Recenzja filmu Wiedźma wojny (2012)
Kim Nguyen

Van Damme nawołuje do przemocy

Na ekranie w pewnym momencie pojawia się twarz Jean Claude'a van Damme'a nawołująca rzecz jasna do przemocy.
Filmweb sp. z o.o.
"War Witch" to historia dwunastoletniej afrykańskiej dziewczynki, która zostaje porwana przez grupę partyzantów. W trakcie ataku na jej wioskę giną praktycznie wszyscy. Komona jest zmuszona zamordować własnych rodziców. Zabójstwo bliskich to rodzaj chrztu bojowego. W ten sposób dziewczynka staje się jedną z wojowniczek.

Porwane przez partyzantów dzieci uczą się życia w dżungli. Każde z nich dostaje karabin, który ma być odtąd ich matką i ojcem. Komona, podobnie jak wszyscy nowi rekruci, bierze udział w akcjach zbrojnych przeciwko żołnierzom. W trakcie jednej z nich widzi duchy, które ostrzegają ją przed niebezpieczeństwem. Od tego momentu zostaje "wojenną czarownicą" przywódcy. Jej obecność na "polu bitwy" ma gwarantować spokój.

Film Nguyena to kolejny obraz pokazywany na berlińskim festiwalu, w którym konflikt zbrojny (tym razem reżyser odwołuje się do wojny domowej w Kongo) jest tylko tłem historii pojedynczej ofiary. Komona w trakcie partyzanckiego epizodu zakochuje się w jednym z partyzantów, który jest czarownikiem. Młodzi w końcu biorą ślub i próbują zacząć żyć na nowo. Niestety, wojna jak to wojna nie pozwala na powrót do normalności.

"War Witch" miał być portretem niewinnej, straumatyzowanej dziewczynki. Koniec końców przypomina absurdalne wspomnienie przeszłości (historia Nguyena to wizualizowany list matki do dziecka), w którym wojna zostaje ograniczona jedynie do tragicznego epizodu. Szansą na wyjście z traumy jest tylko i wyłącznie wiara, że kiedyś wszystko będzie dobrze...

Najbardziej banalnym wyjaśnieniem, w jaki sposób działają partyzanci, jak przystosowują dziecięcych rekrutów do nowych zadań, jest filmik instruktażowy. Na ekranie w pewnym momencie pojawia się twarz Jean Claude'a van Damme'a nawołująca rzecz jasna do przemocy. Poza tym liczy się magia i odrobina terroru...

Komona od pewnego momentu widzi duchy rodziców – czarnoskórych ludzi pomalowanych na biało, którzy proszą o pochówek. Nie ma wątpliwości, że dziewczynka znajdzie ukojenie dopiero, kiedy spełni ich prośbę. Koniec naiwnej "bajeczki" jest oczywiście szczęśliwy. W końcu na świat przychodzi "mały człowiek", a jak to w bajkach bywa: nadzieją jest zawsze świetlana przyszłość.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 7% uznało tę recenzję za pomocną (178 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)