Recenzja filmu Snowpiercer: Arka przyszłości (2013)
Joon-ho Bong

Więzienie na szynach

"Snowpiercer" wchodzi do kin w momencie umożliwiającym równoczesne obejrzenie go na dużym ekranie z "Noem: Wybranym przez Boga". W tym kontekście kluczowym słowem jest pierwszy człon jego ...
Filmweb sp. z o.o.
"Snowpiercer" wchodzi do kin w momencie umożliwiającym równoczesne obejrzenie go na dużym ekranie z "Noem: Wybranym przez Boga". W tym kontekście kluczowym słowem jest pierwszy człon jego podtytułu. "Arka" występuje w obu produkcjach. Słowo to nie znaczy w obu przypadkach tego samego, wręcz odwrotnie. Aronofsky wykorzystuje ją w klasyczny sposób. To schronienie, w którym w spokoju i harmonii mogą przetrwać wszystkie stworzenia. Joon-ho Bong, do spółki z polskimi tłumaczami, przerabiają ją na więzienie bez wyjścia.

Ludzkość przegrała walkę z efektem cieplarnianym. CW 7, rewolucyjne rozwiązanie, które miało go powstrzymać, okazało się ostateczną zgubą. Wskutek jego użycia na Ziemi doszło do ponownego zlodowacenia. Ostatni przedstawiciele naszego gatunku odnaleźli schronienie w superpociągu korporacji Wilford Industries. Pasażerowie nie są jednak równo traktowani. Upchnięci na końcu i traktowani z pogardą przedstawiciele biedoty postanawiają szturmem zdobyć lokomotywę i przedziały najbogatszych. Póki co nikomu nie udało się dotrzeć jednak nawet do połowy składu...


"Snowpiercer" to nie jedyny obraz traktujący w ostatnim czasie o ponownym zlodowaceniu. Wystarczy przypomnieć choćby "Kolonię", której gwiazdą był Laurence Fishburne. Joon-ho Bong osiągnął jednak dużo bardziej wyrazisty efekt końcowy. Nie oznacza to jednak, że wykorzystał do tego nowe środki. Równie dobrze zobrazowany podział na klasy społeczne mogliśmy niedawno oglądać w "Elizjum". Tam również tytułowa stacja kosmiczna była istnym rajem, podczas gdy przeludniona Ziemia miejscem bez żadnych perspektyw na lepsze jutro. W "Arce przyszłości" owym rajem są przedziały znajdujące się tuż za lokomotywą. Ten luksus wyraźnie kontrastuje z wręcz bydlęcymi wagonami przeznaczonymi dla biedoty.

W istocie jednak wszyscy pasażerowie są więźniami w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Z uwagi na panujące na zewnątrz warunki atmosferyczne z tytułowego pociągu nie ma możliwości wysiadki. Będący "naczelnikiem" tego przybytku Ed Harris dogląda wszystkiego niczym Wielki Brat. Obserwując bunt biedoty i jej wędrówkę przez kolejne wagony, przed oczami staje "Cube". Tutaj także całość to niemal żywy organizm, a każdy wagon to wręcz całkowicie odrębny świat, w którym czyhają niebezpieczne pułapki. Jedyna równica jest taka, że ich rolę pełnią tu ludzie, a nie wymyślne śmiercionośne urządzenia. Efekt jest jednak identyczny: wielu członków wyprawy nie ujrzy jej końca.  


Dodatkowego smaczku dodaje obsada. Chris Evans, któremu od pierwszego "Kapitana Ameryki" przylgnął wizerunek nieskazitelnego herosa, tutaj wcale nie jest taki cukierkowy. Ujawnienie pełni swej historii wychodzi jego postaci jeszcze tylko na lepsze. Jemu, jako aktorowi, też powinno. Czasem przylgnięcie pewnej łatki szufladkuje na resztę kariery. Taki kontrast był mu potrzebny. Prócz niego najbardziej w oczy rzucają się postaci drugoplanowe za sprawą Tildy Swinton i Alison Pill. Ta druga mogłaby zostać ministrem propagandy w każdym totalitarnym reżimie. Sam Goebbels by się jej nie powstydził. Ed Harris wypadł tak samo dobrze, jak we wspomnianym już "Elizjum" Jodie Foster. Tak samo zimny, bez współczucia, czyniący wszystko, by zachować panujący stan rzeczy. Nie potrzeba nic więcej, by zapadł w pamięć.

"Snowpiercer" ma w sobie wydźwięk ekologiczny i przede wszystkim społeczny. Do pełni wykorzystania jego potencjału zabrakło momentami tylko całkowitej bezkompromisowości. Gdyby wyeksponować wszystko jak choćby w "300: Początku Imperium" wrażenie zostałoby spotęgowane kilkukrotnie. Jest solidnie, nawet bardzo solidnie. Można było jednak wycisnąć więcej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (68 głosów).
Barcelonismo
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)