumionych żądzach, które znajdują zaspokojenie w akcji zabijania. 

W "Czerwonym pająku" rysuje portrety ludzi przyduszonych przez własne kompleksy, stłamszonych przez najbliższych i przez otaczający świat. Na marginesie (bardzo znaczącym marginesie) kreśli obraz Krakowa lat 60. jako miejsca oddychającego trującymi miazmatami. Zamiast pocztówkowych obrazków z Wawelem, sukiennicami, hejnałem i Lajkonikiem hasającym po płycie Rynku Głównego, otrzymujemy portret gnijącego, zmurszałego miasta. Jego niebo spowijają zazwyczaj ołowiane chmury, mury kamienic skąpane są w szarościach, a filmową scenerię stanowią głównie ciemne korytarze, fabryczne zaułki i zagrzybione piwnice.

 "Czerwony pająk" imponuje estetyczną konsekwencją, precyzją opowiadania i znakomitym aktorstwem. Bo w debiutanckiej fabule Koszałki próżno szukać jednego obsadowego pudła. Filip Pławiak, którego zagraniczni recenzenci porównywali do młodego Ryana Goslinga, w sposób niezwykle dojrzały rysuje portret zafascynowanego zbrodnią chłopaka. Ani przez chwilę nie szarżuje, nie napina się, ale spokojnie cieniuje swą postać. Także pozostali aktorzy stają na wysokości zadania – Adam Woronowicz ukryty za grubymi szkiełkami okularów kreśli obraz seryjnego zabójcy z sąsiedztwa, a Małgorzata Foremniak i Marek Kalita rysują dopełniające się portrety toksycznych rodziców. Jeśli dodamy do tego świetne epizody Doroty Landowskiej, Andrzeja Konopki i Przemysława Bluszcza, otrzymamy imponującą próbkę rodzimego aktorstwa. I dowód na to, że Koszałka potrafi wydobyć z aktorów to, co w nich najlepsze.
  
photo.title

Jeśli cokolwiek zarzucić można jego filmowi, to dramaturgiczną słabość ostatniej sekwencji filmu. Koszałka poświęca bowiem dramaturgię dla osobliwie rozumianej pedagogiki. Zamiast podążać za głównym bohaterem, opowiada o otaczającym go świecie, w którym żądza uznania i sławy jest jedną z cywilizacyjnych chorób. W filmie tak subtelnym, odważnym i pełnym niedopowiedzeń tego typu diagnozy okazują się banalne i zupełnie niepotrzebne.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (160 głosów).
Bartosz Staszczyszyn
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)