Recenzja serialu Detektyw (2014)
Cary Fukunaga
Justin Lin

Witajcie w Luizjanie!

"Detektyw" to ewenement w dzisiejszym świecie seriali. Przede wszystkim to dzieło jednej osoby, Nica Pizzolatto, który napisał scenariusz do każdego odcinka. A odwalił kawał znakomitej roboty. Na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Detektyw (2014)
"Detektyw" to ewenement w dzisiejszym świecie seriali. Przede wszystkim to dzieło jednej osoby, Nica Pizzolatto, który napisał scenariusz do każdego odcinka. A odwalił kawał znakomitej roboty. Na planie jego stałym współpracownikiem był reżyser Cary Fukunaga (bardzo dobra "Ucieczka z piekła"), który nakręcił cały serial, od pierwszego, do ostatniego odcinka. Dotąd nie zdarzało się to zbyt często (przykładowo, nasz rodzimy "Glina" Władysława Pasikowskiego).

Fabuła dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych, pierwsza - w 1995 roku, gdy główni bohaterowie, Rust Cohle (fenomenalny Matthew McConaughey!) i Martin Hart (równie dobry Woody Harrelson), poszukują sprawcy rytualnego mordu Dory Lange w Luizjanie, druga - w 2012 roku, gdy są przesłuchiwani przez dwóch detektywów, Thomasa Papania i Maynarda Gilbougha (odpowiednio: Tory Kittles i Michael Potts), gdzie opowiadają o tamtym śledztwie. Nie brakuje tutaj ponadto zwrotów akcji, mrocznych zagadek i problemów rodzinnych. Cieszy również duży nacisk na psychologię postaci, bowiem poznajemy je z każdym odcinkiem coraz lepiej.

Na tym mogło by się skończyć, a serial byłby jednym z wielu. Ale nie jest tak łatwo. Nic Pizzolatto daje tutaj upust fantazji, wplatając w życie głównych bohaterów mnóstwo mistycyzmu i plątając ich losy niemiłosiernie. Oglądając produkcję, doświadczamy wielu uczuć, od radości, aż po cierpienie. Żyjemy z bohaterami, odczuwamy to, co oni odczuwają, a to zasługa fenomenalnej obsady, która daje tutaj prawdziwy popis. Do końca seansu tak naprawdę nie wiemy, co się stanie. Uświadczymy tutaj stosunkowo niewiele "akcji", ale jak już ją dostajemy (znakomite ponad sześciominutowe zakończenie 4 odcinka), to jest to kawał dobrej roboty, jednak jest to przede wszystkim serial "mówiony", więcej uświadczymy tutaj ciężkich rozmów, czy filozofii, niż typowego kryminału. Koncepcja kręcenia w formie filmu, dała niesamowite skutki, bowiem serial ogląda się jak jeden, długi film.

Na ogromne podziękowania zasłużył także Adam Arkapaw za niesamowite zdjęcia, bardzo możliwe, że dostanie za nie nagrodę i dołoży do zdobytej już Emmy (za klimatyczne zdjęcia do serialu "Tajemnice Laketop"). To, w jaki sposób oddał klimat sennej i nudnej Luizjany, zasługuje na najwyższe uznanie, a w świecie kina mógłby zgarnąć za nie Oscara. Muzyka w serii jest ważna, ale podobnie jak w "Rodzinie Soprano" nie ma określonego kompozytora, tylko ubarwiany jest znakomitymi utworami różnych artystów i zespołów. Jednych może to jednak drażnić, innych natomiast zupełnie nie będzie to obchodzić. Nie gorzej się spisała również pozostała część obsady, zjawiskowa Alexandra Daddario w roli kochanki Harta, piękna Michelle Monaghan, w roli żony Harta, Maggie, czy znakomity Brad Carter w roli Charliego Lange, byłego męża Dory Lange. Ciężko doszukać minusów produkcji. A niezadowolonych z zakończenia odsyłam do wypowiedzi twórcy.

Serial traktuje przede wszystkim o męskiej przyjaźni mimo różnic i problemów. I tak należy go odbierać. Niewiele jest serii, które tak bardzo potrafią wciągnąć od pierwszego odcinka. To kolejny dowód na to, że serial, jako forma sztuki odbiera monopol filmom. I bardzo dobrze! Oglądając, nieraz do głowy przyjdą nam skojarzenia z legendarnym już "Miasteczkiem Twin Peaks" czy  "Lutherem", mrocznym przebojem BBC.

Jeśli postanowicie sięgnąć po tę produkcję, nie zawiedziecie się. Dostaniecie znakomitą fabułę, genialne aktorstwo i wspaniały serial, który po seansie na długo pozostanie w pamięci.


Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (238 głosów).
Animefun666
ocenia ten serial na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)