Recenzja filmu Winchester. Dom duchów (2018)
Michael Spierig
Peter Spierig

Uwierz w duchy

"Winchester" to sprawnie zrealizowany gotycki horror, w którym fani gatunku dostrzegą inspirację takimi choćby klasykami jak "13 duchów", "Zagłada domu Usherów" czy "Szósty zmysł" (odłóżcie ...
Filmweb sp. z o.o.
Amerykańscy krytycy obeszli się z tym filmem równie czule co Bolo Yeung z kręgami szyjnymi swoich ekranowych adwersarzy. Nie bardzo rozumiem, skąd w recenzjach tyle jadu. Owszem, stojący za kamerą bracia Spierig nie mają ambicji, by odkrywać nowe horyzonty kina grozy. Owszem, sporo w ich dziele klisz i wyświechtanych tricków. "Winchester" to jednak wciąż sprawnie zrealizowany gotycki horror, w którym fani gatunku dostrzegą inspirację takimi choćby klasykami, jak "13 duchów", "Zagłada domu Usherów" czy "Szósty zmysł" (odłóżcie widły, zgaście pochodnie, porównanie do utworu Shyamalana nie jest spoilerem). W dodatku główną rolę gra tu Helen Mirren – aktorka zdolna uszlachetnić swoją ekranową obecnością nawet produkcje z Nicolasem Cage'em i Vinem Dieselem. A to nie byle jaki wyczyn.


Scenarzystów filmu zainspirowała autentyczna historia Sary Winchester. Tak, z tych Winchesterów, znanych na całym świecie producentów broni palnej. Spadkobierczyni wielomilionowej fortuny pod koniec XIX wieku rozpoczęła trwającą 38 lat budowę gigantycznej posiadłości w San Jose. Siedmiopiętrowe gmaszysko wyglądało niczym wytwór fantazji pijanego architekta. W środku znajdowały się setki pokoi, korytarze przypominały labirynt, zaś pracujące bez chwili odpoczynku ekipy robotników co rusz wyburzały i dostawiały kolejne pomieszczenia. W filmie Spierigów do domostwa pani Winchester przybywa doktor Eric Price (Jason Clarke), który na zlecenie udziałowców firmy ma sprawdzić, czy szefowa nie postradała zmysłów. Ekscentryczna wdowa twierdzi bowiem, iż nawiedzają ją duchy ludzi zabitych z tytułowej broni.

Sarah i Eric to dwie nieźle napisane oraz zagrane postaci. Ona reprezentuje czucie i wiarę. On – szkiełko i oko. Ona interesuje się spirytualizmem, on woli spirytus. Ona nosi się, jakby całe dnie spędzała na pogrzebach. On to narkoman i dziwkarz. W przeszłości oboje przeżyli tragedie, z którymi mimo upływu czasu nie zdołali sobie poradzić. Dla każdego z nich wydarzenia w Winchesterze okażą się formą terapii. Spierigowie szybko wykładają karty na stół. Zamiast wzbudzać w widzu wątpliwości, czy upiorne wizje nie są aby wytworem napędzanej używkami wyobraźni Price'a, twórcy puszczają w ruch karuzelę strachu. Schody trzeszczą, świece gasną, upiory wyskakują niczym diabeł z pudełka, a opętane dziecko snuje ponure przepowiednie głosem palacza z wieloletnim stażem. Stylowo sfotografowana wiktoriańska posiadłość wyrasta tu na oddzielnego bohatera opowieści – wydaje się żywym organizmem pełniącym jednocześnie funkcję pensjonatu, więzienia i przychodni dla udręczonych dusz.


Przez większość seansu reżyserskiemu duetowi udaje się wzorcowo utrzymać napięcie. Duża w tym zasługa pionu technicznego: makijaż zjaw nie wygląda tandetnie, montaż nie przyprawia o epilepsję, a scenografia i kostiumy idealnie współgrają z nastrojem historii z dreszczykiem. Rozczarowuje jedynie finał, w którym nad emocjami zaczynają górować średnio udane efekty CGI. Poza tym pobyt w filmowej rezydencji upłynął bez większych zgrzytów. Gdyby "Winchester" był hotelem, bracia Spierig mogliby zawiesić nad wejściem trzy gwiazdki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry