Recenzja gry Dishonored: Death of the Outsider (2017)
Maciej Kowalski

Wkraczając w pustkę

Trudno wyobrazić sobie świat "Dishonored" bez Outsidera – osobliwej istoty, która jako człowiek dorastała i cierpiała na ulicach Dunwall, a jako bóg stała się fundatorem drugiej najważniejszej ...
Filmweb sp. z o.o.
Trudno wyobrazić sobie świat "Dishonored" bez Outsidera – osobliwej istoty, która jako człowiek dorastała i cierpiała na ulicach Dunwall, a jako bóg stała się fundatorem drugiej najważniejszej energii miasta – czarnej magii. Czarnooki, szczupły jegomość przychodzi do tych, którzy znaleźli się w matni, i obdarza ich mocą, dzięki której mogą odkupić swe winy, uzyskać sprawiedliwość lub... ostatecznie osunąć się w przepaść. Choć nie uchyla się od moralnej oceny, swemu "podopiecznemu" zawsze zostawia wolną rękę w kierowaniu potężną mocą. Fanów serii zelektryzowała wiadomość, że w ostatnim zaplanowanym przez Arkane Studios dodatku ma on zostać zabity, a wykonawczynią wyroku ma być Billie Lurk. Czarnoskóra bohaterka jest obecna w "Dishonored" od początku, choć zawsze na drugim planie – jako świadek zamordowania cesarzowej, jako uczennica królobójcy Dauda i wreszcie nasz sprzymierzeniec we wszystkich misjach w Karnace. Kilka lat po wydarzeniach w "Dishonored 2" powraca, by odnaleźć dawnego mistrza – przebaczenie dawnej zdrady ciąży jej bardziej niż wizja jego zemsty. 


Jako Billie z trawlera "Dreadful Whale" wyruszamy znowu do Karnaki na misję ratunkową. Po dość lakonicznej konfrontacji z Daudem nasza bohaterka decyduje się na ostatnią walkę, która wydaje się prawie niemożliwa do wygrania. Wartość nagrody jednak zdaje się przewyższać spodziewane trudności – Gristol i Imperium Wysp ma na zawsze zostać uwolnione od czarnej magii, która tak wielu zaprowadziła na życiowe manowce. Mimo że Billie nie chce mieć nic wspólnego z Outsiderem, ten przemocą obdarza ją nadprzyrodzonymi zdolnościami, zgodnie ze swoją zasadą, że daje je każdemu, kto ma przed sobą ostatnią walkę. Nawet jeśli w tym przypadku oznacza ona zniszczenie jego samego. Począwszy zatem od drugiej misji, mamy do dyspozycji szybkie przemieszczanie się, trochę podobne do blinka, którego używał Corvo; a także rodzaj widzenia, dzięki któremu możemy przez chwilę podróżować wirtualnie, oznaczając przeciwników i inne ważne cele. Pozostają one widoczne nawet, gdy już wizja zniknie. Nowością jest podszywanie się pod inne osoby, dające akces do pewnym miejsc jak w "Hitmanie". Rytuał "zdejmowania i zakładania twarzy" wyróżnia się interesującą audio-wizualną oprawą, jednak funkcjonalnie sprawia sporo kłopotów – zostawiając nas nierzadko w środku wrogiego terytorium, pośród licznych przeciwników i z dala od korzystnych do ucieczki miejsc. Brak dobrowolnego kontaktu Billie z Outsiderem wyklucza upgrade’owanie zdolności; aby zwiększyć naszą skuteczność, skazani jesteśmy na korzystanie z bonecharmów. Po raz pierwszy znika dylemat między bezkrwawym wykonywaniem misji a drogą po trupach. Brak jednej z konstytutywnych dla "Dishonored" funkcjonalności otwiera drogę do licznych misji pobocznych, na które składają się w przeważającej części płatne zabójstwa. Jedynie podarowane moce zachęcają nas do skradanki, ale ostatecznie, z uwagi na to, że rodzaj przebiegu nie ma żadnych konsekwencji dla historii, o wszystkim decyduje tylko ambicja i samodyscyplina gracza. 


Cudownie znowu znaleźć się w świetnie zaprojektowanym mieście, jakim jest Karnaca – oddychającym śródziemnomorską duchotą i cieszącym oko piękną, nieco nadpsutą zębem czasu i ludzkim zaniedbaniem architekturą. Jednak pokonując kolejne trudności, powoli nabieramy przekonania, że nasze wysiłki to tylko odpryski doskonale pomyślanym misji z "Dishonored 2". Niby design poziomów nadal jest świetny, opowiadanie historii przez drobiazgowo zaprojektowaną przestrzeń dalej zachwyca, ale jednocześnie żadna lokacja nie sprawia wrażenia zupełnie nowej, a żadna misja nie zapada w pamięć na dłużej. Wbrew zapewnieniom deweloperów "Death of Outsider" jest w swej istocie bardziej dodatkiem do drugiej części niż samodzielną grą, osadzoną w tym samym świecie; niezadowalającym tym bardziej, że wierni fani niczego fascynującego się z tej opowieści nie dowiedzą, tak jak z dwóch dodatków do pierwszej części. Twórcy chcieli, aby tytuł był atrakcyjny dla tych, którzy nie znają serii i to chyba się udało – ostatnia odsłona serii, będąca uproszczoną gameplayowo i fabularnie wersją gry ma szansę pozyskać nowych odbiorców i zachęcić ich do poznania poprzednich części na mocy prequela. To tłumaczyłoby, dlaczego fabularny wątek prowadzony jest tak powierzchownie i zbyt często ucieka się do chwytu "Deus ex machina". Paradoksalnie postać Billie była bardziej intrygująca jako nasz pomocnik w drugiej części niż tu, jako główny protagonista. Jej motywacje do niemal samobójczej misji są czysto deklaratywne, podobnie jak jej relacje z Daudem. Spotkanie po latach króla i królowej szczurów i wspólny pakt, by podłożyć bombę pod fundamenty Imperium Wysp prosiłoby się o większe emocjonalne fajerwerki.


Całość ratuje finał – naszą misję możemy skończyć na dwa sposoby, ich konsekwencje dla świata będą niemal identyczne, jednak ciężar emocjonalny i etyczny odbije się jedynie na naszej bohaterce – ostatniej użytkowniczce tajemnych mocy Outsidera. Tym samym Arcane Studio jeszcze raz pokazało kunszt i mimo że czuję pewien niedosyt ostatnią odsłoną "Dishonored", ostatecznie przyznaję, że będę tęsknić za tym zgniłym królestwem, napędzanym w równej mierze olejem z wielorybów, co ludzką niegodziwością.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Ludwika Mastalerz
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra