Recenzja filmu Niebezpieczne związki (1988)
Stephen Frears

Wielki, wielki film!

Niezwykle efektowna adaptacja słynnej powieści Choderlosa de Laclos. Stephen Frears zanurza się w sieć skomplikowanych intryg salonowych Francji końca XVIII wieku. Cyniczny uwodziciel wicehrabia ...
Filmweb sp. z o.o.
Niezwykle efektowna adaptacja słynnej powieści Choderlosa de Laclos. Stephen Frears zanurza się w sieć skomplikowanych intryg salonowych Francji końca XVIII wieku. Cyniczny uwodziciel wicehrabia de Valmont zakłada się ze swoją byłą kochanką Marquise De Merteuil, że uda mu się usidlić cnotliwą i bogobojną mężatkę, piękną panią de Tourvel. Bezwzględny Valmont, któremu nie oparła się żadna kobieta, za punkt honoru stawia sobie osiągnięcie tego celu. Pani de Tourvel, z uwagi na złą reputację wicehrabiego, początkowo go odrzuca, nie potrafi jednak do końca oprzeć się jego niewątpliwemu urokowi i płomiennym wyznaniom. Do tej pory zręcznie manipulujący ludzkimi uczuciami mężczyzna, po raz pierwszy niespodziewanie sam ulega prawdziwej i szczerej namiętności. Komplikuje tym samym i tak już zawiłą sytuację, w tym swój niejasny związek z markizą.

Dawni kochankowie prowadzą swoje salonowe gry z mistrzowskim wyrafinowaniem. Wikłają w intrygę kolejne ofiary, mając na uwadze jedynie własną satysfakcję i czystą przyjemność, jaką czerpią z zadawania innym bólu. Jest to prosty mechanizm - nie tyle obronny, co zapobiegawczy. On pozwala im wziąć sprawy w swoje ręce, zaplanować swoje życie tak, by nigdy nie być tym krzywdzonym, zawsze być silniejszą stroną. To on nakazuje im wyzbyć się szczerych, spontanicznych uczuć, które mogą doprowadzić ich do stania się ofiarami swoich namiętności. Zastępują je więc wyrachowaniem, fałszywymi pozami i pustymi deklaracjami.

Wicehrabia de Valmont jest oczywiście postacią kluczową. Wbrew pozorom, John Malkovich to wymarzony kandydat do tej roli. Nie jest typem klasycznego amanta. Ba, nawet mu do tego daleko. Ale charakterystyczne rysy twarzy, wyraźnie dostrzegalna w nich dzikość przykuwa uwagę. Zbija z tropu bezczelne, a jednocześnie niesamowicie intensywne spojrzenie. Ogromny ładunek emocjonalny postaci, niewątpliwa charyzma pozwalają sądzić, iż to najlepsze ekranowe potraktowanie tej postaci i jedna z wybitniejszych kreacji Malkovicha.

A markiza de Merteuil - czyli niezrównana Glenn Close? To uosobienie bezsensownego okrucieństwa i zmysłowa kochanka zarazem, która po trupach zmierza do celu. Close, uznana w rolach obłąkanych, niezrównoważonych kobiet, gra wyrafinowaną intrygantkę. Jest przy tym tak wiarygodna, że aż przeraża swoją bezwzględną determinacją czynienia zła. Potrafi się przy tym odpowiednio usprawiedliwić: "Urodziłam się, by zwyciężyć waszą płeć i mścić się za moją". Swój plan realizuje przebiegle pod maską pozorów i nienagannej reputacji, która jest dla niej najcenniejszą wartością.

Bardzo znacząca pod tym względem jest scena mająca charakter wstępu do właściwej historii: widzimy, jak dwoje głównych bohaterów jest przez zastęp służących starannie ubieranych, malowanych. Narzuca się wręcz skojarzenie, iż jest to symboliczna maska, jaką codziennie nakładają, ukrywając w ten sposób prawdziwe, okrutne oblicze.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (89 głosów).
Lady_Snape
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)