Recenzja filmu Powiernik królowej (2017)
Stephen Frears

W fajnej służbie Jej Królewskiej Mości

Wielka polityka i małe tęsknoty. Rozliczenie z kolonialną przeszłością Królestwa oraz słodko-gorzka opowieść o mankamentach życia na świeczniku. Zderzenie dwóch światów i refleksja (jakże ...
Filmweb sp. z o.o.
Nim Harrison Ford ruszy w pogoń za replikantami w "Blade Runner 2049", a Mark Hamill odzyska miecz świetlny w "Ostatnim Jedi", widzowie będą świadkami jeszcze jednego ważnego powrotu do roli po latach. Dwie dekady od premiery "Jej wysokości pani Brown" Judi Dench ponownie złoży audiencję w kinach jako królowa Wiktoria. Gdy brytyjska gwiazda po raz pierwszy przywdziała przed kamerą koronę imperium, do jej kieszeni wpadły m.in. nominacja do Oscara, Złoty Glob oraz BAFTA. Nic nie wskazuje na to, by i tym razem szacowne gremia miały przeoczyć występ legendy. Zwłaszcza że za kamerą "Powiernika królowej" stanął Stephen Frears, którego każda współpraca z Dench kończyła się dotąd wizytą na gali Akademii. W 2006 i 2014 roku złota statuetka przeszła aktorce obok nosa. Do trzech razy sztuka?

"Panią Brown" oraz "Powiernika" łączą nie tylko główna bohaterka oraz wcielająca się w nią gwiazda. Oba filmy opowiadają również podobną słodko-gorzką historię: oto monarchini nawiązuje bliską relację z człowiekiem z gminu, czym bulwersuje otoczenie. W dziele Johna Maddena chodziło o szkockiego służącego, który pomógł Wiktorii otrząsnąć się po śmierci męża. W rozgrywającym się blisko ćwierć wieku później komediodramacie Frearsa królowa obdarza względami przybysza z Indii. Abdul Karim (Ali Fazal) zjawia się na brytyjskim dworze, aby z okazji jubileuszu wręczyć władczyni podarek od swojego narodu. Sympatyczny młodzieniec ma spędzić w Europie zaledwie kilka dni. Zostaje na ponad dekadę. Wiktoria czyni go swoim "Munshi" – duchowym przewodnikiem oraz najbardziej zaufaną osobą. Jak można się domyślić, świta władczyni nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Czyżby niedołężniejąca królowa do reszty zbzikowała? A może na stare lata dała się podejść i uległa wdziękom smagłego przystojniaka? Zaniepokojone utratą wpływów towarzystwo na czele z następcą tronu, księciem Albertem, rozpoczyna wojnę podjazdową z Abdulem.

Wielka polityka i małe tęsknoty. Rozliczenie z kolonialną przeszłością Królestwa oraz słodko-gorzka opowieść o mankamentach życia na świeczniku. Zderzenie dwóch kultur i refleksja (jakże aktualna!) nad stosunkiem zachodniej Europy do świata islamu. Frears do spółki ze scenarzystą Lee Hallem ("Billy Elliot") wrzuca do jednego garnka sporo pomysłów. Choć nie wszystkie udało im się wyważyć w idealnych proporcjach, film nie rozczaruje raczej fanów talentu reżysera. "Powiernik królowej" wypada najlepiej, gdy drwi sobie z nadętej dworskiej etykiety, a także zagląda za parawan mitu o Wiktorii, której panowanie uważa się za złoty okres imperium brytyjskiego. Przedstawiając arystokratyczny mikroświat, Frears jest w swoim żywiole. Raz rozbraja ironicznym humorem, kiedy indziej zaskakuje celną obserwacją obyczajową.  Gorzej idzie mu ze sportretowaniem relacji między monarchinią a jej nie-całkiem-kryształowym sekretarzem. Początkowo komitywa bohaterów ma w sobie coś z relacji matki i syna, uczennicy i mistrza. W pewnym momencie można jednak odnieść wrażenie, że obrastający w piórka Abdul zostaje zepchnięty na bok, stając się niemalże marionetką w rozgrywce Wiktorii z dworem. W efekcie - wbrew tytułowi - przestaje być równorzędnym ekranowym partnerem dla królowej. Nie on jeden. Zawód sprawia cały drugi plan – mimo zaangażowania paru świetnych aktorów (w tym Michaela Gambona i Olivii Williams) poboczne postacie wydają się bez wyjątku jednowymiarowe i przerysowane.

Podobnego zarzutu nie można na szczęście postawić głównej bohaterce. Wiktoria tylko na początku wydaje się pociągnięta za grubą kreską. Jest gburowata, ledwie się porusza, a apetyt ma taki, jakby za młodu wpadła do magicznego kociołka. Przy bliższym poznaniu odsłania jednak drugie oblicze – samotnej, odizolowanej od świata kobiety, która łaknie wiedzy i przygód. Dench wypada cudownie zwłaszcza w scenach, gdy jej podupadająca na zdrowiu bohaterka na nowo odnajduje w sobie władczość i królewski majestat. Aktorka kolejny raz potwierdza wtedy, że wciąż jest koronnym klejnotem brytyjskiej kinematografii. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły