Recenzja filmu 8 Mila (2002)
Curtis Hanson
Joanna Wizmur

Welcome to Detroit

Niewielu jest piosenkarzy, którzy potrafią dobrze zagrać w filmie. Do tej pory za takiego uważałem jedynie Jareda Leto, który stworzył świetne kreacje w takich filmach jak "Podziemny krąg" i ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 8 Mila (2002)
Niewielu jest piosenkarzy, którzy potrafią dobrze zagrać w filmie. Do tej pory za takiego uważałem jedynie Jareda Leto, który stworzył świetne kreacje w takich filmach jak "Podziemny krąg" i "Requiem dla snu". Teraz do niego dołączy jeszcze Eminem.
 
"8 mila" to film w połowie oparty na życiu jednego z najsłynniejszych raperów świata, Eminema. Ukazuje tydzień z życia młodego białego chłopaka Jimmiego Smitha (Eminem), który właśnie zerwał z dziewczyną i wraca do mieszkającej w przyczepie kempingowej matki. Jimmi posiada talent do rapowania i jest w tym bardzo dobry, ale ciężko jest mu cokolwiek osiągnąć ze względu na jego kolor skóry. Rap to muzyka wymyślona przez czarnych i nie ma tam miejsca dla białych. Jednak Rabbit (pseudonim Jimmiego) nie poddaje się i za wszelką cenę, próbuje osiągnąć coś w  życiu, a że rap to coś, co kocha, wiąże swoją przyszłość właśnie z tą muzyką.
 
Jednym z wielkich plusów filmu jest jego klimat. Może nie jest to gangsterski świat Los Angeles z lat 90., ale muzyka najsłynniejszych raperów w historii doskonale oddaje całą atmosferę obrazu. Widać tu dobrą rękę Curtisa Hansona, dzięki któremu możemy odczuć to wszystko na własnej skórze. Kolejnym atutem filmu jest aktorstwo. Na największe pochwały ode mnie zasługują Eminem, Kim Basinger  jako matka Jimmiego, i Brittany Murphy grająca niezbyt dobrą dziewczynę Rabbita. Rola Kim Basinger  może nie jest tak powalająca jak w "Tajemnicach Los Angeles", ale pokazała Nam, że jest wszechstronną aktorką, szczególnie to widać w scenie, w której wyrzuca swojego syna z domu. Z całej trójki jednak najbardziej  podobała mi się gra Eminema, który mimo iż nie miał żadnego doświadczenia w aktorstwie, to ze swojej roli wywiązał się znakomicie. Być może ma talent, ale może postać, którą grał była mu bardzo bliska. Całą swoją wartość pokazał w scenie końcowej, gdzie walczy na rymy z innymi chłopakami, jest po prostu genialny. Ta scena w całości należała do niego i żaden inny aktor nie byłby w stanie go zastąpić. Za to należą mu się oklaski.

Mimo iż film nie jest obrazem wzruszającym, spodobały mi się dwa przejmujące zdania, które Jimmy wypowiada podczas bitwy na rymy. Pierwsze z nich brzmi mniej więcej tak: „Nie sądźcie mnie, szuje, nie znacie gówna, w jakim żyję”. Często jest tak, że ludzie którym się lepiej powodzi, wyśmiewają biedniejszych, nie wiedząc nawet, jak ciężkie może być życie takiego człowieka. Podobną sytuację mamy w tym filmie. Drugim takim zdaniem jest: „Jestem dumny z tego, że jestem białym śmieciem”. Mimo że Rabbit wiedzie ciężkie życie, nie ma wiele pieniędzy i mieszka z mamą w przyczepie, to ma coś co jest ważniejsze niż pieniądze. Co to jest? Może przyjaciele, matka, szacunek, honor, fakt że się nigdy nie poddaje, walczy o swoje i tak naprawdę nie ma się czego wstydzić, a może wszystko razem.
 
Na zakończenie muszę powiedzieć, że "8 mila" to film nie tylko dla miłośników białego rapera i fanów tej muzyki. Może obraz jest prosty, lecz znajdzie się w nim coś głębszego. Film Curtisa Hansona motywuje nas do działania, abyśmy nie zmarnowali szansy do lepszego życia oraz mówi nam, że najlepiej jest robić to, co się lubi i to, w czym jest się dobrym. Mi "8 mila" bardzo się spodobała i wydaje mi się, że nie spodoba się ona jedynie antyfanom pana Marshalla Mathersa i rapu. Reszcie mogę polecić ten film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (61 głosów).
shady_88
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)