Recenzja filmu Wpuszczony w kanał (2006)
Artur Kaczmarski
David Bowers

Warto być spłukanym

Gdyby ktoś jeszcze dziesięć lat temu poinformowałby świat, że zamierza nakręcić film animowany przeznaczony dla młodszych widzów o szczurze spłukanym w toalecie do kanałowego miasta pełnego ...
Filmweb sp. z o.o.
Gdyby ktoś jeszcze dziesięć lat temu poinformowałby świat, że zamierza nakręcić film animowany przeznaczony dla młodszych widzów o szczurze spłukanym w toalecie do kanałowego miasta pełnego gryzoństwa i gotowego na wszystko żabstwa, ludzie by się popukali w czoło. -Totalna głupota - powiedziano by - Toć to może naruszyć psychikę dziecięcą wrażliwą na wszelkie okropności, o ile nie zostaną podane one w odpowiedni sposób.
To były czasy, gdy dopiero co powstało pixarowe "Toy Story", gdy szczytem postmodernizmu w filmie dziecięcym była lekka aluzja do intymnej sfery życia człowieka lub przeniesienia współczesnej kultury masowej do mitologicznej Grecji. Czasy jednak nieco się zmieniły, ulubieńcem dzieci stał się puszczający gazy w bagnie ogr, zaś dorosłym zupełnie nie przeszkadzało nagromadzenie śmierci i zniszczenia w animowanych "Iniemamocnych". Obecnie kreskówka o wspomnianej wcześniej tematyce nikogo nie zadziwia ani nie szokuje. Może natomiast dostarczyć dużo zabawy.

Szczurek imieniem Roddy żyje sobie spokojnie w domku na przedmieściach Londynu jako domowy pupilek, gdy jego sielską żizń przerywa pojawienie się intruza - grubego, obleśnego szczurzyska, który przedstawia się mu jako Sid. Roddy'emu nie podoba się taka odmiana sytuacji i próbuje podstępem spuścić przybysza w muszli klozetowej. Ten jednak nie jest w ciemię bity i sam spuszcza głównego bohatera w rury ściekowe, z których prosta droga prowadzi do kanałów. Na miejscu okazuje się, iż pod Londynem znajduje się wielkie megalopolis zamieszkiwany przez szczurstwo, myszstwo, płazstwo i ślimactwo wszelkich rodzajów. Szczura przeraża nowa sytuacja i postanawia za wszelką cenę wydostać się na powierzchnię. Nie będzie to jednak łatwe, tym bardziej że jak na złość ładuje się w ropuszaną aferę mającą na celu pozbycie się z kanałów wszelkich gryzoni.

Fabuła jest - mimo pewnych zmian w twórczości dziecięcej - niezbyt typowa, co jest już na samym początku dużym plusem. Postacie są ciekawe, również nieco inne od zwykle występujących w tego typu produkcjach. Tutaj muszę pochwalić twórców za to, że nie uczynili jednym z głównych wątków wątku miłosnego, który - co ważne - jest jeno subtelnie zarysowany i nie przeradza się w płomienne deklaracje na temat uczuć głównych bohaterów, ani tym bardziej nie prowadzi do takich przejawów miłości jak pocałunki. Między parą bohaterów czuć chemię, ale poza jednym spojrzeniem (swoją drogą parodiującym tego typu sceny z innych filmów) i - być może - wpływem na ostateczną decyzję Roddy'ego, nie prowadzi do niczego innego. Co jak co, ale takie wyłamywanie się ze stereotypów, nawet w produkcji dziecięcej i dziejącej się wśród zwierząt, zasługuje na uznanie.

Poza lekko zarysowanym wątkiem miłosnym mamy jednak we "Wpuszczonym w kanał" do czynienia przede wszystkim z bardzo dobrym humorem i nienachalnym przesłaniem. Ten pierwszy powinien spodobać się zwłaszcza dorosłym, tym bardziej znającym historyczne stereotypy (jak ten o bohaterskiej francuskiej armii) - na uwagę zasługują przede wszystkim drugoplanowe postacie ślimaków i, oczywiście, żab. Co się zaś tyczy przesłania, jest ono nader aktualne i powinno przemówić dzieciom do rozumu: lepiej jest być altruistą niż egoistą, lepiej żyć w biedzie, ale z bliskimi, niż w luksusach i w samotności. Może i to banały, ale w dzisiejszych czasach muszą być one często przypominane.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).